Rada to coś w rodzaju superciała doradczego Donalda Tuska. Na jej czele stoi Jan Krzysztof Bielecki, człowiek, do którego premier ma niemal nieograniczone zaufanie.
Wczoraj Rada zaproponowała trzy warianty reformy emerytalnej służb mundurowych.
• Pierwszy zakłada, że każdy policjant, wojskowy czy strażak - obecni i nowi - ma do
emerytury pracować 35 lat (dziś tylko 15).
• Drugi to prawdziwa rewolucja. Żołnierz czy policjant (również obecni i nowi) byliby w powszechnym systemie i podlegaliby pod ZUS tak jak pielęgniarka czy szewc.
Nabyte do tej pory uprawnienia emerytalne wliczano by im jednak do emerytury jako tzw. kapitał początkowy (czyli państwo dosypałoby im więcej składek, dzięki czemu dostaną wyższe emerytury).
• Trzeci - tylko nowo wstępujący do służby byliby od razu w systemie powszechnym. Na emeryturę mogliby przechodzić tak jak osoby na pomostówce, a więc np. kończąc 55 (kobiety) i 60 lat (mężczyźni).
- Polska ma najbardziej hojny system emerytalny dla mundurowych - mówi Adam Jasser,
sekretarz Rady Gospodarczej.
Dziś w służbach jest 250 tys. osób. A 387 tys. mundurowych dostaje średnio 2726 zł emerytury (ta z ZUS to ok. 1,8 tys zł). Służby mają własną ustawę i osobne zakłady emerytalne, które w całości sponsoruje budżet państwa. Wykłada na to co roku 4 mld zł.
We wtorek w tej sprawie wypowiedział się premier Donald Tusk: - Obecnie służącym funkcjonariuszom nie odbierzemy przywilejów emerytalnych.
Zobacz więcej na temat wypowiedzi premiera Co na to związkowcy?
- Jeżeli coś odbierają i nic nie dajemy w zamian, to niech się pocałują wie pan gdzie - komentuje Antoni Duda, szef związku zawodowego policjantów - To nieuczciwe. Na system powszechny nie ma zgody. Jak to wcielą, nie będzie armii i policji. Będzie katastrofa.
Co teraz ze stanowiskiem Rady zrobi premier? Nie wiadomo. Donald Tusk w ostatnich kilku miesiącach wielokrotnie wspominał, że chce się dogadać ze związkowcami w sprawie wydłużenia ich pracy. Ale nie był tak radykalny jak Rada.
- Nie może być tak jak jest dzisiaj, że po 15 latach służby 35-letni zdrowy mężczyzna ma uprawnienia emerytalne, czasami także rentowe - mówił jeszcze w kwietniu.
Ale też wyjaśniał, że planowane zmiany będą dotyczyć tych osób, które rozpoczną służbę dopiero po wejściu w życie zmienionych przepisów.
Zamieszanie jest tym większe, że niezależnie od stanowiska Rady Gospodarczej negocjacje z Federacją Związków Zawodowych Służb Mundurowych w sprawie potencjalnych zmian w systemie emerytalnym od kilku miesięcy prowadzą minister Michał Boni i przedstawiciele MSWiA. Ostatnio stanęły one jednak w miejscu.
Strony zgadzają się, że zmiany powinny objąć tylko nowo przyjętych do pracy. A na co zgody nie ma? Związkowcy zgadzają się na wydłużenie pracy o pięć lat. A więc prawo do emerytury mundurowi zyskiwaliby nie po 15, ale po 20 latach. Kolejny warunek uzyskania emerytury to wiek - minimum 50 lat. Dziś wiek nie ma znaczenia.
Boni i MSWiA mają własne propozycje -
emerytura po minimum 25 latach służby i ukończeniu 55 lat.
- Te propozycje to żadna reforma. Lepiej od razu zrobić to porządnie - komentuje prof. Aleksandra Wiktorow, członek Rady.
- W grę wchodzą miliardy złotych, a jedyne, o czym się mówi, to to, czy mundurowi mają pracować 20, czy 25 lat - mówi prof. Witold Orłowski, członek Rady. Jego zdaniem nie warto tworzyć protezy, której nie będzie można zmienić przez najbliższe lata. - Potem znowu strajki i wrócimy do przechodzenia na emeryturę po 15 latach - dodaje.
Co o stanowisku Rady sądzi sam Boni?
- Dla debaty publicznej to jest bardzo ważny głos - mówi "Gazecie" minister. W Radzie Gospodarczej można jednak usłyszeć, że jej stanowisko może Boniemu tylko pomóc w negocjacjach ze związkowcami.
Zdaniem Rady następnym krokiem powinny być zmiany w emeryturach sędziów i prokuratorów. Co z rolnikami? - Tutaj sprawa jest bardziej złożona i zmiany muszą być rozłożone w czasie - mówi prof. Wiktorow.
- W ten sposób chcemy otworzyć dyskusję o tym, jak powinna wyglądać reforma - mówi Bielecki.