"Polska Agencja Prasowa otrzymała informacje, że w ramach wykonywania przez Pana Grzegorza Bogutę umów zawartych z PAP prowadził on z Rosner i Wspólnicy rozmowy w dniach: 30/03/2010, 19/04/2010, 07/06/2010, 07/06/2010, 19/02/2009, 03/07/2009, 24/11/2009, 03/12/2008. Chcąc ocenić efekty owych rozmów, zwracamy się z prośbą o potwierdzenie odbytych spotkań i ich zakresu tematycznego" - czytamy w liście do zarządu wydawnictwa Rosner i Wspólnicy podpisanym przez członka zarządu PAP Zbigniewa Krzysztyniaka. Analogiczne listy dostały w kwietniu m.in. wydawnictwo Iskry, Ars Polona, organizator Międzynarodowych Targów Książki w Warszawie oraz Instytut Adama Mickiewicza.
- Uważam sprawę za skandaliczną i nie zamierzam odpowiadać na ten list. Jeśli zarząd PAP podejrzewa doradcę o popełnienie przestępstwa, niech zgłosi sprawę do prokuratury. Z prokuraturą mogę porozmawiać, ale nie będę rozmawiał o tym z zarządem PAP - mówi Andrzej Rosner, założyciel i redaktor naczelny Rosner i Wspólnicy. Odpowiedział natomiast szef Iskier. - Absurdalność tej sytuacji mnie zdziwiła, bo nie spotkałem się z czymś takim wcześniej. Grzegorz Boguta zachęcał mnie do współpracy z PAP-owską drukarnią. Odpowiedziałem więc zarządowi PAP, że po naszych spotkaniach umieściłem znaczą część naszej produkcji w tej drukarni - mówi Wiesław Uchański.
Grzegorz Boguta był doradcą zarządu PAP w latach 2005-10, zarówno pod rządami PiS, jak i PO. 18 października 2010 r., już po zakończeniu współpracy z agencją, opublikował w "Gazecie" tekst pt. "PAP dla kolegów Platformy". Zarzucił w nim resortowi skarbu manipulacje przy wyborze nowych władz agencji. Sparaliżowały one restrukturyzację i modernizację PAP.
- Miałem umowę ramową, która określała pola moich działań, i widziałem się z różnymi ludźmi z firm, z którymi współpracuje agencja. Po spotkaniach podawałem w notatkach daty i fakty odbytych spotkań, ale nie opisywałem, czego dotyczyła każda rozmowa, bo zarząd, który akceptował moje prace, nie wymagał tego ode mnie. Sporo było też ustnych raportów - mówi Boguta i tłumaczy, że z wydawcami spotykał się, żeby zachęcić ich do współpracy z drukarnią naukowo-techniczną należącą do PAP. Z kolei z Ars Polona omawiał udział agencji w targach książki. Z marszałkiem Sejmu spotkał się w sprawie pomnika Wolnego Słowa, który miał stanąć na Mysiej obok dawnego budynku cenzury niedaleko siedziby PAP. Rozmawiał z nim też o remoncie pomieszczenia PAP w Sejmie, na który agencja nie miała środków.
- Nawet po tych kilku latach jestem w stanie uzasadnić każdą rozmowę - podkreśla Boguta.
Nie jest jasne, do kogo należy pomysł sprawdzenia pracy doradcy. - Skoro zarząd podpisuje się pod pismami, to widocznie do niego należy pomysł - mówi Krzysztof Hofman, szef rady nadzorczej PAP. - Pan Boguta był zatrudniony na umowie-zleceniu i pobierał naprawdę wysokie wynagrodzenia. Rozumiem, że zarząd chce mieć papiery w porządku i rozliczyć doradcę z wykonanej pracy, bo dysponuje tylko ręcznymi notatkami na temat tego, że odbyły się określone spotkania - dodaje Hofman.
Z kolei Zbigniew Krzysztyniak, członek zarządu PAP, który podpisał się pod listami do firm, twierdzi, że zarząd wykonuje polecenie rady nadzorczej agencji - Był to wniosek jednego z członków rady, nie mogę powiedzieć którego, ale jego nazwisko jest w protokole. Chodziło o udokumentowanie wyników pracy doradców zarządu i przestawienie wyników. Rada ma takie prawa, a my mamy taki obowiązek. Przy czym naszym zadaniem nie jest ocena prac doradców, ale wyłącznie dokumentacja - mówi Krzysztyniak. (Boguta twierdził w "Gazecie", że Krzysztyniak i obecny prezes PAP dostali się do zarządu dzięki politycznej protekcji).
