Biznes Ludzie Pieniądze

Walka nowej solidarności ze starą

Ryszard Petru*, Paweł Świeboda**
21.06.2011 , aktualizacja: 20.06.2011 20:48
A A A Drukuj
W trakcie Polskiej prezydencji w Unii nie unikniemy konsekwencji kryzysu strefy euro. Może on zdominować inne tematy, bo główni rozgrywający zajęci będą gaszeniem finansowego pożaru lub ograniczaniem skali spustoszenia, jakie spowoduje
Ryszard Petru
Ryszard Petru
Paweł Świeboda, szef Centrum Strategii Europejskiej demosEuropa
Paweł Świeboda, szef Centrum Strategii Europejskiej demosEuropa
W ostatnich dniach powróciło ryzyko niekontrolowanego bankructwa Grecji oraz zainfekowania innych krajów Południa, w tym Hiszpanii. Do końca czerwca musi zostać uzgodnione rozszerzenie pakietu ratunkowego albo Grecja zacznie zwijać żagle, nie wypłaci pensji i emerytur, co może tym razem doprowadzić do eksplozji niepokojów społecznych.

Problem Grecji nie polega na braku płynności, ale na tym, że rekordowo zadłużona, niekonkurencyjna gospodarka nie daje perspektyw spłaty rosnącego zadłużenia. Kolejna transza pomocy nie rozwiąże więc w dłuższym okresie żadnego z istotnych greckich problemów strukturalnych. Niektórzy politycy coraz bardziej otwarcie zachęcają do przecięcia tego węzła gordyjskiego poprzez restrukturyzację greckiego długu.

Kwestia Grecji bardzo nas dotyczy. Trudno sobie wyobrazić, aby przedstawiając pod koniec czerwca propozycję wieloletniego budżetu UE, komisarz Janusz Lewandowski mógł nie uwzględnić konsekwencji kryzysu w strefie euro. Tymczasem inni komisarze, szczególnie z krajów płatników netto, wysyłają sygnały, że problemy tzw. krajów peryferyjnych Unii przysłaniają wyzwania związane z wyrównywaniem różnic pomiędzy starą i nową Europą.

Koncepcja UE od dawna opierała się na zasadzie solidarności. Jej przejawem było rozszerzanie Wspólnoty o kraje mniej zamożne, w tym przyjęcie dziesięciu krajów Europy Środkowo-Wschodniej w latach 2004 i 2007. W wymiarze gospodarczym chodziło o dorównanie zapóźnionych krajów postkomunistycznych do starej Unii. Oprócz podstawowego instrumentu jednolitego rynku UE z jego swobodnym przepływem osób, towarów, usług i kapitału sposobem na osiąganie konwergencji była i jest polityka spójności. Niektórzy nazywają ją drugim planem Marshalla, którego celem było uruchomienie mechanizmów prowzrostowych w uboższych krajach. Taką politykę stosowano od lat. Działo się to jednak w czasach prosperity, kiedy szybki rozwój niwelował problemy fiskalne.

Kryzys finansowy zmienił gospodarcze oblicze Europy. Coraz częściej słyszymy o podziale Europy na rozwijającą się konserwatywną Północ i rozrzutne, pozbawione perspektyw wzrostu Południe, a nie na biedny Wschód i bogaty Zachód. Jednak powiązania finansowe przebiegają według starego podziału. Skala zaangażowania Północy w obligacje tzw. państw peryferyjnych jest niewspółmierna do inwestycji poczynionych przez kraje Północy na Wschodzie. Ma to swoje konsekwencje w różnicach w definiowaniu i rozumieniu pojęcia solidarności w Europie. Bogate kraje muszą zmagać się z nadmiernym deficytem i długiem publicznym przy mizernym wzroście gospodarczym. Jednocześnie muszą wygospodarowywać coraz większe kwoty na kolejne pożyczki dla krajów peryferyjnych strefy euro. W sytuacji, gdy kluczowym ryzykiem są strukturalne zagrożenia sprawnego funkcjonowania strefy euro, coraz realniejsza staje się obawa, że polityka spójności zejdzie na dalszy plan.

Obsłużenie dwóch solidarności, tradycyjnej i tej nowej, polegającej na przepływach finansowych do państw stojących na skraju bankructwa, staje się problematyczne. Przykładowo Niemcy wpłacają rocznie nieco ponad 20 mld euro do budżetu UE. Minimalnie więcej, bo ok. 22 mld euro, będzie wynosiła ich całkowita składka do Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego (EMS) mającego od 2013 r. ratować zagrożone kraje. Niemcy nie zgodziły się na połowę płatności w 2013 r., uzyskując zgodę na pięć rocznych rat. Oprócz kapitału wpłaconego pozostaje jeszcze kapitał "na wezwanie". W przypadku kłopotów kolejnych krajów, np. Hiszpanii czy Włoch, nie sposób wycenić rzeczywisty koszt, jaki będą musiały ponieść kraje finansujące EMS. Gdyby trzeba było wesprzeć Hiszpanię na podobnych zasadach jak Grecję czy Irlandię, to roczne zapotrzebowanie wyniosłoby 120 mld euro. To kwota przewyższająca roczne zaangażowanie w Grecji, Irlandii i Portugalii razem wziętych. Na razie problem nie został zwerbalizowany w przedbiegach do negocjacji wieloletniego budżetu UE. Trzeba się spodziewać, że tak się stanie.

