Marek Górlikowski: Dowiedziałem się, że w sobotę 12 listopada sklep Ikea w Gdańsku po raz pierwszy w 18-letniej historii odwiedziło aż 16 tysięcy klientów. Tego dnia ludzie wydali tam też rekordową sumę pieniędzy, a mamy kryzys, marsze oburzonych. O co chodzi? Dr hab. Anna Maria Zawadzka: Proszę pamiętać, że listopad i grudzień to czas promocji.
Tego dnia nie było żadnej specjalnej promocji, tak jak np. bywają pod koniec roku. Od pracowników wiem, że planowano, że to będzie tzw. peak day, ale nikt nie spodziewał się takich tłumów. To dotyczy nie tylko Ikei, ale i sklepów obok. - Chodzi mi o to, dlaczego listopad i grudzień to idealny czas na promocje. Na początku listopada mamy całą masę obrazów i doświadczeń, które nam mają przywoływać myślenie o śmierci. W tradycji katolickiej pierwsze osiem dni chodzi się na groby.
A nie do Ikei. - Ale ten listopadowy przełom powoduje, że człowiek zastanawia się nad sensem życia, po co jest i po co funkcjonuje. I jednym ze znanych w psychologii odpowiedzi na te pytania jest fakt, że współczesny człowiek buduje swoją nieśmiertelność przez posiadane dobra, a więc poprzez konsumpcję. Żyj tu i teraz, dawaj sobie gratyfikacje natychmiast, jesteś wart tego i nie czekaj z przyjemnościami.
A wyciszenie? Duchowość? - A wie pan, co powiedział prezydent
USA do narodu po zamachach 11 września? Idźcie na zakupy! Żyjcie dalej. Mimo że być może nie ma tam więcej katolików niż innych religii, ale to kraj, gdzie nawet w konstytucji mają odezwanie do Boga, gdzie prezydenta nie wybiera się, jeśli nie wierzy w Boga. Badania wykazały, że ludzie posłuchali prezydenta, sklepy zarobiły. Konsumpcja to jest to, co nas wypełnia. Znak naszych czasów. Konsumpcja załatwia nam wiele spraw. Pozwala nie myśleć o rzeczach, które są trudne, refleksyjne.
Czyli jak trwoga to do sklepu? - To jedna z hipotez, która opiera się na badaniach przeprowadzonych w Ameryce. Mówi o tym, że aktywizacja lęku przed śmiercią powoduje, że ludzie podwyższają konsumpcję, bo to daje im jakieś poczucie nieśmiertelności. Chcą odrzucić myśli o śmierci, przemijaniu, poprzez wchodzenie w materializm. W sensie życia namacalnego, tego, co mogę dotknąć, co mogę mieć. Czuję swoją nieśmiertelność, bo posiadam rzeczy, mogę ich dotknąć, widzę je.
To przecież złudzenie, ludzie nie mogą być aż tak... - Nie wartościujmy. Dla pana to może nie być prawda, ale to zależy, jakie są dostępne wartości w głowach. Jeżeli my non stop widzimy w reklamach, że celem naszego życia jest posiadanie fantastycznej marki samochodu, jakiejś willi i to wszystko jest na wyciągniecie ręki - przynajmniej zdaniem twórców reklamy - to co mi przychodzi do głowy, jak nie chcę myśleć o rzeczach smutnych? Myślę o rzeczach, które są nadzieją na lepsze życie tu i teraz. Nawet jeśli do końca w to nie wierzę.
Inne badania w Polsce pokazują, że część zakupów i wydatków robimy też z powodów moralnych, np. gdy zrobimy komuś jakieś świństwo. Ponosimy porażkę moralną i idziemy dla poprawy samopoczucia na dobre zakupy. Albo gdy jestem dobry dla kogoś, też robię zakupy, żeby się za to nagrodzić. Czyli do zakupów wchodzi sfera moralna. W Polsce jeszcze jest ten etap, że ludzie są na dorobku. Myślą, by się nasycić, najeść.
A czy na wieść o kryzysie nie powinniśmy trochę oszczędzać? - Sytuacja ciągłego mówienia o kryzysie powoduje reakcje wręcz przeciwne: może jeszcze się nachapiemy. Słyszy pan ciągle, ile będzie kosztować schab czy
wołowina. Jakie to na święta będzie drogie? Schab 40 zł itd.
Exposé premiera to ma być pot i łzy. - Właśnie, i co robię? Kupuję więcej i wkładam do lodówki. Pamięta pan historie z cukrem? Wszystko wykupili, cukier 5-6 zł kosztował. U nas w Polsce są właśnie takie paradoksalne reakcje.
Dwa lata temu zrobiliśmy ze studentami badanie, porównując Boże Narodzenia w USA i Polsce, jeśli chodzi o zakupy. Te święta są wyjątkowe, bo z jednej strony świętujemy narodziny Boga, i to niezależnie, czy ktoś jest wierzący, czy nie, bo taka jest geneza tych świąt, a z drugiej - świętujemy mamonę. Wszyscy wydają na święta pieniądze, kupują. Tylko że w Ameryce te święta dają ludziom więcej radości z zakupionych rzeczy. W Polsce radość odczuwamy bardziej z tego, że uda się nam kupić jakąś rzecz taniej, niż z samej rzeczy.
Mamy jeszcze jedną ciekawą cechę. Według jednej z diagnoz społecznych prof. Czapińskiego powodem naszego braku zadowolenia z życia jest to, że sąsiad więcej zarabia. Mówiąc o swoim szczęściu, nie patrzę na to, jakie jest moje życie, jakie było w przeszłości i teraz, czy jest lepiej, czy gorzej, tylko to, czy ja nie mam gorzej od innego.
Kasjer z Ikei twierdzi, że cały ten kryzys to bujda.