Nowe prawo ma zapobiegać nieprawidłowościom i oszustwom, których dokonują w tajemnicy wielkie firmy. Chodzi o to, by zapobiegać wydarzeniom, jakie doprowadziły do bankructw np. Enronu czy
Lehman Brothers i wstrząsów na rynkach finansowych. W ujawnianiu nieprawidłowości mają pomóc whistleblowerzy - uczciwi pracownicy, którzy wiedząc o ciemnych sprawkach firmy, zgłoszą je do odpowiedniego urzędu.
Do tej pory za swoje dobre chęci nie mogli liczyć na żadne profity, a często konsekwencją ujawnienia tajemnic było zwolnienie z pracy. Według nowych przepisów każdemu, kto przyniesie wartościowe informacje, SEC wypłaci nagrodę. Będzie ona stanowiła od 10 do 30 proc. kary powyżej 1 mln dol. nałożonej na zadenuncjowaną firmę.
Propozycje SEC nie podobają się wielkim koncernom jak
Google czy JPMorgan Chase. Obawiają się one, że pracownicy z chęci zysku pójdą z wszelkimi informacjami bezpośrednio do SEC. Korporacje domagały się, aby swoje wątpliwości pracownicy najpierw zgłaszali wewnątrz firmy, by mogła ona "poprawić się" bez niepotrzebnego rozgłosu. SEC uznał, że pracownicy nie muszą tego robić, jednak jeśli poinformują o problemie firmę, a ta dobrowolnie zgłosi się do SEC, informator może otrzymać większą nagrodę.
Korporacje i wielkie organizacje branżowe kraju odgrażają się, że będą się odwoływać od postanowień SEC w sądzie. - Cieszymy się, że SEC nie ugiął się pod ogromną presją Wall Street - mówi Stephen Kohn, prezes Narodowego Stowarzyszenia Whistleblowerów. O tym, jak duża była presja, wskazuje wynik głosowania w SEC - 3:2.
Postulat nagradzania whistleblowerów był jednym z głównych punktów uchwalonego w 2010 r. i popieranego przez prezydenta Obamę pakietu reform rynku finansowego Dodd-Frank, który ma zapobiec kolejnemu kryzysowi finansowemu.