Poranek.
Warszawa. Pokój w biurowcu przy ul. Chełmskiej w
Warszawie. Proste meble. Na kanapie producent, którego twarz zna cała
Polska. Zakłada nogę na nogę. Pierwsze pytanie sprawia, że popada w zadumę.
"Gazeta": Załóżmy, że nazywam się Cezary Pazura. Dysponuję dobrym scenariuszem, gwarantuję świetną obsadę. Zdobycie pieniędzy na film to czysta formalność?
Cezary Pazura: No właśnie nie! Żeby tak było!
Południe. Elegancki gabinet przy Krakowskim Przedmieściu. Na półkach przeszklonej szafy płyty DVD z filmami. Wyłącznie polskie tytuły. Dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej nie ukrywa, że zdecydowana większość z nich powstała dzięki wsparciu Instytutu. PISF dysponuje rocznie 100-120 mln zł. Od 2005 r. dofinansował 183 filmy sumą 337,6 mln zł. Tylko w 2011 było to 35 umów na ok. 77 mln zł.
Dyrektor PISF Agnieszka Odorowicz: - Rocznie powstaje w Polsce ok. 50 pełnometrażowych filmów fabularnych. Bez naszego udziału powstają wyłącznie projekty komercyjne lub filmy tzw. offowe, które zwykle nie trafiają do kin. Ale to nie oznacza, że producenci filmów nie muszą szukać pieniędzy gdzie indziej, bo PISF dofinansowuje średnio 50 proc. kosztów. Pozostałe producent musi znaleźć sam, albo w Polsce, albo za granicą.
Dotychczas o tym, który film dofinansować, decydowała ona sama. - Wynajęto mnie do podejmowania decyzji - mówi krótko. Jedną z jej decyzji było przyznanie rekordowej dotacji 6 mln zł na film o Powstaniu Warszawskim "Miasto" w reżyserii Jana Komasy. Wbrew opiniom ekspertów. - Na pięciu ekspertów tylko jedna osoba widziała udany film Komasy - "Sala samobójców", który obejrzało w kinach ponad 800 tys. widzów - broni swej decyzji Odorowicz.
Od tego roku postanowiła jednak oddać trochę władzy - ocena wniosków będzie dwuetapowa, a o podziale środków będą współdecydowali eksperci. Z najlepszych propozycji będą musieli wybrać tyle, na ile wystarczy pieniędzy.
Kto może liczyć na dofinansowanie? - Najważniejszy jest projekt, nie twórca - mówi zdecydowanie Odorowicz. - Zdarzało nam się odmawiać finansowania uznanym reżyserom, bo projekty, które przedstawili, w naszej ocenie nie rokowały powstania bardzo dobrego filmu - tłumaczy. I radzi: "Poświęcajcie więcej pracy scenariuszom".
- Jeśli miałabym wskazywać na największą słabość polskiego kina, to są nią właśnie scenariusze. Im więcej pracy nad scenariuszem, tym większa szansa na dobry film - przekonuje. I tym większa szansa na dotację.
Dotacji nie otrzymuje się od razu. Jest przekazywana w trzech ratach. Pierwsza przed produkcją, druga po zdjęciach i ostatnia - 10 proc. dofinansowania - po rozliczeniu się z Instytutem.
A gdzie jednak szukać pozostałych 50 proc. potrzebnej kwoty?
Między innymi w 11 regionalnych funduszach filmowych finansowanych przez marszałków województw i prezydentów miast. Dofinansowanie z tego źródła znalazł m.in. film "80 milionów" (2011, reż. Waldemar Krzystek), do którego dołożył
Wrocław i marszałek województwa dolnośląskiego, oraz film o powstaniu wielkopolskim, na który marszałek wielkopolski zadeklarował 6 mln zł.
W poszukiwaniu drugiej połowy „ Sztos 2” (premierę miał 20 stycznia), kontynuacja przeboju sprzed lat, w reżyserii Olafa Lubaszenki i produkowana przez Cezar 10, firmę Cezarego Pazury, na dotację nie miał szans. Dlatego producent postanowił wystąpić do PISF o pożyczkę (jest nieoprocentowana, trzeba ją zwrócić w ciągu pięciu lat).
- Pieniądze, którymi dysponujemy, w 90 proc. pochodzą od konkretnych mecenasów: operatorów kin (przekazują 1,5 proc. ceny biletu), platform cyfrowych, dystrybutorów, nadawców telewizyjnych i kablowych. To jest pewnego rodzaju umowa: "róbcie za to filmy artystyczne, kino ambitne, wspierajcie ryzykowne projekty debiutantów, ale od czasu do czasu zaangażujcie się też w coś, na czym my możemy zarobić" - wyjaśnia istnienie pożyczek dyrektor PISF.
Wcześniej Pazura wyprodukował "Weekend". Przyznaje, że znalezienie pieniędzy nie było proste.
- Oczywiście moje nazwisko pomagało i łatwiej było mi dotrzeć do potencjalnych inwestorów - zaznacza. - Na wstępnym etapie zgłosił się do mnie duży deweloper i zaproponował, że sfinansuje całość. Ale w końcu wycofał się, bo właśnie kryzys, bo na giełdzie spadki - wspomina Cezary Pazura.
Podobne doświadczenia ma Dariusz Gąsiorowski, szef działu produkcji filmów fabularnych w TVN, odpowiedzialny m.in. za film "Listy do M.".
- Szukaliśmy inwestorów instytucjonalnych, branżowych, ale bez efektu. Nawet obecność product placementu w tym filmie jest niewielka. To wynika po pierwsze z ogólnej złej sytuacji gospodarczej, którą wszyscy odczuwamy. Po drugie polskie filmy nie miały w ostatnich latach dobrej prasy, co niestety wpływa na mniejsze zainteresowanie inwestorów współprodukcją filmów - mówi Gąsiorowski.
Jednym z koproducentów "Sztosu 2" jest Telekomunikacja Polska, która finansowo angażowała się m.in. w produkcję "Generała Nila" Ryszarda Bugajskiego, "Dzieci Ireny Sendlerowej" Johna Kenta Harrisona czy "Katynia" Andrzeja Wajdy oraz w najnowszy projekt tego twórcy - "Wałęsa".