Polska na złożach siedzi. I to złożach nie byle jakich. Przed rokiem amerykańska firma doradcza Advanced Research szacowała, że nasze łupki skrywają 3 bln m sześc. gazu - tyle co w Norwegii. Teraz ta sama firma dysponuje kolejnym studium, firmowanym przez amerykańską rządową Agencję Informacji Energetycznej. Według tych nowych, nadal bardzo wstępnych, szacunków możemy mieć nawet 22,4 bln m sześc. gazu. A zasoby, które da się wydobyć przy obecnym poziomie techniki, mogą sięgnąć 5,3 bln.
Na razie jednak to tylko teoria, bo złóż potwierdzonych nadal nie mamy. Ale jeśli Amerykanie się nie mylą, Polska stanie przed ogromną szansą. Unia Europejska zamierza zmniejszyć produkcję prądu z węgla, z którego my otrzymujemy teraz 90 proc., i dostosowanie do wymogów unijnych byłoby dla nas bardzo kosztowne. A tak, dzięki zasobom gazu nie musielibyśmy wydawać fortuny na jego import. Moglibyśmy także zarabiać na eksporcie i modernizować kraj z własnych pieniędzy, zamiast zaciągać długi.
- Dynamiczny rozwój eksploatacji niekonwencjonalnych zasobów gazu można nazwać gorączką złota XXI w. - mówił przed rokiem szef naszej dyplomacji Radosław Sikorski na konferencji o gazie łupkowym zorganizowanej w Warszawie przez MSZ i ambasadę USA. W zeszłym tygodniu doszło do kolejnej konferencji. Optymizmu nadal nie brakowało, ale podszyty był niepokojem. - Wiemy, że w niektórych państwach podjęto inicjatywy, by zakazać eksploatacji gazu łupkowego. Ale tym, którzy to planują, mówimy: "nie bójcie się" - mówił w tym roku Sikorski.
Apel wziął się stąd, że jak zawsze rewolucja szybko zrodziła kontrrewolucję. Dziś eksploatacja złóż gazu i ropy z łupków rozpala nie tylko nadzieje, ale także spory. Bywa, że przeradzają się w konflikt ideologiczny, w którym jedna strona mówi językiem nauki i techniki, druga woli grać na emocjach.
Potrzeba matką wynalazku
Pod koniec 2009 r. Międzynarodowa Agencja Energetyki ogłosiła światu, że w USA za sprawą eksploatacji złóż gazu łupkowego doszło do rewolucji w energetyce. To gaz zamknięty w skałach zwanych łupkami. Na świecie jest go dziesięć razy więcej niż w konwencjonalnych złożach, w których gaz zgromadził się w stworzonym przez naturę "zbiorniku" w skale. Geolodzy od dawna wiedzieli o łupkowych skarbach, ale nie potrafili się do nich dobrać. Udało się to dopiero amerykańskim gazownikom. To zrozumiałe, bo w USA mają najbardziej rozwiniętą branżę gazową na świecie. Tworzą ją setki małych firm zatrudniających fachowców, którzy na poszukiwaniach ropy i gazu zjedli zęby. To właśnie ci "rzemieślnicy" przeprowadzili rewolucję łupkową, zajmując się pracami, które nie budziły zainteresowania wielkich koncernów, bo mogły zakończyć się fiaskiem i nie dawały pewności na spektakularny sukces i szybkie zyski. Działalność "rzemieślników" wspierał też Waszyngton, który niemal pół wieku temu zdawał sobie sprawę, że konwencjonalne złoża ropy i gazu w USA wyczerpią się, i szukał ich nowych źródeł. Od 1978 do 1992 r. rząd USA prowadził własny program badań nad eksploatacją łupków, a firmy poszukujące w Stanach niekonwencjonalnych złóż od 1980 do 2002 r. mogły korzystać z ulg podatkowych za wydatki na takie prace. Jednak dopiero teraz Amerykanie odcinają kupony od tego, że ich rządy inwestowały w przedsiębiorczość i innowacje.
Amerykańscy geolodzy na konferencji zorganizowanej w Warszawie przez Orlen opowiadali, że w zgłębieniu tajników łupków pomogły im także badania skał prowadzone w związku z podziemnymi testami nuklearnymi.
Innowacyjna metoda eksploatacji łupków polega na tzw. szczelinowaniu hydraulicznym. Najpierw tak jak w konwencjonalnych złożach wykonuje się odwiert na głębokość nawet paru kilometrów. Potem wykonuje się odwiert w poziomie przez pokład skał łupkowych, a w nim pierwsze szczeliny (np. za pomocą mikrowybuchów). Potem pod wysokim ciśnieniem wtryskuje się w odwiert mieszaninę złożoną z 98-99,5 proc. wody i piasku oraz 0,5 do 2 proc. składników chemicznych. Mieszanina otwiera "pory" w skale, przez które wydostaje się gaz. Szczelinowanie jest stosowane już ponad pół wieku, ale dziś dzięki komputerom można bardzo precyzyjnie zaprojektować odwiert.
