W ostatni czwartek szwedzkie rządowe biuro ds. długów NDO wydało zgodę na to, by Antonow ponownie został akcjonariuszem holenderskiej spółki Spyker Cars, która przed rokiem za pieniądze tego Rosjanina kupiła Saaba. NDO od marca zastanawiało się, czy Saab może pójść w ręce rosyjskiego przedsiębiorcy, i zapowiadało, że potrwa to kilka miesięcy. Ale decyzja zapadła już po paru tygodniach i ogłoszoną ją nazajutrz po wizycie premiera Rosji Władimira Putina w Sztokholmie, w czasie której szwedzki koncern Ericsson podpisał lukratywny kontrakt na dostawę oprogramowania do budowy rosyjskiej sieci telefonii ratunkowej "112".
Saab zdobył renomę jako producent luksusowych samochodów wyróżniających się specyficznym, "kaczodziobym" wyglądem nadwozia, wymyślnym zabezpieczeniem przed skutkami wypadków oraz nowinkami technologicznymi, takimi jak komputerowo sterowane turbodoładowanie czy zestaw wskaźników wygaszanych nocą jak w lotniczym kokpicie. Saab przez lata należał do holdingu najbogatszego szwedzkiego rodu Wallenbergów i zyskał wtedy popularność wśród przedstawicieli wolnych zawodów - prawników, architektów, artystów. Jednak zawsze był producentem niszowych aut, produkującym w najlepszych czasach ok. 100 tys. aut rocznie.
W 1989 r. firmę przejął General Motors, lecz inwestycja nigdy nie przyniosła zysków i w czasie kryzysu 2009 r. Amerykanie postanowili się pozbyć Saaba. Rząd Szwecji zapowiedział, że gwarantuje 400 mln euro kredytu z Europejskiego Banku Inwestycyjnego dla firmy po przejęciu jej przez nowego inwestora.
Ofertę złożył holenderski Spyker, który produkuje zaledwie kilkadziesiąt sportowych aut rocznie.
W błyskawicznym tempie GM uzgodnił sprzedaż Saaba tej holenderskiej firmie, ale raptem pod koniec grudnia 2009 r. Amerykanie zawiesili rozmowy. Później okazało się, że poszło o Antonowa, który był największym udziałowcem Spykera, mającym 30 proc. akcji holenderskiej firmy.
Według tygodnika "Business Week" szwedzki kontrwywiad zarzucił rosyjskiemu przedsiębiorcy związki z mafią i pranie brudnych pieniędzy. Takiemu inwestorowi Sztokholm nie chciał gwarantować pożyczki z EBI. A bez tego transakcja nie miała sensu.
Skąd młody rosyjski przedsiębiorca miał pieniądze na przejęcie renomowanego szwedzkiego producenta aut? Na swojej stronie internetowej Władimir Antonow twierdzi, że zbił fortunę, handlując rosyjskimi długami w czasie kryzysu w 1998 r. A zyski zainwestował, by wraz z ojcem - który w Związku Sowieckim pracował w zakładach wzbogacania uranu - przejmować kolejne banki. Obecnie Antonow kontroluje na Litwie bank Snoras, a na Łotwie Latvijas Krajbanka - dwa znaczące banki w tych państwach bałtyckich. Ma też banki w Panamie, Dominikanie i na Ukrainie. W kwietniu zaczął rozmowy o zakupie klubu
Premier League FC Portsmouth.
Amerykanie wymyślili salomonowe rozwiązanie. Zgodzili się sprzedać Saaba Spykerowi, ale pod warunkiem że Antonow do 2016 r. nie będzie miał akcji nowego właściciela Saaba. Targu dobito, gdy rosyjski przedsiębiorca przekazał swoje akcje szefowi Spykera Victorowi Mullerowi i wyłożył jeszcze 74 mln dol., za które holenderska firma kupiła szwedzką firmę od GM. A taśmy montażowe Saaba ruszyły, bo dostał pieniądze z kredytu gwarantowanego przez Sztokholm.
Antonow nie złożył broni w walce o dobre imię i Saaba. Wynajął znaną amerykańską firmę detektywistyczną Kroll, która stwierdziła, że nie znalazła oficjalnych dokumentów potwierdzających zarzuty wobec przedsiębiorcy. Złagodniał także Sztokholm, bo od marca Saab wstrzymywał produkcję, nie mając pieniędzy na opłacenie kooperantów. A w zeszłym roku firma sprzedała tylko 33 tys. aut, mniej niż w kryzysowym 2009 r.
Te problemy ma rozwiązać Antonow, odkupując fabryczne
nieruchomości Saaba. Rząd Szwecji już się na to zgodził, trwają jeszcze rozmowy z EBI, które według nieoficjalnych doniesień chciałoby jak najszybciej wycofać się z kredytu dla Saaba. GM oficjalnie ogłosił, że wstępnie także zgadza się na przejęcie Saaba przez rosyjskiego przedsiębiorcę, ale szczegóły umowy trzeba jeszcze uzgodnić.
Skąd jednak Antonow weźmie fortunę, aby zapewnić Saabowi dalszy rozwój? Niewykluczone, że zapewni je... chiński koncern samochodowy Great Wall (Wielki Mur) - jak spekuluje agencja Reuters. Jeśli to prawda, to trwający od miesięcy kontredans wokół Saaba okazałby się zbiorowym tańcem wierzycieli zabiegających o ratowanie inwestycji.