Biznes Ludzie Pieniądze

Jak wyprodukować film, czyli idziemy va banque

Przemysław Poznański
23.01.2012 , aktualizacja: 09.02.2012 16:42
A A A Drukuj
Polacy pokochali polskie filmy - w zeszłym roku poszło na nie ponad 11,8 mln widzów, a polski film okazał się największym przebojem roku. Ten sukces sprawi, że inwestorzy sypną groszem na projekty rodzimych filmowców?
Najdroższy film polski: Quo vadis (2001) Jerzego Kawalerowicza - 76,1 mln zł
Fot. MARZENA HMIELEWICZ/ AGENCJA GAZETA
Najdroższy film polski: Quo vadis (2001) Jerzego Kawalerowicza - 76,1 mln zł
Piraci z Karaibów: Na krańcu świata (2007)
Fot. EAST NEWS
Piraci z Karaibów: Na krańcu świata (2007)
Najwyższe dotacje PISF dla filmów fabularnych
[[Fot. Szelag/REPORTER REPORTER]]
Najwyższe dotacje PISF dla filmów fabularnych
Poranek. Warszawa. Pokój w biurowcu przy ul. Chełmskiej w Warszawie. Proste meble. Na kanapie producent, którego twarz zna cała Polska. Zakłada nogę na nogę. Pierwsze pytanie sprawia, że popada w zadumę.

"Gazeta": Załóżmy, że nazywam się Cezary Pazura. Dysponuję dobrym scenariuszem, gwarantuję świetną obsadę. Zdobycie pieniędzy na film to czysta formalność?

Cezary Pazura: No właśnie nie! Żeby tak było!

Południe. Elegancki gabinet przy Krakowskim Przedmieściu. Na półkach przeszklonej szafy płyty DVD z filmami. Wyłącznie polskie tytuły. Dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej nie ukrywa, że zdecydowana większość z nich powstała dzięki wsparciu Instytutu. PISF dysponuje rocznie 100-120 mln zł. Od 2005 r. dofinansował 183 filmy sumą 337,6 mln zł. Tylko w 2011 było to 35 umów na ok. 77 mln zł.

Dyrektor PISF Agnieszka Odorowicz: - Rocznie powstaje w Polsce ok. 50 pełnometrażowych filmów fabularnych. Bez naszego udziału powstają wyłącznie projekty komercyjne lub filmy tzw. offowe, które zwykle nie trafiają do kin. Ale to nie oznacza, że producenci filmów nie muszą szukać pieniędzy gdzie indziej, bo PISF dofinansowuje średnio 50 proc. kosztów. Pozostałe producent musi znaleźć sam, albo w Polsce, albo za granicą.

Dotychczas o tym, który film dofinansować, decydowała ona sama. - Wynajęto mnie do podejmowania decyzji - mówi krótko. Jedną z jej decyzji było przyznanie rekordowej dotacji 6 mln zł na film o Powstaniu Warszawskim "Miasto" w reżyserii Jana Komasy. Wbrew opiniom ekspertów. - Na pięciu ekspertów tylko jedna osoba widziała udany film Komasy - "Sala samobójców", który obejrzało w kinach ponad 800 tys. widzów - broni swej decyzji Odorowicz.

Od tego roku postanowiła jednak oddać trochę władzy - ocena wniosków będzie dwuetapowa, a o podziale środków będą współdecydowali eksperci. Z najlepszych propozycji będą musieli wybrać tyle, na ile wystarczy pieniędzy.

Kto może liczyć na dofinansowanie? - Najważniejszy jest projekt, nie twórca - mówi zdecydowanie Odorowicz. - Zdarzało nam się odmawiać finansowania uznanym reżyserom, bo projekty, które przedstawili, w naszej ocenie nie rokowały powstania bardzo dobrego filmu - tłumaczy. I radzi: "Poświęcajcie więcej pracy scenariuszom".

- Jeśli miałabym wskazywać na największą słabość polskiego kina, to są nią właśnie scenariusze. Im więcej pracy nad scenariuszem, tym większa szansa na dobry film - przekonuje. I tym większa szansa na dotację.

Dotacji nie otrzymuje się od razu. Jest przekazywana w trzech ratach. Pierwsza przed produkcją, druga po zdjęciach i ostatnia - 10 proc. dofinansowania - po rozliczeniu się z Instytutem.

A gdzie jednak szukać pozostałych 50 proc. potrzebnej kwoty?

Między innymi w 11 regionalnych funduszach filmowych finansowanych przez marszałków województw i prezydentów miast. Dofinansowanie z tego źródła znalazł m.in. film "80 milionów" (2011, reż. Waldemar Krzystek), do którego dołożył Wrocław i marszałek województwa dolnośląskiego, oraz film o powstaniu wielkopolskim, na który marszałek wielkopolski zadeklarował 6 mln zł.

