Biznes Ludzie Pieniądze

Marek Belka od roku w fotelu prezesa NBP. Co zrobił?

Patrycja Maciejewicz
13.06.2011 , aktualizacja: 17.06.2011 12:09
A A A Drukuj
- Nie zamknę się w wieży z kości słoniowej - obiecywał Marek Belka rok temu, gdy został wybrany na prezesa NBP. Choć współpracuje z rządem, jak może, to właśnie jemu - krytykowi twardej polityki pieniężnej - przyszło ostro podnosić stopy
Prezes NBP Marek Belka i minister finansów Jacek Rostowski idą na spotkanie po zakończeniu którego złoty gwałtowanie się umocnił
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Prezes NBP Marek Belka i minister finansów Jacek Rostowski idą na spotkanie po zakończeniu którego złoty gwałtowanie się umocnił
Marek Belka
Marek Belka
Prezes NBP Marek Belka i członek RPP Jan Winiecki
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Prezes NBP Marek Belka i członek RPP Jan Winiecki
- Każda decyzja ekonomiczna jest decyzją polityczną - przyznaje Belka w nieoficjalnych rozmowach. I wie, co mówi - od dawna nie jest po prostu profesorem ekonomii, tylko ekonomistą robiącym karierę polityczną. A od roku prezesem NBP.

Belka to człowiek znany wielkiej finansjerze. Krajowe epizody w karierze (trwały po około rok) przetykał efektownymi wstawkami. Doradzał bankom JP Morgan i ABN Amro. Zanim został dyrektorem w MFW, starał się o szefostwo Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), wymieniano go w gronie osób mających szanse na fotel szefa MFW (ale został nim wówczas Dominique Strauss-Kann), zajął też wysokie stanowisko w jednej agend ONZ i odpowiadał za gospodarkę w tymczasowych władzach koalicyjnych w Iraku.

Nie jestem macho

Jeszcze nie minął mu rok za sterami w NBP (trafił tam jako następca prezesa Sławomira Skrzypka, który zginął w katastrofie smoleńskiej), a gazety znów zaczęły pisać, że mógłby wrócić do Waszyngtonu i objąć fotel po Straussie-Kahnie, który odszedł w atmosferze skandalu.

Bo Belka to mistrz socjotechniki. Jego współpracownicy mówią, że jest ujmujący, dowcipny, ale potrafi też uderzyć pięścią w stół. Jeśli trzeba, przymili się, innym razem rzuci grubszym słowem. No i wie, jak się robi politykę.

- Grzegorz, ja zdaję sobie sprawę, że to nie jest łatwy moment ani łatwa decyzja - zwrócił się rok temu w świetle kamer do szefa SLD Grzegorza Napieralskiego, gdy ten w końcu poparł jego kandydaturę. - Za to Grzegorzowi bardzo serdecznie dziękuję i będę to zawsze powtarzał w wypowiedziach publicznych - mówił dalej, a Napieralski kraśniał i rozpływał się, najwyraźniej nie czując ironii.

Belka do gestów wdzięczności względem szefa Sojuszu więcej nie wrócił. Aby jednak pokazać, że nie odcina się od swojego dawnego zaplecza, zaproponował Napieralskiemu wsparcie kadr Sojuszu. - Daj mi, Grzegorz, kilku młodych, zdolnych ludzi. Popracują w NBP, wyuczą się, będziesz miał za kilka lat kim rządzić - tak ofertę Belki relacjonuje nam jeden z wpływowych polityków SLD, dziś na bocznym torze. Napieralski miał odpowiedzieć, że podesłałby sekretarkę i kierowcę, aby sobie dorobili.

Belka nie stroni od gestów przyjaźni. Swoim doradcą uczynił dawnego wykładowcę Jerzego Kropiwnickiego, który nieoczekiwanie został odwołany z funkcji prezydenta Łodzi i wypadł z życia politycznego. W najbliższym gronie ma dosłownie kilku stałych współpracowników, którzy poszliby za nim jak w ogień. To Marcin Kaszuba, Sławomir Cytrycki, Andrzej Raczko, czyli jego dawny rzecznik prasowy, szef kancelarii i minister finansów.

