Część druga:
Jak snobizm i piractwo uratowały MP3 Odkrycie, które zrewolucjonizowało sposób, w jaki na co dzień obcujemy z muzyką, to ciekawy przykład tego, jak wygląda europejska innowacyjność. Bo historia MP3 jest historią tak bardzo europejską, jak historia Microsoftu czy
Apple są amerykańskie.
Na początku był program badawczy "Eureka". Wtedy jeszcze był projektem "wspólnotowym", a nie "unijnym", bo zaczął działać w 1985 roku od tzw. deklaracji paryskiej, w której prezydent Mitterrand i kanclerz Kohl zadeklarowali, że najważniejsze placówki w ich krajach będą ze sobą współpracować w rozwoju nowych technologii.
Jednym z projektów tworzonych w ramach "Eureki" był projekt pod kryptonimem EU-147. Zadanie: stworzyć naziemne
radio cyfrowe. Ziściło się to w końcu w kilku krajach w postaci tzw. systemu DAB, który nigdy nie zyskał wielkiej popularności.
Z finansowaniem nauki często jednak jest tak, że przełomowe odkrycia i wynalazki wychodzą na marginesie innych projektów. Ubocznym produktem EU-147 stała się właśnie rewolucja w tym, jak dzisiaj słuchamy muzyki.
I jeśli pamiętamy o tym, ile miliardów euro przyniosły patenty związane z MP3, projekt EU-147 niewątpliwie był sukcesem. Choć wynaleźli w końcu niezupełnie to, co mieli wynaleźć.
Doktorant od spraw beznadziejnych Mam okazję zobaczyć, na co poszły moje pieniądze. Samochodem - w którego cenę wliczone jest jedno euro za licencję na odtwarzacz MP3 - wjeżdżam na
parking przed Instytutem Cyfrowej Technologii Medialnej Fraunhofera w Ilmenau w dawnym NRD. Nowoczesny budynek w całości zbudowano właśnie z tych pieniędzy.
Z telefonu (w którego cenę... itd.) dzwonię do pracowników public relations, którzy umówili mnie ze stojącym na czele tego instytutu prof. Karlheinzem Brandenburgiem, głównym sprawcą rewolucji. W gabinecie profesora otwieram laptopa (w którego cenę... itd.) i zaczynam notować.
Nim przejdziemy do historii, profesor opowiada mi o współczesności - co odkrywają w Ilmenau obecnie. Pokazuje mi wiszące na ścianie przedmioty, które wydawały mi się płaskimi ekranami.
- Nie! - triumfuje profesor - to płaskie głośniki. Konsumenci pokochali wygodę i elegancję, jaką daje płaski ekran LCD lub plazmowy. Ale głośniki, jeśli mają porządnie brzmieć, to ciągle spore pudła.
W Ilmenau już potrafią otrzymać dźwięk znakomitej jakości z głośników równie płaskich jak obrazek zawieszony na ścianie.
- Ale przecież głośnik potrzebuje przestrzeni rezonansowej? - dziwię się. Profesor jakby czekał na to pytanie. Podnosi siatkę. Okazuje się, że przestrzeń rezonansową sprytnie skanalizowano, tak że rezonans idzie "w bok" zamiast jak w tradycyjnych kolumnach głośnikowych "w tył".
Potem profesor robi kolejną prezentację - prosi mnie o zamknięcie oczu. Zamykam i chwilę potem podskakuję w panice, słysząc, jak wokół mnie krąży lew, najwyraźniej już trochę głodny i poirytowany.
To demonstracja możliwości systemu dźwiękowego Iosono(TM), który pozwala na stworzenie "wirtualnej przestrzeni akustycznej". Tradycyjny system Dolby Surround tworzy iluzję dźwięku przestrzennego, która znika, gdy ruszymy głową - Iosono poprzez tzw. syntezę falową sprawia, że wszystko słychać dokładnie z tego punktu, z którego mamy to słyszeć. Iluzja nie zniknie, gdy sami zaczniemy się poruszać. W ciemnościach można by się rzucić do ucieczki przed owym "lwem"!
Wszystko to jest fascynujące, ale przyjechałem tutaj, by wydobyć z prof. Brandenburga opowieść o czasach, w których nie był nie tylko profesorem, ale nawet doktorem - bo poszukiwanie czegoś, co potem nazwano MP3 było tematem jego pracy doktorskiej. Dlaczego wybrał sobie właśnie taki temat?
- Nie wybrałem go sobie - śmieje się Brandenburg. - W tamtych czasach temat doktorantowi wybierał promotor. Profesor Dieter Seitzer kazał mi się tym zająć, bo sprawa wyglądała na beznadziejną. A od tego na uczelniach są doktoranci, od narzucania im beznadziejnych spraw.
Jadąc na spotkanie z twórcami MP3, przygotowałem się do rozmowy - z grubsza wiedziałem, co po kolei odkrywali. Wiedziałem, że doktorat Brandenburga zakończył się w 1989 r. sukcesem - wynalezieniem systemu kodowania muzyki OCF (Optimum Coding Frequency), praprzodka MP3.
Nie ma w co wsadzić płyty Ale jak on to zrobił? Przecież wtedy nie można było włożyć do komputera kompaktu, zrzucić muzyki na twardy dysk i odsłuchać tego na wbudowanych głośniczkach. Ówczesne komputery po prostu nie miały stacji CD-ROM ani kart dźwiękowych.