Według Krzysztyniaka agencja zwróciła się z prośbą o przedstawienie dokumentów najpierw do samego Boguty. - Ale nie mógł pomóc, więc pozostało nam jedynie zwrócić się do wskazanych przez niego osób - tłumaczy Krzysztyniak i dodaje, że z polecenia rady zarząd dokumentuje pracę wszystkich doradców, a nie tylko Boguty. Jednak Krzysztof Grygorowicz, który doradzał zarządowi PAP w sprawach inwestycji od października 2007 r. do lutego 2008 r., powiedział "Gazecie", że agencja nie kontaktowała się z nim w sprawie jego prac. Nie miał również telefonów od innych firm. Z Piotrem Ciompą, który również wcześniej doradzał PAP, nie udało nam się skontaktować. Zbigniew Krzysztyniak wyjaśnia, że zarząd kontaktuje się z doradcami tylko wówczas, gdy nie ma wystarczającej dokumentacji ich pracy.
Spora część prac Grzegorza Boguty została jednak opisana przez Adę Kostrz-Kostecką, która wcześniej pełniła obowiązki prezesa PAP i zatrudniała go jako doradcę. W styczniu tego roku z oficjalnym zapytaniem zwrócił się do niej Jerzy Domański, członek rady nadzorczej agencji. - Przestawiłam radzie na kilku stronach swoje wyjaśnienia. Opisałam też rolę pana Boguty w pracach nad rozwojem drukarni - mówi Kostrz-Kostecka. Według niej w latach 2008-10 PAP rozważał przeniesienie drukarni naukowo-technicznej do innej lokalizacji, sprzedaż jej działki do celów mieszkaniowych i za pozyskane z tej transakcji pieniądze wybudowanie w biurowca w innym miejscu. Ten ostatni miał przynosić spółce dodatkowe regularne dochody. - We wszystkich tych pracach Grzegorz Boguta brał bezpośredni udział, ale z takich posiedzeń zarządu ani rady nadzorczej nie pisze się raportów, bo to są sprawy poufne. Szukanie bieżących zleceń dla drukarni było zadaniem, które wykonywał równolegle - zaznacza była szefowa PAP.
Czy weryfikacja nie jest po prostu zemstą za zeszłoroczny artykuł Grzegorza Boguty w "Gazecie"? - Gdybym chciał myśleć w ten sposób, mógłbym powiedzieć, że artykuł pana Boguty był zemstą za nieprzedłużenie umowy, ale jestem daleki od takich twierdzeń - zapewnia Krzysztyniak.
Zdaniem Kazimierza Sedlaka, dyrektora firmy doradztwa personalnego Sedlak & Sedlak, prowadzona w ten sposób weryfikacja nie jest typowym działaniem. - Każdy doradca powinien mieć jasno wyznaczony obszar działania. Podstawą do oceny jego pracy są notatki, które przedstawia pracodawcy, oraz działania, które podejmuje firma w wyniku jego pracy. Listy tego typu stawiają w niekorzystnym świetle samą spółkę, bo mogą sugerować, że nie wie, co robi - mówi Sedlak.
Prawnik Grzegorza Boguty skierował do zarządu PAP pismo o zaniechanie działań przeciwko "dobremu imieniu" jego klienta. - W przeciwnym razie oddajemy sprawę do sądu - mówi Boguta.
Polityczni znajomi w zarządzie PAP?
W tekście opublikowanym w "Gazecie" Grzegorz Boguta napisał, że tylko dzięki zmianie warunków konkursu na członków zarządu PAP wszedł do niego Jerzy Paciorkowski [obecnie prezes agencji], znajomy Tomasza Arabskiego, szefa kancelarii premiera. Zastępcą Arabskiego w kancelarii był wiceminister skarbu Adam Leszkiewicz. W jednym z poprzednich konkursów Paciorkowski odpadł ze względów formalnych. Inny członek nowego zarządu PAP to Zbigniew Krzysztyniak - kolega Witolda Grzybowskiego, b. doradcy ministra skarbu Aleksandra Grada. Leszkiewicz, odpowiedzialny w Ministerstwie Skarbu za PAP, zaprzeczył zarzutom na łamach "Gazety". Na posiedzeniu sejmowej komisji skarbu w połowie grudnia zeszłego roku powiedział, że "autor artykułu mści się za nieprzedłużenie umowy z PAP". - To kłamstwo. Ani ja, ani nowy zarząd nie wykazali żadnej inicjatywy w kierunku przedłużenia umowy - mówi Boguta.