- To wieloletnia przyjaźń, ale dobrze wiadomo, kto tu jest mistrzem. Prezes gra na siebie, inaczej niż Balcerowicz, który dużo energii poświęcał na budowanie drużyny, pchanie ludzi do przodu, wyznaczanie wspólnych celów - ocenia osoba znająca jego relacje z Andrzejem Raczką.

Teraz to ja jestem koniem

W ubiegłym tygodniu Rada Polityki Pieniężnej, która zapowiadała się na niezwykle gołębią, nagle zmieniła ton i trzeci raz z rzędu zaostrzyła politykę pieniężną.

Ton Radzie nadaje prezes. Ten sam, który poprzednie RPP ganił, że ustalają za wysokie stopy procentowe, że nie przejmują się kondycją gospodarki, ślepo próbują zwalczyć inflację, nie zważając, że to zabija wzrost gospodarczy, że nie martwią się zbyt mocnym złotym (przy czym zawsze bronił niezależności RPP przed zakusami polityków).

Najgorzej było w latach 2001-02, gdy SLD objął rządy po AWS i Belka jako szef resortu finansów musiał zmagać się z "dziurą Bauca" - rekordowo rozdętym przedwyborczymi obietnicami deficytem. Krytyki nie powstrzymywał nawet fakt, że w RPP zasiadał jeden z jego mentorów prof. Cezary Józefiak i dobry kolega Bogusław Grabowski.

O NBP i RPP mówił przy każdej okazji, nie kryjąc emocji. "Rada udaje, że mieszka nie w Polsce, tylko w uczonych książkach i przywożonych z zagranicy referatach" - to tylko kilka cytatów z owego czasu. Zdumiony Dariusz Rosati z Rady utyskiwał: Marek Belka chyba zapomniał numeru telefonu do NBP.

Od roku Belka sam może odbierać telefony z rządu do NBP. I robi wszystko, aby nie utrudniać życia drugiej stronie ulicy Świętokrzyskiej (tam mieści się Ministerstwo Finansów). Pierwszy raz po 1989 r. współpraca między rządem i bankiem centralnym jest niemal modelowa.

Szast-prast i prezes NBP dogadał się z ministrem finansów, żeby rząd wymieniał unijne euro na rynku, a nie w NBP. Dzięki temu złoty ma szansę się umocnić, a import stanieć. W tym benzyna - strategiczny przed nadchodzącymi wyborami towar. Rynek usłyszał, że ma zachować czujność, bo resort finansów ma w zanadrzu aż 14 mld euro.

To właśnie w imię głoszonej przed laty krytyki polityki banku centralnego prezes NBP nie palił się do pośpiesznego gaszenia inflacji. Przynajmniej dopóki napędzana była głównie przez rosnące ceny żywności i paliw na rynkach światowych. Najwięksi jastrzębie zagrzewali do podwyżek już w sierpniu 2010 r., a Belka tonował nastroje. Zamiast podniesienia kosztów kredytów NBP zwiększył poziom rezerwy obowiązkowej, którą banki komercyjne wpłacają do NBP. Potem jego głos dwa razy przesądził, że podwyżka stóp się odwlokła. "Za" zagłosował dopiero w styczniu tego roku.

Jednak dziś pewnie wyrzuca sobie, że przed laty w porę nie ugryzł się w język: "Jeżeli przez cztery lata nie udało się trafić w cel, to ustalanie celu było błędem" - to znów cytat sprzed lat. Ale dziś NBP ma ten sam problem, a jego prezes uważa, że cel inflacyjny może poczekać.

Jako niskociśnieniowiec cenię zadziorne pytania

To jednak nie polityka pieniężna wydawała się być największym wyzwaniem nowego prezesa. Objął szefostwo NBP po katastrofie smoleńskiej, w dość wrogiej atmosferze i po ostrych politycznych przepychankach. Na dodatek PiS zarzucał pełniącemu wówczas obowiązki prezydenta Bronisławowi Komorowskiemu, że nadużył funkcji, zgłaszając kandydaturę Belki, PSL przestrzegało przed ryzykiem, że będzie on uległy wobec międzynarodowej finansjery, a szef SLD Grzegorz Napieralski po prostu się obraził - Platforma zaszachowała wszak SLD, któremu niezręcznie było zagłosować przeciw swojemu człowiekowi.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    25 głosów