Z ogłoszeniem rewolucji Międzynarodowa Agencja Energetyki spóźniła się nieco. W rzeczywistości przełom nastąpił w 2007 r., kiedy eksploatacja takich złóż stała się opłacalna. Wtedy ceny gazu w USA były bardzo wysokie i na giełdzie w Nowym Jorku sięgały 400 dol. za 1000 m sześc. (mniej więcej tyle, ile my dziś płacimy za gaz importowany z Rosji). Te wysokie ceny dodatkowo zachęcały do inwestowania w łupki. Okazało się to strzałem w dziesiątkę - ceny zaczęły spadać i teraz na Wall Street 1000 m sześc. kosztuje ok. 150 dol. Właśnie dzięki łupkom, z których pochodzi już około 120 mld m sześc. - jedna czwarta - gazu wydobywanego w USA, ponad dziesięć razy więcej niż w 2000 r. Na dodatek choć ceny spadają, wydobycie z łupków w USA rośnie.
- Do tej pory to największe w tym stuleciu odkrycie w energetyce - uznał znany amerykański ośrodek badawczy ITH CERA.
Nawet dla większości Amerykanów ten sukces był zaskoczeniem.
- Nie spodziewaliśmy się tego - przyznał w ostatnią środę na warszawskiej konferencji Richard Morningstar, specjalny wysłannik Departamentu Stanu ds. energii euroazjatyckiej.
Czy boisz się jeść lody?
Nie wszyscy jednak byli zadowoleni z tego sukcesu. Wkrótce po ogłoszeniu o łupkowej rewolucji w stanie Nowy Jork podniosły się głosy, że używane przy szczelinowaniu czynniki chemiczne mogą doprowadzić do skażenia wody pitnej. Nie pomogły zapewnienia gazowników, że ryzyka nie ma, bo gaz wydobywa się z głębokości kilku kilometrów, a pokłady pitnej wody znajdują się na głębokości ok. 300 m pod ziemią. Odwierty nawet na kilometr w głąb ziemi są zabezpieczane płaszczem ze stali i betonu, by nic się nie dostało do warstwy z pitną wodą.
Amerykańska Rada Ochrony Wód Gruntowych - stowarzyszenie agencji odpowiedzialnych w poszczególnych stanach za wodę - opublikowała nawet wykaz czynników chemicznych używanych przy szczelinowaniu. Większość stosujemy na co dzień. To np. guma guar - zagęszczacz używany do produkcji lodów, kwasek cytrynowy czy chemikalia, które znajdują się w kosmetykach do makijażu. Aby rozwiać wszelkie obawy, amerykańscy gazownicy dążą teraz do tego, by podczas szczelinowania korzystać tylko ze składników wykorzystywanych w przemyśle spożywczym. Wody używanej do szczelinowania nie zostawia się też w odwiercie. Dzięki coraz lepszym technologiom stosuje się jej coraz mniej i coraz częściej jest wykorzystywana w obiegu zamkniętym.
Amerykańska rządowa Agencja Ochrony Środowiska (EPA) już w 2009 r. poinformowała, że nie ma potwierdzonego przypadku skażenia wód podczas szczelinowania (odwiertów w USA zrobiono już milion).
Te argumenty nie przekonują przeciwników łupków. Większe wrażenie wywierają na nich filmy, na których np. zapala się woda z kranu - rzekomo z metanem ze złóż łupkowych (okazało się, że był to rzadki przypadek, gdy do kranu dostał się gaz z pokładów węgla).
Główny geolog Polski, wiceminister środowiska Henryk Jacek Jezierski z rozbawieniem opowiada o filmie, na którym inny przeciwnik łupków kruszy białą substancję, zalewa ją wodą, a potem zapala. Jezierski: - To przecież karbid. Skały łupkowe nie palą się zalane wodą.
"Płonące łupki" pobudzają wyobraźnię. Dla ich przeciwników to wiatr w żagle.
- Czerwono-zielony rząd nie zgodzi się na poszukiwania na wielką skalę paliw kopalnych. Dotyczy to także planu wydobycia gazu łupkowego - zapowiadał rzecznik szwedzkiej koalicji socjaldemokratów, lewicy i zielonych przed zeszłorocznymi wyborami parlamentarnymi. Ale czerwono-zielona koalicja nie wygrała wyborów w Szwecji.