Komisja Europejska ogłosiła wczoraj rekomendacje gospodarcze dla wszystkich krajów UE (oraz dodatkową dla strefy euro), które będą wkrótce omawiane przez 27 unijnych ministrów finansów. Po ewentualnych korektach powinny być zatwierdzone 24 czerwca przez szczyt Unii Europejskiej. Rekomendacje to część "semestru europejskiego", czyli nowego systemu zarządzania gospodarczego w Unii, w którym kraje członkowskie mają wzajemnie pilnować wprowadzania reform obiecanych Brukseli.
Komisja w swych rekomendacjach opierała się na propozycjach przesyłanych przez kraje UE w planach konwergencji, strategii Europa 2020 oraz paktu na rzecz euro.
- Dlaczego myślę, że tym razem się uda? Do realizacji "semestru" osobiście zobowiązują się szefowie rządów. Nie ma wyższego stopnia gwarancji dla planów reform - mówił wczoraj szef KE José Manuel Barroso.
Dla Polski Komisja ma siedem zaleceń. Bruksela uważa, że plan zbicia polskiego deficytu poniżej 3 proc. w 2012 r. wygląda "wiarygodnie", choć zakłada nieco zbyt optymistyczne prognozy na przyszły rok. Bruksela już w maju ogłosiła, że bez dodatkowych reform polski deficyt w 2012 r. lekko przekroczy dozwolony próg (3,6 proc.), bo m.in. dochody ze składek na ubezpieczenia społeczne mogą przynieść budżetowi niższe dochody, niż szacuje Warszawa (bo wolniejszy może być wzrost płac, od których płaci się składki). Mniejsze od przewidywanych mogą być też oszczędności z reformy ograniczającej poziom deficytu samorządów.
A oto zalecenia Komisji dla Polski:
• nieco ogólnikowe
poszukiwanie dodatkowych oszczędności, najlepiej nie kosztem wydatków inwestycyjnych generujących wzrost . Zwłaszcza jeśli miałoby to uderzyć w zdolność współfinansowania projektów opłacanych z funduszy europejskich.
•
wdrożenie do 2013 r. stałej reguły wydatkowej ograniczającej wzrost wydatków budżetowych (obecna, z limitem wzrostu o 1 pkt proc. ponad inflację jest tymczasowa).
•
kontynuowanie reformy emerytur mundurowych oraz ustalenie harmonogramu zmian w KRUS , aby składki „lepiej odzwierciedlały dochody”.
•
rozwinięcie programu dokształcania i szkoleń dla słabo wykwalifikowanych bądź starszych pracowników (Polska zobowiązała się zwiększyć poziom odsetek Polaków aktywnych zawodowo z 64 proc. do 71 proc. w 2020 r.)
• sprzyjanie pracy kobiet przez
zapewnienie „stabilnego finansowania opieki przedszkolnej”. •
upraszczanie m.in. prawa budowlanego i planów zagospodarowania przestrzennego. - Naprawa gospodarki to nie tylko bolesne cięcia. Wzrost gospodarczy trzeba pobudzać reformami na rynku pracy, które nie są aż tak kosztowne, choć wymagają determinacji politycznej - mówił wczoraj komisarz UE ds. zatrudnienia László Andor.
Zalecenie zwiększenia zatrudnienia kobiet dostały nie tylko Włochy, gdzie ten wskaźnik jest najniższy w UE (tylko ok. 46 proc. Włoszek ma pracę), lecz także Holandia, Austria oraz Niemcy. W rekomendacjach dla wielu krajów strefy euro powtarza się postulat "dostosowania systemu emerytalnego do demografii", co jest zawoalowanym apelem o podwyższanie wieku emerytalnego (Bruksela nie ma traktatowych kompetencji, aby wymuszać zmiany w tej kwestii). Jak trudne może to być dla rządzących, pokazali jednak niedawno Słoweńcy, którzy - wbrew powszechnej modzie na zaciskanie pasa - odrzucili w niedzielnym referendum podwyższenie wieku emerytalnego do 65 lat z obecnych 57 lat dla kobiet, 58 dla mężczyzn.
Rekomendacje Komisji powtarzają znane już wcześniej recepty dla krajów w kryzysie zadłużeniowym (cięcia i
prywatyzacja), a w przypadku Grecji, Portugalii, Irlandii, Łotwy i Rumunii po prostu odsyłają do programów naprawczych opracowanych przy udziale MFW.
Jednak Bruksela, która zwykle piętnuje tylko unijne Południe, tym razem postanowiła napomnieć nawet unijnego prymusa - zaleciła Niemcom uzdrowienie regionalnych banków (landesbanków). Unijni eksperci ostrzegają, że te słabo kapitalizowane banki mogłyby zacząć padać wskutek rynkowej zawieruchy, którą może wywołać ewentualna restrukturyzacja greckiego długu.
