Kwiaciarze mówią, że tak dobry utarg zdarza się tylko kilka razy w roku, m.in. w Dzień Kobiet i Dzień Matki. I w
walentynki. Ale od razu dodają, że przez większość roku ten interes wcale tak dobrze nie kwitnie.
Ile da się zarobić na kwiatach? Przyjrzyjmy się symbolowi miłości, czyli czerwonej róży w rozmiarze XL, bo podobno w dniu zakochanych duże okazy sprzedają się najlepiej. W kwiaciarni można ją kupić za 12 zł. Co się składa na tę cenę?
Na pierwszy rzut oka zyski kwiaciarni są bardzo wysokie - zwykle narzut sięga 100 proc., a w przypadku niektórych kwiatów może być nawet dwa razy wyższy. Mowa o kwiatach ciętych, bo na doniczkowe narzut jest niższy.
Ile zapłacimy za kwiaty, zależy też od tego, czy kwiaciarnia kupuje je bezpośrednio od producenta, czy od pośrednika. - Prowizja pośrednika może wynosić nawet 50 proc. - mówi właścicielka kwiaciarni.
Załóżmy, że producent sprzedaje różę po 4 zł. Pośrednik dorzuca do tego 50 proc. (2 zł), czyli kwiaciarnia kupuje ją za 6 zł, a następnie - po dodaniu 6 zł swojego narzutu - sprzeda różę za 12 zł.
Ale zysk kwiaciarni to tylko ułamek tej kwoty. Przedsiębiorca musi odliczyć koszty: podatki, koszt wynajmu lokalu (uliczni
sprzedawcy kwiatów mogą być konkurencją dla kwiaciarni, bo odpada im ten koszt; za wynajęcie miejsca zwykle płacą mniej), rachunki za wodę, energię, telefon.
Sporo idzie na
pensje pracowników. - Do
pracy w kwiaciarni nie można wziąć byle kogo. Musi to być osoba, która zna się na kwiatach, potrafi stworzyć kompozycję kwiatową, w pewnym sensie wykonuje pracę artystyczną - mówi "Gazecie" nasza rozmówczyni.
W cenie kwiatka uwzględnione jest też ryzyko. Kwiaciarnie kupują kwiaty w paczkach. Jeśli wszystkiego nie sprzedadzą, ponoszą straty (np. róża może przetrwać ok. 10 dni). Na sprzedaży róży za 12 zł kwiaciarnia może zarobić na czysto nie więcej niż złotówkę.
A co z przybraniem? Za wszelkiego rodzaju dodatki - liście, gałązki, wstążki, folię - kwiaciarnie liczą sobie dodatkowo. Do ceny przybrania doliczona może być też
praca kwiatowego artysty.