Biznes Ludzie Pieniądze

Budżet uszyty na skromną miarę. Płace zamrożone

Aleksandra Pezda, Piotr Skwirowski, Marcin Bojanowski
06.05.2011 , aktualizacja: 05.05.2011 19:53
A A A Drukuj
Deficyt budżetu nie przekroczy w 2012 r. 35 mld zł. Dochody kasy państwa wyniosą 292,7 mld zł, wydatki zaś nie będą wyższe niż 327,7 mld zł - takie dane znalazły się w projekcie budżetu państwa, który w czwartek przyjął rząd.
Banknoty
Fot. Jacek Babiel / Agencja Gazeta
Banknoty
Najwięcej pieniędzy budżet ma dostać z VAT - 132,5 mld zł, czyli o 7,1 proc. więcej niż w 2011 r. Z akcyzy ma mieć 63,5 mld zł (wzrost o 8,1 proc.), z PIT - 42,4 mld zł (wzrost o 9,6 proc.), a z CIT - 29,6 mld zł (wzrost o 19,4 proc.).

Najwięcej pieniędzy budżetowych pochłoną dotacje i subwencje - 155,1 mld zł. Na obsługę długu skarbu państwa pójdzie 43,8 mld zł.

Budżet skonstruowano na podstaiwe tzw. reguły wydatkowej. Oznacza to, że tzw. elastyczne wydatki budżetu (czyli takie, których wysokości nie określają ustawy) nie mogą wzrosnąć więcej niż o 1 pkt proc. ponad inflację, czyli o 3,8 proc. w 2012 r.

W projekcie budżetu założono, że PKB wzrośnie o 4 proc., inflacji średnioroczna wyniesie 2,8 proc., a bezrobocie na koniec roku - 10 proc. Przeciętne zatrudnienie w gospodarce narodowej ma wzrosnąć o 1,3 proc., a wynagrodzenia realnie o 2,9 proc. Dochody z prywatyzacji zaplanowano na 10 mld zł.

Rząd spodziewa się ograniczenia wartości inwestycji publicznych. Wraz ze stabilizacją sytuacji gospodarczej na świecie, po spadkach w latach 2009-10 i niewielkim wzroście w 2011 r., w roku 2012 oczekuje jednak znacznego przyspieszenia tempa wzrostu inwestycji sektora prywatnego.

Według rządu w 2012 r. za euro trzeba będzie zapłacić średnio 3,69 zł, a za dolara 2,79 zł. Rosnąć mają stopy NBP. W budżecie przyjęto, że główna stopa referencyjna ukształtuje się w 2011 r. średnio na poziomie 4 proc., a w 2012 r. wzrośnie do 4,7 proc.

Mimo to Polacy mają dalej kupować. Dodatkowym czynnikiem, który będzie wspierał wzrost popytu konsumpcyjnego, powinny być współorganizowane przez Polskę w 2012 r. mistrzostwa Europy w piłce nożnej. W efekcie wzrost popytu prywatnego powinien kompensować skutki ograniczenia popytu publicznego. Polską gospodarkę wciąż wspierać będzie eksport, choć jego tempo wzrostu będzie się zmniejszać. Wzrost importu będzie szybszy od wzrostu eksportu i w rezultacie prognozowane ujemne saldo obrotów towarowych w przyszłym roku zwiększy się do blisko 2,3 proc. PKB. Rząd przewiduje, że umacniać się będzie złoty.

Premier zapowiedział, że forsowana przez rząd konsolidacja budżetu nie dotknie bezpośrednio naszych kieszeni. W 2012 r., a także w 2013 ciągle jeszcze obowiązywać będzie podwyższona z 22 na 23 proc. stawka VAT. Rząd utrzymał również ograniczenia przy odliczaniu VAT od samochodów z kratką. Musiał też podnieść (po przegranej przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości) VAT na ubrania i obuwie dziecięce - z 7 do 23 proc. O 4 proc. wzrośnie w 2012 r. akcyza na papierosy. Zacznie obowiązywać uchwalona już kilka lat temu akcyza na węgiel i koks.

