Leszek Baj: Gdy Moody's obniżył rating Portugalii, inwestorzy zareagowali wyprzedażą euro i akcji. We wtorek ta sama agencja obniżyła ocenę Irlandii do śmieciowej i... nic. Ryszard Petru, szef rady nadzorczej DI Investors, doradca ekonomiczny DemosEuropa : Gdy obniżono ocenę Portugalii o cztery poziomy, rynek był zaskoczony i zareagował nerwowo. To jednak sprawiło, że uwzględnił w swoich ocenach ryzyko, że podobny los może czekać inne kraje strefy euro będące pod kroplówką MFW - czyli Irlandię. Do tego tuż przed obniżką ratingu Irlandii uwaga inwestorów skupiła się na Włoszech, co jeszcze bardziej pogorszyło nastroje. Problemy Irlandii, zresztą od dawna znane, przy tak dużym kraju wydają się niewielkie i już w znacznym stopniu były „w cenach”.
A może agencje ratingowe stały się mniej wiarygodne po fali krytyki? - Paradoksalnie, agencje ratingowe w obecnej odsłonie kryzysu okazały się bardziej skuteczne niż europejscy politycy, którzy przez wiele miesięcy odrzucali możliwość restrukturyzacji długu Grecji i udawali, że problem można rozwiązać inaczej. Dziś jest już oczywiste, że w przypadku Grecji bez restrukturyzacji długu się nie obejdzie, moim zdaniem także w przypadku Portugalii i Irlandii.
Pakiet 85 mld euro pomocy dla Irlandii - przy samym deficycie sektora finansów publicznych w zeszłym roku sięgającym 50 mld euro - może nie wystarczyć. Konieczna może być dalsza pomoc. Ale ma ona sens, tylko jeśli trwale uda się obniżyć
dług publiczny, którego Irlandia spłacić nie będzie w stanie. To, że dany kraj realizuje program reform uzgodniony z MFW, nie oznacza, że wyjdzie na prostą. Po prostu programy reform były, szczególnie w przypadku Grecji, niewystarczające.
Zadaniem agencji jest wyprzedzanie faktów. Działania polegające na obniżeniu ratingów Portugalii i Irlandii przyspieszą polityczne decyzje o restrukturyzacji długu tych krajów.
Czyli to agencje mają rację? - Ja nie chcę bronić agencji ratingowych. Mają wiele wad. Popełniały sporo błędów, przyczyniając się do wybuchu kryzysu w 2008 roku. Powinny też znacznie wcześniej zacząć obniżać ocenę wiarygodności kredytowej Grecji. Na pewno też nie jest korzystne, że trzy agencje ratingowe rządzą światem. Ale dlaczego tak jest? Bo nie ma dzisiaj lepszej alternatywy. Najwyraźniej inwestorzy uznają, że ich
praca, choć niedoskonała, wciąż ma swoją wartość. Dlatego korzystają z ich usług.
Sądzi pan, że powołanie europejskiej agencji ratingowej może coś zmienić? - Jest ryzyko, że taka agencja nie będzie wolna od wpływów politycznych. Jeśli np. pod wpływem polityków nie obniżałaby ratingu któremuś z krajów w złej kondycji finansowej, to od razu straciłaby wiarygodność.
Czy system finansowy oparty na decyzjach analityków agencji jest efektywny? Weźmy choćby regulacje zabraniające Europejskiemu Bankowi Centralnemu kupowania papierów krajów strefy euro mających zbyt niski rating. - To prawda, system ten nie jest efektywny. Agencje upraszczają rzeczywistość, nie doceniają wielu aspektów. Ocena stabilności finansowej danego kraju jest bardziej złożona. Funkcję oceniającą powinny pełnić też agendy międzynarodowe, w tym przede wszystkim MFW. Ale za każdym razem pojawia się ryzyko wpływów politycznych. A decyzje oparte na oczekiwaniach polityków zwykle prowadzą w sytuacjach kryzysowych do jeszcze głębszego kryzysu. Rynek przy wszystkich swych wadach działa sprawniej.