W marcu inflacja zjadła podwyżki pensji, które zaserwowali nam pracodawcy. Nastroje konsumentów wciąż są w dołku, więc ekonomiści obawiali się, że przez to kupowaliśmy znacznie mniej ochoczo. Tymczasem mieliśmy niespodziankę - sprzedaż wzrosła o 9,4 proc. w porównaniu z 12,2-proc. wzrostem zanotowanym w lutym. - Spodziewaliśmy się, że będzie najwyżej 7,5 proc. Rok temu mieliśmy w marcu wysoki wzrost, z tym wynikiem się porównujemy, stąd nasza ostrożność - tłumaczy Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP.
Po części sprzedaż pompują rosnące ceny - w marcu inflacja skoczyła do 4,3 proc. Jeśli to uwzględnić, to okaże się, że realnie sprzedaż wzrosła o ponad 5 proc.
Ale prof. Maria Drozdowicz-Bieć ze Szkoły Głównej Handlowej uważa, że część naszych zakupów to ucieczka przed jeszcze wyższymi cenami. - Przecież właśnie dlatego tak panicznie wykupywaliśmy cukier. Widzimy, że ceny rosną, sądzimy, że w przyszłości będą rosły jeszcze szybciej, więc staramy się przed tym uchronić i kupić wcześniej chociaż tę puszkę groszku do wielkanocnej sałatki, z oszczędności - tłumaczy.
Halina Dmochowska uważa, że "efektu Wielkanocy" w marcowych danych jeszcze nie było, ale właśnie dlatego sprzedaż w kwietniu będzie znów bardzo wysoka. Tym bardziej że tym razem baza odniesienia sprzed roku będzie niska.
- W I kwartale wzrost gospodarczy będzie zbliżony do 4,5 proc. zanotowanych w końcówce 2010 r. Za wcześnie, by powiedzieć, że będzie to co najmniej tyle - tak ostrożnie oceniła wiceprezes GUS Halina Dmochowska kondycję naszej gospodarki. Oficjalne dane GUS o PKB poznamy 31 maja.
Nasze wydatki pozostają wciąż podstawowym motorem napędzającym polską gospodarkę. Pensje w firmach rosną w umiarkowanym tempie, ale przybywa osób, które mają pracę, a bezrobocie po zimowym wzroście znów zaczęło spadać. W marcu wyniosło 13,1 proc. - odsetek ten obejmuje też tych, którzy pracują na czarno bądź pracą w ogóle nie są zainteresowani. W rzeczywistości stopa bezrobocia wynosi około 10 proc.
Ekonomiści sądzą, że teraz, gdy ruszają prace w budownictwie, rolnictwie czy turystyce, bezrobotnych będzie ubywać. Mają nadzieję, że spadek będzie głębszy dzięki firmom, które w końcu zaczną inwestować.
- Inwestycje to podstawa trwałego wzrostu gospodarczego. Widać, że coś drgnęło, kredyt dla firm rośnie już trzeci miesiąc z rzędu, banki deklarują rozluźnienie polityki kredytowej, a same firmy przechodzą do bardziej ekspansywnych strategii - mówi Tarnawa.
A to plus otwarcie niemieckiego rynku pracy spowoduje większe podwyżki dla pracowników. Dodatkowo nakręcane przez "drożyznę" - ludzie, widząc, że ceny rosną coraz szybciej, domagają się od pracodawców rekompensaty. Ich sukces negocjacyjny jest bardziej prawdopodobny zwłaszcza tam, gdzie związki zawodowe są silne. A firmy, by wyrównać wzrost kosztów płacowych, będą podnosiły ceny. I kółko się zamyka - tak powstaje spirala cenowo-płacowa, której obawiają się członkowie Rady Polityki Pieniężnej.
Czy już nakręcamy tę spiralę? Zdaniem prezesa NBP Marka Belki - jeszcze nie. Wydajność pracy w przemyśle w I kwartale wyniosła 6,1 proc. i rosła wciąż szybciej od płac - wzrosły o 4,2 proc. Ale ekonomiści ostrzegają - walczyć z inflacją może być coraz trudniej.
- W całej gospodarce wydajność rośnie bardzo wolno. Szacujemy, że w IV kwartale zwiększyła się o 2,5 proc. W I kwartale wzrost mógł wynieść już tylko 1,2 proc. Firmy dbają o wydajność pracy, ale budżetówka - już nie. W tym roku teoretycznie obowiązuje zamrożenie płac, ale na wysokim poziomie. Bo w końcówce ubiegłego roku średnia pensja wzrosła o 7,9 proc. - mówi Piotr Bielski, ekonomista Banku Zachodniego WBK.
Zdaniem większości analityków Rada Polityki Pieniężnej nie podniesie stóp na najbliższym posiedzeniu na początku maja. Mniej więcej połowa Rady uważa, że nie ma co podnosić stóp, gdyż może to osłabić wzrost PKB. Tym bardziej że NBP porozumiał się właśnie z Ministerstwem Finansów, że nie będzie ono wymieniało - jak do tej pory - płynących z Unii euro na
złote w kasie banku centralnego, ale bezpośrednio na rynku. Dzięki temu
złoty ma szansę być mocniejszy. Wiceminister finansów Dominik Radziwiłł potwierdził wczoraj gotowość resortu do interwencji. Jak zapewnił, MF wejdzie na rynek przed końcem czerwca. W tym roku może "przepuścić" przez niego nawet 14 mld euro.
- Od podwyżek stóp jednak nie uciekniemy. Rada zdecyduje się na ten krok, gdy inflacja przekroczy kolejną psychologiczną granicę, np. 4,5 proc. - twierdzi Bielski.