Wikileaks poinformowało w czwartek, że Stany Zjednoczone rywalizują z Rosją o prawo do wydobycia ropy i gazu z terenów Arktyki. Zasoby ropy Grenlandii, która jest terytorium zależnym Danii, są porównywalne do tych na dnie Morza Północnego.
Poufne informacje, które podało Wikileaks, dotyczą spotkania Rady Arktycznej w stolicy Grenlandii Nuuk. W rozmowach, które odbyły się w czwartek udział wzięło osiem państw: Rosja, USA, Kanada, Dania, Norwegia, Finlandia, Szwecja i Islandia. Podczas spotkania omawiane były warunki porozumienia w sprawie wydobywania surowców. Swoje racje przedstawiają Duńczycy, którzy liczą na duże zyski ze złóż naturalnych na wyspie.
Z kolei Amerykanie twierdzą, że Grenlandia jest już na prostej drodze do odzyskania niepodległości. USA postrzega to jako niepowtarzalną okazję, aby amerykańskie spółki wydobywające gaz i ropę znacząco umocniły swoją pozycję.
Bitwa o Arktykę rozpoczęła się w 2007 roku, kiedy Artur Chilingarov popłynął łodzią podwodną pod biegun północny i wbił tam rosyjską flagę. Po tym wydarzeniu Kreml poinformował USA, że jest to symboliczne działanie zaplanowane przez rządzącą partię w Rosji.
Wikileaks ujawnił również komentarz rosyjskiego ambasadora Dmitrija Rogozina: "XXI wiek będzie czasem ostrej walki o zasoby i uważam, że Rosja nie może w niej przegrać".
Z kolei Stany Zjednoczone są zaniepokojone postawą Kanady, której rząd twierdzi, że część zasobów przy wybrzeżu należy do nich. Kanadyjski premier Stephen Harper, będąc w porozumieniu z Rosją, ostrzegł USA, żeby "trzymały się z daleka od Arktyki". Dodaje, że "państwa europejskie, które należą do NATO, chcą posiadać wpływy w Arktyce, mimo że zupełnie nie należą do tego rejonu".
Teraz walka o Arktykę nabrała tempa z powodu zmian klimatycznych, a w efekcie szybkiego zmniejszania się warstwy śnieżnej. Według specjalisty od zmian klimatycznych Toma Burke'a z firmy Rio Tinto "każdy, kto uważa, że ma chociaż nikłe szanse na arktyczne zasoby, wie, że teraz jest najlepszy czas, żeby się o nie upomnieć".