Za czasów studenckich na każde wakacje zabierałem ponad setkę płyt CD, z którymi nie potrafiłbym rozstać się na trzy miesiące. Dziś wystarczyłoby mi "zapakować" login i hasło - mówi "Gazecie" Mariusz Herma, dziennikarz muzyczny, autor bloga Ziemianiczyja.pl. I zauważa, że o muzyce, która będzie "dostępna niczym woda z kranu", znakomity muzyk David Bowie pisał na łamach dziennika "The New York Times" już dekadę temu.
Teraz tę wizję w życie wprowadza wielka trójka: Amazon,
Google i
Apple. Przy okazji rozwiązując problemy ery cyfrowej - czyli mozolnego kopiowania ulubionych utworów na dysk komputera, laptopa, odtwarzacza MP3 czy w końcu komórki. Teraz
muzyka ma być w jednym miejscu - na wirtualnej półce, czyli na serwerach koncernów. A nam wystarczy do tej półki kluczyk, czyli login i hasło. Zgromadzonej tak muzyki będzie można słuchać na dowolnym urządzeniu -pod-łączonym do sieci.
Koncerny w tym starciu pieniędzy nie szczędzą - Amazon, który wystartował jako pierwszy w marcu tego roku, dołożył ponad 3 mln dol., by nowy album Lady Gagi sprzedawać po 99 centów. Promował w ten sposób swoją usługę Cloud Drive (bezpłatnie daje miejsce na 5 GB danych, można wrzucić tam własne pliki i odsłuchiwać z internetu). Bez awantury się jednak nie obyło, bo Amazon uruchomił usługę bez umów z wytwórniami, uznając, że ich de facto... nie potrzebuje. - Osłupiałem - powiedział mediom menedżer jednej z wytwórni. Ale do sądu Amazona nikt nie podał, wciąż toczą się negocjacje.
Podobnie jak z Google'em, który - nie czekając na przeciągające się rozmowy - w maju udostępnił melomanom miejsce na swoich serwerach.
Paradoksalnie, ich pośpiech mógł utorować drogę Apple - koncern, do którego należy iTunes, największy dziś sklep z cyfrową muzyką (ok. 150 mln klientów), ma już umowy z głównymi wytwórniami - Universalem, EMI,
Sony Music oraz Warnerem. Wczoraj sam Steve Jobs ogłaszał na scenie usługę iCloud, która ma rywalizować z Amazonem i Google'em. Filozofia jest nieco inna - iCloud to usługa, dzięki której na "półce" można przechowywać dokumenty, zdjęcia czy inne pliki. W tym także muzykę. Jeśli to pliki zakupione w iTunes, klienci Apple mogą bezpłatnie wrzucić je w chmurę i odsłuchiwać z różnych urządzeń (do 10 sztuk). Jeśli ktoś kupował muzykę w innych e-sklepach lub zgrał je z płyt CD, też może je wrzucić na serwery Apple'a, ale wówczas klient musi zapłacić za ich przechowywanie i udostępnianie 25 dol. rocznego abonamentu. Usługa ruszy jesienią tego roku.
Apple inwestuje sporo w muzykę - według przecieków za domenę iCloud.com zapłacił ok. 4,5 mln dol. To -jednak nic w porównaniu z inwestycjami w serwery, które przekroczyły pół miliarda dolarów. Co ciekawe, na rynku krążyły pogłoski, że to Jobs zablokował rozwój Spotify na amerykańskim rynku. Brytyjsko-szwedzka spółka jako pierwsza pokazała, że na streamingu muzyki można zarobić (z ponad 15 mln użytkowników ponad milion płaci za to, by muzyki z serwerów Spotify słuchać bez reklam). Ale debiut na rynku USA wielokrotnie przekładała, nie mogąc dogadać się z wytwórniami. Nie brakuje takich, którzy widzą w tym rękę Steve'a Jobsa.
Analitycy firmy badawczej Juniper Research prognozują, że do 2015?r. z serwisów takich jak iCloud, Spotify czy Amazon Cloud Drive będzie korzystało blisko 180 mln osób. Do tego czasu muzyczna chmura będzie już warta ok. 5,5 mld dol.
A muzyka z chmury przepłynie też do samochodów. W tym roku w Hiszpanii Seat wypuścił na rynek nietypowy model - Ibiza Spotify (nazwa nieprzypadkowa, bo kierowcy mają dostęp do wersji premium serwisu). W USA niektóre modele Forda czy BMW grają kierowcom muzykę z serwerów amerykańskiej Pandory.
A to dopiero początek. Koncerny już szykują się, by chmura podpowiadała, jaki następny album kupić (na bazie odtwarzanych utworów algorytm np. poleci klientowi wykonawcę o zbliżonym repertuarze).