Patrycja Maciejewicz: Co jest obecnie największym problemem naszej gospodarki? Rada Polityki Pieniężnej zaczęła coraz wyraźniej zapowiadać podwyżkę stóp, choć nikt na rynku tego nie oczekuje. Andrzej Rzońca, członek RPP, współpracownik fundacji FOR: Rada odpowiada za stabilność cen. A jak wygląda sytuacja? Inflacja w ujęciu średniorocznym jest najwyższa od 2001 r. Przez 12 miesięcy znajduje się powyżej górnej granicy dopuszczalnych odchyleń od celu i dalej ma tę granicę przekraczać. Długotrwałe utrzymywanie się inflacji powyżej celu zwiększa ryzyko, że ludzie zaczną ten stan traktować jako coś, z czym trzeba żyć, i zaczną z automatu podnosić ceny i pensje o wskaźnik inflacji.
Od stycznia do czerwca 2011 r. Rada czterokrotnie podniosła stopy procentowe. A mimo to inflacja w maju wyniosła 5 proc. i do końca ubiegłego roku niewiele się obniżyła. Może te podwyżki były za późne lub było ich za mało? - Wówczas wydawało się, że to wystarczy. O poziomie inflacji decydował w dużym stopniu wzrost cen żywności i cen administrowanych. Na to RPP nie ma wpływu. Później inflację dodatkowo podwyższyło osłabienie złotego. Ale wyższe stopy procentowe by temu nie zapobiegły, gdyż niepewność na rynkach ogromnie wtedy wzrosła.
W październiku byłem przekonany, że inflacja przejściowo w połowie tego roku spadnie w okolice 2,5 proc., a na trwałe zbliży się do tego poziomu na początku 2013 r. Perspektywa powrotu inflacji do celu jednak się oddaliła.
Ekonomiści wcale nie podzielają niepokoju o inflację. Ich zdaniem kiedy nasz wzrost PKB zacznie zwalniać, to i inflacja wyhamuje. Dlatego mówią, że Rada niebawem będzie obniżać stopy, a nie je podwyższać. - Trochę mnie dziwi, że krytykuje się Radę za to, że inflacja jest za wysoka i jednym tchem wyraża oczekiwanie obniżek stóp. Żebym w ogóle mógł myśleć o obniżkach, musiałbym uznać, że bez nich inflacja na trwałe spadnie poniżej celu. Nie widzę szans, by tak się stało.
Spowolnienie do Polski przyjdzie, ale - jak sądzę - będzie umiarkowane. Zresztą obniżki stóp procentowych temu spowolnieniu by nie zapobiegły. Wzrost PKB wyhamuje, bo kłopoty strefy euro osłabią wzrost polskiego eksportu, redukcja deficytu w finansach publicznych - konieczna, ale o niekorzystnej strukturze - zmniejszy popyt rządowy, a odbudowa oszczędności przez gospodarstwa domowe obniży dynamikę ich konsumpcji. Niższe stopy w Polsce nie przyspieszą wzrostu u naszych głównych partnerów handlowych ani nie zmniejszą potrzeby równoważenia finansów publicznych. Mogą co najwyżej spowolnić odbudowę oszczędności, ale nie sądzę, by to było pożądane. Od kilku kwartałów stopa oszczędności gospodarstw domowych spadała, a w III kwartale 2011 r. gospodarstwa zaczęły wydawać więcej, niż zarabiają.
A inwestycje? Czy im nie przysłużyłaby się obniżka stóp? - Inwestycje już dziś rosną bardzo szybko. Przedsiębiorstwa są w dobrej sytuacji finansowej i płynnościowej. Nie mają też problemu ani z dostępem do kredytu, ani z jego oprocentowaniem. Mają z czego inwestować. Jeśli wiele z nich nadal zwleka z projektami, to dlatego, że nie są pewne przyszłości. Jednocześnie nie stoją przed dylematem "teraz albo nigdy", tym bardziej że wykorzystanie mocy produkcyjnych rośnie coraz wolniej lub nawet się obniża.
Przedsiębiorstwa wstrzymujące inwestycje z powodu większej niepewności są niewrażliwe na zachęty ze strony banku centralnego. Jeżeli się boją, to nie zainwestują, nawet jeśli stopy będą jeszcze niższe. Natomiast NBP powinien zapobiec temu, że w jednym momencie nagle będą starać się nadgonić stracony czas.
Czy jest możliwe, że Rada, która tak wyraźnie sygnalizuje ruch w górę, potem tego nie zrobi? - Nigdy nie wypowiadam się na temat przyszłego poziomu stóp procentowych, bo nie mogę mieć pewności, czy moje poglądy podzieli większość Rady.
Prezes NBP Marek Belka powiedział, że „decyzja jest oczywista” w sytuacji, gdy wzrost PKB jest silny, a inflacja uporczywie wysoka. - Żeby pojawiły się powody do podwyżek, perspektywa powrotu inflacji do celu musiałaby się oddalić poza horyzont najsilniejszego oddziaływania polityki pieniężnej na inflację, czyli poza sześć-osiem kwartałów. Ryzyko takiego oddalenia wzrosło. Jak bardzo? To pomoże ocenić projekcja inflacji, którą poznamy za miesiąc.
Nie boi się pan, że Rada stanie się obiektem oskarżeń, że nie przejmuje się gospodarką, kryzysem, niepewnością... - Spójrzmy na obecny poziom stóp procentowych - trudno uznać go za wysoki. Jest niższy od średniej z okresu niskiej inflacji w Polsce. Realnie, czyli po odjęciu oczekiwań inflacyjnych, jest wręcz ujemny. Taka sytuacja zniechęca do oszczędzania i pobudza do wydawania. Gdyby się utrzymała, to wraz ze zmniejszeniem niepewności inflacja musiałaby się nasilić.
Europejski Bank Centralny w ubiegłym roku najpierw podwyższył stopy, a potem rakiem się z tej decyzji wycofał. - Jeśli pani mnie pyta, czy lepiej nie popełniać błędów, to odpowiem, że tak. Ale strach przed popełnieniem błędu nie może paraliżować. Bo brak decyzji też jest decyzją i tak samo może być błędem.
Polska gospodarka nie jest w kryzysie. Ma konkurencyjne przedsiębiorstwa, w których wydajność pracy przez większość poprzedniej dekady rosła szybciej niż płace. Sektor bankowy jest zdrowy - ma wysokie kapitały i aktywa, które da się bez problemu wycenić. Ani gospodarstwa domowe, ani przedsiębiorstwa nie są nadmiernie zadłużone w stosunku do posiadanego majątku. Deficyt w finansach publicznych ma szanse wreszcie spaść w relacji do PKB poniżej średniej dla całej Unii. Nie zmagamy się z problemami, z którymi boryka się wiele gospodarek strefy euro.