- Jakiej wpłaty z zysku NBP rząd spodziewa się w przyszłym roku - pytali dziennikarze. - W budżecie zapisaliśmy w tej pozycji zero - odparł szef resortu finansów.

Budżetówka się dziwi Nie będzie odmrożenia płac w budżetówce. Oprócz urzędników i mundurowych podwyżek nie dostaną też prokuratorzy i sędziowie, choć w ubiegłych latach mogli na nie liczyć. - Jednocześnie staramy się oszczędzić ludziom zgryzoty i nieszczęścia związanego z obniżką płac - mówił Tusk. Niewiele więcej otrzymają nauczyciele. Rano w projekcie zapisana była jeszcze podwyżka 2,2 proc., ale po południu premier Tusk zapowiedział, że znalazło się więcej pieniędzy.

W przyszłym roku będzie to 3,8 proc., ale dopiero od września. W ten sposób rząd dotrzyma politycznej obietnicy - podniesie nauczycielom pensję w sumie o 50 proc. w porównaniu z 2007 r. (w poprzednich latach nauczyciele dostawali nawet 10 proc. podwyżki). - To nie podwyżki, tylko wyrównanie do inflacji - mówi jednak Krzysztof Baszczyński, wiceprezes największego oświatowego Związku Nauczycielstwa Polskiego. Związkowcy wczoraj ze zdumieniem komentowali te deklaracje. Bo w kwietniu rozpoczęły się dopiero negocjacje płacowe na przyszły rok. I dotyczą nie tylko wysokości podwyżki, ale też jej terminu. Premier wczoraj powiedział: od września. Związkowcy chcieliby pieniędzy już od stycznia. - Kiedy próbowaliśmy o tym rozmawiać podczas negocjacji, usłyszeliśmy, że jeszcze za wcześnie. A dziś już premier podjął decyzję, ale bez nas - mówi Baszczyński. Największe podwyżki dostali już od rządu PO-PSL nauczyciele z najmniejszym stażem: stażyści - aż 77 proc., ale w 2007 r. zarabiali mniej niż tysiąc złotych; nauczyciele kontraktowi (po dwóch latach pracy) dostali już 53 proc. podwyżek. Za to bardziej doświadczeni nauczyciele, według wyliczeń ZNP, dostali nie więcej niż 37 proc. podwyżki, a jest to grupa najliczniejsza, bo aż 77 proc. wszystkich nauczycieli.

Mniej dostaną w przyszłym roku kancelaria premiera, Ministerstwa Finansów i Rolnictwa, a także Sejm i Senat. Więcej do wydania będzie miał prezydent. Budżet jego kancelarii wzrośnie o 9 proc., do 187 mln zł. Na utrzymanie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wydamy aż o 29 proc. więcej - 23 mln zł.

Protestują samorządy

Zaciskanie pasa nie ominie samorządów. Ministerstwo Finansów chce im ograniczyć możliwość zadłużania się. Tak, żeby w 2012 r. deficyt samorządów nie mógł przekraczać 4 proc., w 2013 - 3 proc., w 2014 - 2 proc. a w 2015 - 1 proc. ich dochodów. Ale samorządy ostro protestują. - Co będzie, jeśli nie uda się przeprowadzić cięcia limitów zadłużenia w samorządach - zapytaliśmy min. Rostowskiego. - Jestem pewien, że uda się przyjąć sensowną ustawę, która zapewni, iż samorządy będą brały udział w ogólnym wysiłku konsolidacyjnym - odpowiedział minister. Tłumaczył, że cały sektor finansów publicznych ma się "przyciąć" o 66 mld zł. - Oczekujemy, że na samorządy przypadnie z tego 6 mld zł, czyli jedna jedenasta całości - mówił minister.

