Dlaczego biedna Polska ma pomagać bogatej Grecji, która dodatkowo należy do strefy euro? Czy to przykład manii wielkości premiera Tuska, jak chcą politycy głównie prawicowych partii?
* Polska kiedyś też była bankrutem. Wówczas pomagali nam, także finansowo, inni. Dlaczego teraz, gdy powodzi nam się lepiej, mielibyśmy komuś odmawiać w potrzebie?
* Kłopoty finansowe Grecji zagrażają całej strefie euro. Polsce powinno zależeć na jej pomyślności. Jej kłopoty oznaczają finansowe perturbacje, w tym wzrost kursu franka szwajcarskiego, w którym setki tysięcy Polaków mają
kredyty. Lepiej zwalczać przyczyny wzrostu kursu franka, niż próbować administracyjnymi decyzjami ograniczać skutki tej sytuacji.
* Bankructwo Grecji, niekontrolowane kłopoty finansowe innych państw i - najgorsze - upadek strefy euro tak czy inaczej odbije się na jedności Unii Europejskiej. Jeśli Unia będzie słabsza, słabsza będzie też Polska.
* Polska nie chce już być traktowana jako "ubogi krewny Zachodu", ale jako wiarygodne, przewidywalne państwo. Czy wyłamanie się z unijnego mechanizmu pomocy finansowej służy utrwalaniu pozytywnego wizerunku kraju?
* Wszystkie ugrupowania w Polsce mówią, że Unii potrzeba więcej solidarności. Z tej solidarności do tej pory korzystała Polska, głównie poprzez dopłaty i różnorodne fundusze spójności. Jak możemy apelować o unijną solidarność, nie próbując być solidarni z Grecją? Jak możemy apelować o korzystny dla Polski "solidarny" nowy
budżet Unii Europejskiej?
* Całość drugiej transzy pomocy dla Grecji to około 90 mld euro. Udział Polski - szóstej gospodarki UE - wynosi 250 mln euro. To jakieś 0,36 proc. całości.
To wszystko wydaje się proste i oczywiste. Zapewne te argumenty znają ci, którzy decyzję rządu krytykują. Mają jednak nadzieję, że "ciemny lud" łatwo kupi argument: "zdrajca Tusk oddaje polskie pieniądze Grekom, bo zmusiła go do tego kanclerz Merkel".
Pomagając Grecji, troszczymy się o własny portfel, także o portfel "ciemnego ludu" i tych, którzy teraz tę decyzję krytykują.