Kraje UE mają od 12 do 18 miesięcy na wdrożenie rekomendacji. Państwom spoza eurolandu grozi - w razie pokpienia zaleceń - głównie wstyd i kiepska opinia wśród inwestorów. Natomiast w strefie euro część rekomendacji (dotyczących głównie budżetu) może stać się - o ile europosłowie zatwierdzą projekt odpowiedniej reformy - podstawą do programów obwarowanych groźbą sankcji finansowych.
Kraje w opałach - jak im idą reformy? Grecja Grecja jako pierwszy z krajów strefy euro była zmuszona prosić o pomoc finansową. Otrzymała obietnicę pożyczki wartej w sumie 110 mld euro. Do tej pory wypłacono 53 mld euro, teraz ważą się losy kolejnej transzy - 12 mld euro. Warunkiem jej wypłaty jest wprowadzenie kolejnych oszczędności. Lewicowy rząd Jeorjosa Papandreu zapowiedział 6,4 mld euro (ok. 2,8 proc.
PKB) dodatkowych cięć budżetowych w 2011 r. (m.in. podwyższenie podatku od
nieruchomości, walkę z unikaniem opodatkowania czy dalszą redukcję zatrudnienia w sektorze publicznym) oraz kolejne 22 mld euro od 2012 do 2015 r. Do tego zobowiązał się do przeprowadzenia masowej prywatyzacji, która ma przynieść nawet 50 mld euro do 2015 r. Problem w tym, że do tej pory, mimo ogromnego wysiłku we wprowadzaniu oszczędności, Grekom nie udało się dotrzymywać obietnic składanych wierzycielom. W 2010 r. deficyt sektora finansów publicznych miał w Grecji spaść poniżej 10 proc. PKB, tymczasem udało się go obniżyć tylko do 10,5 proc. (z 15,4 proc. PKB w 2009 r.).
Portugalia Portugalia otrzymała 78 mld euro pomocy od Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego na początku maja tego roku. Warunkiem wypłat kolejnych transz jest wprowadzanie reform i cięć budżetowych zgodnie z planem. Portugalia ma obniżyć deficyt sektora finansów publicznych z 9,1 proc. PKB w 2010 r. do 5,9 proc. w tym roku, a w latach 2012 i 2013 odpowiednio do 4,5 i 3 proc. PKB.
W międzyczasie rozpisano w Portugalii przedterminowe wybory parlamentarne. W niedzielę wygrała je opozycja, która wcześniej sprzeciwiła się cięciom zaproponowanym przez ustępujący rząd José Sócratesa. Teraz nowy rząd będzie musiał wprowadzać dodatkowe oszczędności.
Program naprawczy dla Portugalii przewiduje obniżenie deficytu m.in. poprzez zwolnienia w administracji, zamrożenie nominalnych pensji w 2012 i 2013 r., obniżkę najwyższych emerytur (powyżej 1500 euro miesięcznie). Jednocześnie rząd w Lizbonie będzie musiał wykreślić cześć ulg podatkowych i podnieść stawkę VAT na niektóre towary (obecnie stawki wynoszą 23,13 i 6 proc.)
Irlandia Kłopoty gospodarcze Irlandii mają zupełnie inne podłoże niż Grecji czy Portugalii, gdzie za kryzys odpowiada głównie brak dyscypliny budżetowej. W Irlandii nawalił sektor prywatny. Banki rozrosły się tam do ogromnych rozmiarów, finansowały boom na rynku nieruchomości. W czasie kryzysu stały się niewypłacalne i musiał je ratować rząd z publicznych pieniędzy. W rezultacie w zeszłym roku deficyt sektora finansów publicznych Irlandii sięgnął w 2010 r. 32,4 proc. PKB! Irlandia w listopadzie zeszłego roku dostała pożyczkę wartą 85 mld euro.
Na razie realizacja programu naprawczego idzie zgodnie z planem. Rząd w Dublinie przeprowadza reformy sektora bankowego, który ma się stać zdecydowanie mniejszy i unikać ekspansji zagranicznej. Oszczędności w sektorze finansów publicznych mają ograniczyć deficyt tego sektora do 10,5 proc. PKB w tym roku. W 2015 r. ma on spaść poniżej 3 proc. PKB. Aby to osiągnąć, Irlandia zobowiązała się do wprowadzenia w życie licznych reform. Od wypełniania harmonogramu będzie zależała wypłata kredytu. Zgodnie z programem Irlandia ma np. podnieść wiek emerytalny z 65 do 66 lat w 2014 r., 67 lat w 2021 r. i 68 lat w 2028 r.