- Mamy dość jasno sprecyzowane zarysy tej reguły, ale jesteśmy otwarci na pozytywne podpowiedzi ze strony samorządów, jak osiągnąć ten wynik w ramach całego sektora samorządowego. Tak, by przesadnie nie utrudniać sytuacji tych samorządów, które są w bardzo specyficznej sytuacji - mówił Rostowski.

Ministerstwu Finansów podoba się pomysł odstępowania deficytu przez samorządy mniej zadłużone, tym bardziej zadłużonym. To pomysł ze środowiska samorządowego. Część samorządowców go jednak krytykuje. - Wolę odpowiadać tylko za długi Wrocławia - powiedział "Gazecie" prezydent tego miasta Rafał Dutkiewicz. - Czekamy też na inne konstruktywne pomysły - mówił jednak w czwartek min. Rostowski. Ostrzegł też, że jeśli nie spełnimy naszych zobowiązań wobec UE, czyli nie zredukujemy deficytu sektora finansów publicznych poniżej 3 proc. PKB w 2012 r., to będzie to skutkowało wstrzymaniem środków z funduszu spójności. - To oczywiście bardzo silnie uderzy także w samorządy. I może się okazać, że sytuacja dla nich byłaby znacznie gorsza niż po wprowadzeniu oszczędności, o których mówię - przekonywał Rostowski.

W 2012 r. wzrośnie udział gmin we wpływach z podatku PIT: z 48,97 proc. do 49,24 proc.

Rostowski zapewnia, że z takim budżetem uda się obniżyć deficyt sektora finansów publicznych w przyszłym roku do 2,9 proc. PKB.

A gdzie cięcia wydatków?

Wątpliwości mają ekonomiści. - To mocno optymistyczny scenariusz - ocenia Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista banku Millennium. Jego zdaniem dojść do tego mamy dzięki podwyżce podatków i zmianom w systemie emerytalnym - obniżce składki do OFE. - Niewiele dzieje się natomiast po stronie wydatkowej, co jest główną bolączką systemu finansów publicznych - dodaje. Wtóruje mu prof. Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów w rządzie Tuska. - Poważne wątpliwości budzi możliwość osiągnięcia planowanych dochodów budżetu w 2012 r. i w dwóch kolejnych latach - powiedział. Zwraca uwagę, że rząd prognozuje wzrost dochodów z CIT w trzy lata aż o 70 proc. - W tym aż o 24 proc., czyli ok. 6 mld zł w samym 2012 r. - dodaje. Za mało realistyczne uznał też prognozy wzrostów wpływów z VAT i akcyzy. - Poważne wątpliwości budzi możliwość osiągnięcia planowanych dochodów budżetu w 2012 r. oraz w dwóch kolejnych latach. Rządowego optymizmu w tym zakresie nie da się uzasadnić umiarkowanie szybkim wzrostem gospodarczym - ocenia główny ekonomista BCC prof. Stanisław Gomułka.

- Z doświadczenia wiemy, że jeśli po okresie spadku PKB zaczyna rosnąć i ten wzrost się utrwala, to dochody budżetu z podatków rosną mocniej niż PKB - tłumaczył dziennikarzom min. Rostowski. Przekonywał, że przyjęty wzrost dochodów jest i tak ostrożny, a to dlatego, że sytuacja gospodarcza na świecie, a zwłaszcza w Europie, jest niepewna.

Prof. Gomułka nie ma natomiast zastrzeżeń do przyjętych przez rząd podstawowych wskaźników makroekonomicznych. Należy je ocenić jako realistyczne. Nawet jeśli wzrost gospodarczy w 2012 r. będzie nieco niższy niż zakładane przez rząd 4 proc., to zapewne w latach 2011-12 sporo wyższa będzie inflacja, co oznaczać będzie wyższe wpływy do budżetu - uważa prof. Gomułka. - Rząd liczy na zejście z deficytem sektora finansów publicznych do poziomu 3 proc. PKB w 2012 r. To dobry cel, chociaż raczej mało realny - podsumowuje.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów