Weźmy na przykład niewielką
firmę Ekomaluch.pl sprzedającą ubranka z bawełny organicznej i akcesoria z naturalnych tworzyw dla małych dzieci. Magdalena Kalinowska założyła ją w 2009 r. w Gdyni, otwierając stronę internetową i rozpoczynając kampanię w wyszukiwarce. Dzięki reklamom w internecie sprzedaż w grudniu 2010 r. była sześciokrotnie wyższa niż rok wcześniej. Dziś pani Magda nie wyobraża już sobie swojego biznesu bez reklamy w sieci.
Nie tylko ona korzysta z dobrodziejstw internetu. Niewielkie firmy w całej Polsce zaczynają wykorzystywać szanse, które daje sieć.
Wobec anemicznej koniunktury na świecie wiele się mówi o upadłych bankach i problemach budżetowych, i łatwo przegapić fakt, że internet jest obecnie kluczowym źródłem trwałego wzrostu. Według Boston Consulting Group polska gospodarka internetowa była warta w 2010 r. 35,7 mld zł. To około 2,7 proc. PKB. Jej udział w PKB ma sięgnąć w 2015 r., w zależności od prognozy, od 4,1 do 4,9 proc.
Większość tego wzrostu będziemy zawdzięczać małym firmom. Jak się okazuje, małe i średnie firmy, które posługują się internetem w promocji lub sprzedaży swoich produktów i usług, zarabiają więcej, zatrudniają więcej osób i więcej eksportują niż te, które z internetu nie korzystają w ogóle. Stąd takie znaczenie rozwijania kultury przedsiębiorczości w sieci w całej Polsce. Może ona przynieść wszystkim wiele korzyści.
Właśnie ze względu na gospodarcze znaczenie internetu prezydent Sarkozy uznał internet i cyfrowy ekosystem za jedną z istotnych kwestii do przedyskutowania na szczycie G8 w ubiegłym tygodniu. W nowej formule, przed spotkaniem G8, odbyło się forum e-G8 przedstawicieli firm technologicznych, internetowych i rządów. Poproszono mnie jako jednego z uczestników o podzielenie się refleksją nad tym, jak zapewnić internetowi dalsze sukcesy.
Często jestem pytany o to, gdzie pojawi się kolejny wielki przełom technologiczny - gdzie wypatrywać następnego
Google'a. Niektórzy sądzą, że Dolina Krzemowa i działające w niej firmy powstały dzięki jakiemuś magicznemu eliksirowi. Tymczasem recepta jest o wiele prostsza, szczególnie w erze internetu. Historia innowacyjności - od prasy drukarskiej, przez telegraf, po internet - pokazuje, że gdy grupy ludzi lub firm wymieniają się informacją, eksplorują nowe pomysły i nowe sposoby działania, to takie innowacje są możliwe.
Google wyłonił się właśnie z takiego twórczego fermentu. Jego założyciele wymyślili lepszy sposób na wyszukiwanie i organizację informacji w internecie, bo należeli do innowacyjnej społeczności. Nie było legendarnego momentu olśnienia. Był za to proces, który umożliwiło otoczenie sprzyjające pomysłom i wykorzystywaniu szans. Dobra wiadomość jest taka, że w erze internetu każdy może być katalizatorem zmiany i każda firma może być źródłem innowacyjnego przełomu.
Internet tworzy świat pod każdym względem bogatszy, i to bogactwo należy do nas wszystkich. Setkom milionów ludzi na świecie żyje się lepiej dzięki nowoczesnej technologii. Społeczeństwa rozwijają się dzięki dodatkowemu wzrostowi, dodatkowym miejscom pracy i nowym możliwościom.
Nie musimy czekać z nadzieją, że ludzie wpadną na coś nowego i wspaniałego. Nie na tym polega innowacyjność i rzadko się zdarza, by tak rozwijały się firmy. Trzeba za to zachęcać ludzi i firmy, by wykorzystywały możliwości internetu. Widziałem dane o tym, że z miliona małych polskich firm tylko połowa ma stronę internetową. To bezspornie wielki niewykorzystany potencjał. Jedynie najwięksi i najbogatsi mogą sobie pozwolić na reklamę w telewizji. Każdy zaś może budować swoją markę w sieci.
Ponad milion reklamodawców korzysta dziś z Google AdWords. Przede wszystkim są to właśnie małe i średnie firmy. W ubiegłym roku według badania przeprowadzonego przez McKinsey wartość usług dla konsumentów, które zostały sfinansowane dzięki reklamie, wyniosła w Unii Europejskiej ok. 100 mld euro. Ta liczba wzrośnie do 2015 r. do 190 mld euro. Internet jednak nie służy tylko do sprzedaży produktów i usług. Z tej działalności wyłonią się nowe pomysły i idee. Małe firmy utworzą wielkie i dynamiczne, twórcze społeczności.
Coraz więcej jest firm, które nazywam mikromiędzynarodowymi. Mają do dziesięciu pracowników, za to klientów na całym świecie. To w ogóle nie było możliwe przed dzisiejszą erą technologii. Gdy przyglądam się więc najsłabszym punktom światowej gospodarki, nie mam wątpliwości, że właśnie te małe firmy - wiele z nich z Polski - poprowadzą nas ku lepszej koniunkturze.
I choć wiele osób dyskutowało w Paryżu na e-G8 o roli internetu w gospodarce, to tacy ludzie jak Magdalena Kalinowska wskażą nam drogę naprzód.
Eric Schmidt, prezes rady nadzorczej Google'a