Trudności w sfinansowaniu budżetu UE po stronie przychodowej będą miały odzwierciedlenie po stronie wydatkowej, gdzie kraje członkowskie zintensyfikują zabiegi mające na celu maksymalnie duży zwrot kapitału wpłaconego do kasy UE. W Brukseli pojawiają się koncepcje nowego funduszu infrastrukturalnego, z którego korzystałyby wszystkie, nie tylko nowe, kraje UE. Podobnie w dyskusji o źródłach wzrostu pojawia się postulat uruchomienia programu inwestycyjnego skoncentrowanego na zielonych technologiach i wspieraniu innowacyjności. Z kolei Komisja Rozwoju Regionalnego Parlamentu Europejskiego przedstawiła propozycję utworzenia kategorii regionu w UE z PKB pomiędzy 75 a 90 proc. Do tej pory po przekroczeniu progu 75 proc. następowało sukcesywne wycofanie pomocy. Kraje gospodarczego środka (wiele to państwa pogrążonego w kryzysie Południa) będą chciały uzyskać dostęp do większego kawałka finansowego tortu, argumentując, że to niezbędne do ich powrotu na ścieżkę wzrostu. Problem w tym, że płatnicy do budżetu UE dopuszczają jako możliwy jego wzrost zaledwie o poziom inflacji. Już prosta kalkulacja wskazuje, że dla wszystkich nie wystarczy.

Nowa solidarność nie musi wykluczać starej. Obecne problemy finansowe strefy euro muszą zostać rozwiązane poprzez powrót na ścieżkę konkurencyjności zadłużonych gospodarek i przeprowadzenie miękkiej restrukturyzacji długów najbardziej zadłużonych państw. To proces bez wątpienia kosztowny, ale koszt nie może przesłaniać agendy poszukiwania nowych źródeł wzrostu. Do dynamiki gospodarczej UE przyczyniają się dziś wschodzące gospodarki Europy Środkowo-Wschodniej. Osiągają szybkie tempo wzrostu dzięki rencie zapóźnienia, poprawie infrastruktury i napływie bezpośrednich inwestycji zagranicznych (FDI). W interesie Unii leży wspieranie tej dynamiki, w szczególności w krajach o niższym poziomie rozwoju. Paradoks polega na tym, że biedniejsze kraje Europy Środkowo-Wschodniej prowadziły ostrożniejszą politykę fiskalną niż tzw. kraje peryferyjne strefy euro, a gdy kondycja finansowa niektórych z nich została zagrożona, dokonały głębokich reform.

Główną dźwignią wzrostu w UE jest wzrost wydajności. Jednak w krajach doganiających unijny peleton przyrost wydajności był pochodną działań restrukturyzacyjnych i zmian w strukturze zatrudnienia, podczas gdy w krajach rozwiniętych pochodził przede wszystkim z innowacji. W biedniejszych krajach zapóźnienia infrastrukturalne wciąż obniżają możliwości wzrostu.

W tej debacie Polska powinna przekonująco wykazać znaczenie utrzymania silnej polityki spójności w odniesieniu i do uboższych, i bogatszych regionów UE. Powinna wskazywać na przełożenie, jakie wyższa stopa inwestycji publicznych w krajach kohezyjnych ma na poziom wzrostu gospodarczego, dowieść znaczenia budowy infrastruktury transportowej i przesyłowej dla sprawnego funkcjonowania jednolitego rynku europejskiego, a także sposobu wpisywania się polityki spójności w działania modernizacyjne gospodarki UE, reform rynku pracy, wspierania innowacyjności, badań i rozwoju oraz spójności społecznej. Innymi słowy, Polska musi pokazać, że trzeba promować obszary, które napędzają rozwój UE. Dlatego z punktu widzenia przyszłych źródeł wzrostu, jak również modernizacji polskiej gospodarki, głównym źródłem oszczędności w budżecie UE powinna zostać Wspólna Polityka Rolna. W debacie powinniśmy opowiadać się za konserwatywnym podejściem budżetowym i popierać stanowisko Niemiec w kwestii rozwiązania greckiego kryzysu, co oznacza współudział finansowy inwestorów prywatnych.

Kryzys zmienia Europę. W bogatych krajach zyskują radykalne partie, jak choćby Prawdziwi Finowie czy holenderska Partia Wolności (PVV), a starą solidarność zastępuje nowa, której istotą jest finansowanie upadających państw członkowskich, aby ratować własne instytucje finansowe.

Czas przerwać błędne koło kolejnych pożyczek skrywanych pod eufemistycznymi nazwami seryjnych "europejskich mechanizmów" i skupić się na tym, co jest źródłem wzrostu w całej Unii. Gospodarcza historia świata pokazuje przecież, że działania protekcjonistyczne i skupianie się wyłącznie na rozwiązywaniu własnych, bieżących problemów prowadzą do jeszcze większych kryzysów.



*Ryszard Petru - przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich, główny doradca ekonomiczny demosEUROPA, **Paweł Świeboda - prezes fundacji demosEUROPA

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos