- Biznes internetowy staje się siłą napędową polskiej gospodarki - mówią eksperci firmy doradczej Boston Consulting Group. Według ich wyliczeń już dziś gospodarka internetowa, gdyby potraktować ją jako odrębny sektor (tak jak przemysł, transport czy budownictwo), stanowi 2,7 proc. polskiego PKB (dane za 2009 r.) W 2015 r. ma to już być prawie 77 mld zł, czyli 4,1 proc. PKB. - Internet będzie miał wówczas wyższy udział w PKB niż sektor finansowy, energetyczny czy ochrona zdrowia. I będzie rósł dwukrotnie szybciej niż PKB - mówił Franciszek Hutten-Czapski z warszawskiego biura BCG, które raport opracowało na zlecenie
Google'a.
Jak obliczono wielkość e-gospodarki? Zsumowano transakcje kupna i sprzedaży, płatności dokonane online, usługi internetowe (np. reklama), opłaty za dostęp do internetu czy inwestycje w infrastrukturę telekomunikacyjną. I wyszło 35,7 mld zł, czyli więcej, niż do polskiego PKB dokłada górnictwo (2 proc.). "To znacząca cezura - przez wiele lat to właśnie górnictwo tworzyło filar polskiej gospodarki i dziś wywiera niewspółmiernie duży wpływ na rzeczywistość społeczno-polityczną" - czytamy w raporcie.
Internetową gospodarkę pchają do przodu głównie konsumenci. Ani przedsiębiorcy, ani administracja nie wykorzystują możliwości sieci. BCG wyliczyło, że konsumenci wygenerowali aż 62 proc. całej "internetowej" części PKB. Z tego zdecydowana większość (70 proc.) przypada na handel elektroniczny, mniej na dostęp do sieci (19 proc.) i wydatki na sprzęt (11 proc.).
- Przez wiele lat transformacji byliśmy dumni z polskiej przedsiębiorczości. Teraz trzeba niestety postawić tezę, że przedsiębiorczość znalazła się w regresie, jeśli chodzi o cyfrową gospodarkę - mówił w środę szef zespołu doradców premiera Michał Boni. Mówił też o tym, że nie potrafimy badań naukowych czy innowacji przełożyć na efekty ekonomiczne, nie mamy doświadczeń, jak naukę pożenić z biznesem.
Jeśli chodzi o przedsiębiorców, szybko nadział się na kontrę - Grzegorz Wójcik, dyrektor biznesowy Allegro, ganił polską administrację za przewlekłość postępowań (w porównaniu z Czechami czy Węgrami) czy zwlekanie z wdrażaniem korzystnych dla przedsiębiorców dyrektyw unijnych. - Jeśli przedsiębiorczość jest w regresie, to do administracji nie możemy użyć nawet terminu "regres", bo wciąż jest analogowa - podsumował Edwin Bendyk (dziennikarz "Polityki", redagował treść raportu).
To wytknęli też autorzy raportu - wyszło bowiem, że to, co charakterystyczne dla polskiej gospodarki internetowej, to niski udział inwestycji rządowych. Zarówno w relacji do PKB (0,4 proc.), jak i w kwocie - w 2009 r. inwestycje wyniosły 5 mld zł.
Ale by oddać rację ministra Boniego (sam przyznawał, że administracja nie porusza się zbyt dobrze w cyfrowym świecie), raport pokazał, że także przedsiębiorcy, szczególnie z sektora małych i średnich firm, w niewielkim stopniu korzystają z możliwości, jakie daje internet. Wprawdzie niemal wszyscy mają dostęp do sieci i adres e-mail, ale często na tym się kończy. Tylko 30 proc. firm korzysta z zaawansowanych narzędzi umożliwiających np. automatyczne zarządzanie zapasami, 12 proc. przedsiębiorstw zaopatruje się w internecie, a zaledwie 8 proc. udostępnia swoją ofertę w sieci. W takie sprawy, jak reklama w sieci, płatności internetowe czy obecność na portalach internetowych, angażuje się mniej niż 15 proc. firm Dlaczego tak mało? "Bo w naszej branży to niepotrzebne" - powtarzają badani przedsiębiorcy.
- To poważny błąd. Zanim się obejrzymy, handlować z Polakami będą sklepy z Niemiec czy Wielkiej Brytanii - mówi Artur Waliszewski, szef polskiego oddziału Google'a. Sam niedawno kupował składany
rower. - W niemieckim sklepie znalazłem go znacznie taniej, przesyłka doszła w dwa dni, a kosztowała jedynie dziewięć euro. Ile im zajmie stworzenie polskojęzycznej witryny - pyta. Dodaje, że zagraniczne firmy myślą o docieraniu do klientów z Polski, a polskie firmy - rzadko. - Mamy np. firmy, które tworzą i sprzedają wysokiej jakości drewniane stoły, mogłyby z powodzeniem oferować je we Francji czy Włoszech. Ale nawet tego nie próbują - mówi Waliszewski. Jako kontrprzykład podawano poznańską firmę QWorkshop, która sprzedaje kostki do gier. Dzięki internetowi ponad 90 proc. kostek sprzedaje za granicą, w tym roku jej obroty mają przekroczyć 2 mln zł.
Podobne raporty analitycy BCG sporządzili w innych krajach. W Wielkiej Brytanii np. udział internetu w PKB sięgał w 2009 r. 7,2 proc. (100 mld funtów), w Szwecji - 6,6 proc. Wypadliśmy jednak lepiej od Włoch, gdzie gospodarka internetowa kreuje tylko niecałe 2 proc. PKB (31,5 mld euro) i od Hiszpanii (2,2 proc. PKB).
Czytaj także: Zielona wyspa dryfuje w Sieci