Wszystko zależy od rasy kury, sposobu jej karmienia, a przede wszystkim od warunków, w jakich kura przebywa. Przed naszym wejściem do Unii w sklepach kupowaliśmy jaja różniące się tylko wielkością - jak ktoś szukał jaj od "prawdziwej" wiejskiej kury, szedł na bazar albo targowisko, wierząc, że tam właśnie takie jaja kupi. Podobno niektórzy handlarze specjalnie brudzili jajka kurzymi odchodami, co miało dowodzić, że nie pochodzą one z chowu klatkowego, tylko z wiejskiego kurnika ze słomą.
Wiele się zmieniło, kiedy weszliśmy do Unii i zaczęły u nas obowiązywać unijne przepisy. Dziś każdy może sobie w sklepie wybrać ulubione jaja, bo teraz już wiadomo, skąd dane jajo pochodzi - wszystkie muszą mieć na skorupkach oznaczony rodzaj chowu. I tak cyfra 3 oznacza, że jajo pochodzi od kury trzymanej w klatce - za takie jajo płacimy dziś ok. 45 gr. Za jajo oznaczone cyfrą 2 płacimy już ok. 61 gr - to jajo z chowu ściółkowego, czyli kura też jest zamknięta, ale chodzi po słomie, co daje jej większy komfort. Cyfra 1 oznacza wolny wybieg, czyli kura może z klatki wychodzić na nieduży wybieg - za jajo tak oznaczone płacimy jeszcze więcej, ok. 65 gr. Paradoksalnie najwyższą cyfrą jest 0, czyli chów ekologiczny - kura nie tylko mieszka w tradycyjnym kurniku, chodzi, gdzie chce, i grzebie w ziemi w poszukiwaniu smakołyków, ale jeszcze pasze, jakie dostaje od hodowcy, też są pod specjalnym nadzorem. Mamy też dodatkowo jaja od kur zielononóżek, czyli tradycyjnej polskiej rasy, za co też dodatkowo musimy zapłacić - takie ekologiczne jajo od zielononóżki to koszt ok. 1,20 zł za sztukę.
Najtańsze są oczywiście jaja pochodzące z chowu klatkowego, bo tam są najniższe koszty produkcji, a na jedną kurę przypada zaledwie 550 cm kw. powierzchni. Zdecydowana większość jaj, jakie kupujemy w sklepach, właśnie od takich kur pochodzi - ponad 90 proc. I choć coraz więcej mówimy o ekologii i konieczności bardziej humanitarnego chowu zwierząt, to sprzedaż jaj od szczęśliwych kur wcale nie rośnie. Nie tylko w Polsce - tak jest w całej Europie. Barierą jest cena - mało kto chce (lub go stać) płacić dwa razy więcej za jajko pochodzące od szczęśliwej kury.
Dlatego Unia postanowiła zmusić hodowców do nieco bardziej humanitarnego chowu i do 1 stycznia muszą oni stosować klatki o podwyższonym standardzie - na każdą kurę przypada tam 750 cm. kw. To oznacza, że po pierwsze, w obecnych klatkach znajdzie się o 20 proc. kur mniej. A po drugie, kraje, które nie zdążą się przystosować (a jest ich aż 14 w Unii, na czele z Polską), prawdopodobnie będą mogły trzymać w nich kury do końca lipca 2012 r., ale jaja sprzedawać wyłącznie do przemysłu krajowego. Zdaniem ekspertów to kolejne 20 proc. jaj mniej na unijnych półkach sklepowych. Jednym słowem - od 1 stycznia będzie drożej, i to nawet do 30 proc. za jedno jajko.
Ceny jaj i rozkład kosztów produkcji tego towaru jest wyjątkowo mało stabilny. W zależności od cen pasz i koniunktury na rynku marża producenta waha się od minus 20 do plus 20 proc. Jeszcze kilka miesięcy temu producenci sprzedawali jaja ze stratą, dziś ich zyski przekraczają 10 proc. Waha się również marża sklepowa - kiedy jest większy popyt, np. przed świętami, sklepy obniżają swoją marżę, bo i tak na sprzedaży zarobią - teraz jest to 20-30 proc.
Jak jest dziś?
Takie podstawowe jajo pochodzące z chowu klatkowego kosztuje w sklepie ok. 45 gr.
Największą część kosztów stanowi pasza, jaką kura zjada - to 35 proc. ceny jaja.
Koszt zakupu kury stanowi 12,5 proc.
Amortyzacja budynków - 7,5 proc.
Marża producenta - 10 proc.
Sortowanie i pakowanie jaj - 5 proc.
Koszty robocizny, energii elektrycznej i transportu jaj do hurtowi - 7 proc.
Marża sklepowa i koszty transportu ponoszone przez sklep - 23 proc.