W poszukiwaniu drugiej połowy

Sztos 2” (premierę miał 20 stycznia), kontynuacja przeboju sprzed lat, w reżyserii Olafa Lubaszenki i produkowana przez Cezar 10, firmę Cezarego Pazury, na dotację nie miał szans. Dlatego producent postanowił wystąpić do PISF o pożyczkę (jest nieoprocentowana, trzeba ją zwrócić w ciągu pięciu lat).

- Pieniądze, którymi dysponujemy, w 90 proc. pochodzą od konkretnych mecenasów: operatorów kin (przekazują 1,5 proc. ceny biletu), platform cyfrowych, dystrybutorów, nadawców telewizyjnych i kablowych. To jest pewnego rodzaju umowa: "róbcie za to filmy artystyczne, kino ambitne, wspierajcie ryzykowne projekty debiutantów, ale od czasu do czasu zaangażujcie się też w coś, na czym my możemy zarobić" - wyjaśnia istnienie pożyczek dyrektor PISF.

Wcześniej Pazura wyprodukował "Weekend". Przyznaje, że znalezienie pieniędzy nie było proste.

- Oczywiście moje nazwisko pomagało i łatwiej było mi dotrzeć do potencjalnych inwestorów - zaznacza. - Na wstępnym etapie zgłosił się do mnie duży deweloper i zaproponował, że sfinansuje całość. Ale w końcu wycofał się, bo właśnie kryzys, bo na giełdzie spadki - wspomina Cezary Pazura.

Podobne doświadczenia ma Dariusz Gąsiorowski, szef działu produkcji filmów fabularnych w TVN, odpowiedzialny m.in. za film "Listy do M.".

- Szukaliśmy inwestorów instytucjonalnych, branżowych, ale bez efektu. Nawet obecność product placementu w tym filmie jest niewielka. To wynika po pierwsze z ogólnej złej sytuacji gospodarczej, którą wszyscy odczuwamy. Po drugie polskie filmy nie miały w ostatnich latach dobrej prasy, co niestety wpływa na mniejsze zainteresowanie inwestorów współprodukcją filmów - mówi Gąsiorowski.

Jednym z koproducentów "Sztosu 2" jest Telekomunikacja Polska, która finansowo angażowała się m.in. w produkcję "Generała Nila" Ryszarda Bugajskiego, "Dzieci Ireny Sendlerowej" Johna Kenta Harrisona czy "Katynia" Andrzeja Wajdy oraz w najnowszy projekt tego twórcy - "Wałęsa".

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 2
  • 2
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (38)

  • po_co_mi_konto

    0

    A ja mam 2 pytania.
    1. Skoro 50% kosztów produkcji filmu jest pokryte z podatków, to czemu filmy nie kosztują połowę ceny?
    2. Skoro 50% kosztów produkcji filmu jest pokryte z podatków, to czemu gdy jakiś film ma dochód to połowa zysków nie trafia do kasy PISF na dofinansowanie innych produkcji?

    • dextromethorphan

      0

      @po_co_mi_konto

      Jakich zysków? Większość filmów traci. Te co zarabiają, można policzyć na palcu jednej ręki. Nie zapominajmy, że na dzieńdobry, od 50% do 70% wpływów zabiera kino. Potem swoją marżę (tak od 15 do 25%) dorzuca dystrybutor, odliczając przy okazji koszty dystrybucji i promocji. Dopiero to, co pozostaje, jest dla inwestorów i ewentualnie dla PISF.

  • pixima

    Oceniono 1 raz 1

    akcja filmu rozgrywa się zimą, ważnym atrybutem jest śnieg, a tego akurat zeszła zima nie przyniosła zbyt wiele -- Gdzie oni tej zimy szukali na Hawajach??? U mnie śnieg po pas lezal od listopada do marca w zeszlym roku. A na dodatkowe dokretki spadl jeszcze na weekend majowy

  • wyjepka

    Oceniono 2 razy 0

    Kino zdycha bo ludzie mają kiełbie we łbie. Wszyscy tutaj piszący mają pod palcami studio filmowe które w niedawnej przeszłości kosztowało setki jak nie miliony dolarów. To malkontenci tacy jak wy, żywicie pasożyta z własnych podatków. Bo albo nie macie ani pomysłów ani wyobraźni. Albo po prostu wam nic się nie chce.
    ----
    www.ubuweb.com/

  • costa3500

    Oceniono 2 razy 2

    Trudno pokochać polskie knoty zwane filmami a w szczególności gwiazdy nagminnie prezentowane w prasie brukowej

  • 1-jas

    Oceniono 1 raz 1

    Ciekawe kiedy ktoś nakręci "Srebrne orły Parnickiego?

  • sylwestrmru

    Oceniono 1 raz 1

    Polscy rezysezy powinni spojrzeć na północ...i popatrzeć w tamtym kierunku ciut dłużej...a później do roboty.
    A pan pazura jest dobrym komikiem i powinniśmy przy tym pozostać.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX