W czwartek premier wysłał do Sejmu wniosek o powołanie obecnej wiceminister administracji i cyfryzacji na urząd regulatora rynku telekomunikacyjnego. Biorąc pod uwagę układ sił w parlamencie, poparcie przez posłów tej kandydatury jest formalnością. Dla Gaj będzie to powrót do urzędu, w którym pracowała przez osiem lat, m.in. jako dyrektor departamentu prawnego.
Co wiadomo o Magdalenie Gaj? Jest absolwentką Wydziału Prawa Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w
Lublinie. Najgłośniej zrobiło się o niej, gdy - jako wiceminister infrastruktury w poprzednim rządzie - stworzyła plan przekazania części pieniędzy z koncesji za częstotliwości komórkowe na inwestycje w infrastrukturę oraz na
laptopy dla pierwszaków. Otóż PTC, Polkomtel i PTK Centertel od 2000 r. płacą co roku raty opłaty koncesyjnej za otrzymane częstotliwości. Do 2022 r. muszą zapłacić jeszcze łącznie 900 mln euro. Z tej kwoty 570 mln euro miało pójść na inwestycje w budowanie lepszego zasięgu, a 240 mln euro na zakup komputerów dla pięciu roczników pierwszaków. Projekt nigdy jednak nie został zrealizowany. To jednak nie oznacza, że Gaj niczego nie osiągnęła. To ona doprowadziła do tego, że w październiku zeszłego roku
Polska weszła do Rady ITU, prestiżowej, międzynarodowej organizacji telekomunikacyjnej wyznaczającej standardy w tej branży (to ITU zaproponowała ujednolicenie standardu ładowarek do telefonów komórkowych).
To także jej zasługą jest przepchnięcie przez parlament dwóch niezwykle ważnych ustaw. Pierwszą z nich była tzw. megaustawa internetowa, która likwiduje większość barier w inwestycjach telekomunikacyjnych. Dzięki ustawie samorządy zyskały podstawę prawną do budowania łączy internetowych - wcześniej takie wydatki mogły zostać zakwestionowane przez regionalne izby obrachunkowe sprawdzające zasadność wydatków gmin czy powiatów.
Rzutem na taśmę, tuż przed końcem kadencji poprzedniego rządu PO-PSL, Gaj doprowadziła też do uchwalenia ustawy zakazującej organizowania oszukańczych loterii SMS. Takie loterie spędzały sen z powiek Polaków, którzy otrzymywali kilkusetzłotowe rachunki za udział w konkursach, w których nigdy nie chcieli uczestniczyć.
Trzeba jednak pamiętać, że pomysł uchwalenia obu tych dokumentów zrodził się w UKE za rządów Anny Streżyńskiej.
Antoni Mężydło, poseł PO, zasiadający w sejmowej komisji infrastruktury, bardzo dobrze wspomina współpracę z minister Gaj przy powstawaniu kolejnych ustaw telekomunikacyjnych.
- Nigdy nie narzuca swojego zdania, ale słucha argumentów. Jest otwarta na współpracę - chwali. I dodaje: - Nie jest typem celebrytki, gwiazdy, raczej nie błyszczy na sejmowych korytarzach - mówi. Jego zdaniem jednak to, co dobre w przypadku współpracy w komisjach sejmowych, niekoniecznie musi sprawdzić się na stanowisku prezes UKE. - Tu nie można być zbyt ugodowym, operatorzy muszą czuć respekt przed regulatorem - mówi Mężydło.
Zgadza się z nim Witold Tomaszewski, ekspert branżowego portalu Telepolis.pl.
- Niczego jej nie ujmując jako fachowcowi, bo jest do swojej pracy przygotowana merytorycznie, minister Gaj nie ma siły przebicia Anny Streżyńskiej. Dlatego przez pierwsze miesiące będzie musiała pokazać, że to ona rządzi - zaznacza Tomaszewski.
A zadań przed nową prezes jest sporo. - Streżyńska przez ostatnie sześć lat konsekwentnie sprzątała telekomunikacyjne podwórko, ale nie oznacza to, że nie zostało nic do zrobienia - dodaje ekspert.
W wywiadzie dla "Gazety" zadania dla swojej następczyni wskazała niedawno obecna prezes UKE. To m.in. doprowadzenie do kolejnego porozumienia z TP, skutkującego nowymi inwestycjami w światłowody, starania o integrację regulatora telekomunikacyjnego z regulatorem mediów, czyli KRRiT, oraz rozpisanie
przetargów na częstotliwości, które pozwolą operatorom świadczyć usługę ultraszybkiego internetu w technologii LTE.
Sama Gaj zastrzega, że o swojej wizji regulatora rynku powie po objęciu stanowiska. Na razie wskazuje tylko ogólne priorytety, z których najważniejszym wydają się inwestycje na rynku telekomunikacyjnym. Byłaby to kontynuacja jej pracy w rządzie, gdzie opracowała plan ratowania unijnych pieniędzy przeznaczonych na samorządowe inwestycje w internet. Jeszcze niedawno groziło nam, że ponad 1 mld euro przeznaczony na ten cel przepadnie. Plan Magdaleny Gaj daje szansę, że spełnią się jej własne słowa sprzed kilku miesięcy: - Nasz cel to do 2020 r. podłączyć do internetu 100 proc. Polaków, a 50 proc. z nich ma mieć łącza o szybkości 100 Mb/s.