Internet na rozkładówce. Mapy cyberataków, światłowodów...

Tomasz Grynkiewicz
25.03.2013 16:00
A A A
Tak naprawdę zaskoczyła mnie tylko jedna rzecz - jak długo ludziom i spółkom zajęło to, by zagrożenie cyberatakami traktować poważnie.
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Siedzę nad mapą świata. A właściwie mapami. Na jednej - 10 państw, z których przychodzi najwięcej cyberataków na świecie. Patrząc na inną, dziwię się, że USA przegrywa z Czechami czy Łotwą w statystykach szerokopasmowego internetu. Z kolejnej wynika, że Dolina Krzemowa niekoniecznie ma wiele wspólnego z szybkim internetem. A przynajmniej nie na tle takich stanów jak Delaware, Utah czy Vermont.

Polski na mapach nie ma, bo te pokazują Top 10 w każdej kategorii. Nawet gdy zawęzimy ranking do regionu EMEA, czyli krajów Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki, najlepszy wynik to 21. pozycja na liście państw, które mają procentowo najwięcej łączy internetowych z prędkością powyżej 10 Mb/s. A to w praktyce ranking europejski, bo spoza Starego Kontynentu w regionie lepsze wyniki od nas osiągają Zjednoczone Emiraty Arabskie i Izrael.

W innych tabelkach wypadamy zwykle w okolicach 25. miejsca. Ale raz jesteśmy wyżej od Francji, Włoch czy Hiszpanii (przeciętna prędkość łącza internetowego), Norwegii (mamy wyższy procent łączy internetowych powyżej 4 Mb/s) czy Niemiec (mamy procentowo więcej łączy o prędkości powyżej 10 Mb/s).

Ale skąd w ogóle te mapy? Od amerykańskiej firmy Akamai.

Największa firma, o której nie słyszałeś

- Gdybym to ja miał wymyślać nasze hasło marketingowe, pewnie wyglądałoby tak: "Akamai, największa firma internetowa, o której nigdy nie słyszałeś" - mówi mi Tom Leighton, jeden z założycieli i obecny prezes Akamai.

Istotnie, Akamai (w języku hawajskim oznacza "inteligentny, sprytny") nie jest znaną marką, mimo że internetem zajmuje się od 1998 r., jej serwery - w sumie ponad 120 tys. - obsługują Microsoft, IBM czy Facebooka, a przez infrastrukturę spółki przechodzi, w zależności od dnia, od 15 do 30 proc. ruchu w sieci. I pomimo to, że to właśnie Leighton i Daniel Lewin (zginął w samolocie, którym terroryści uderzyli w World Trade Center) opracowali algorytmy, które pozwoliły spółkom internetowym radzić sobie z gwałtownie rosnącym ruchem w sieci.

Gdy ja przyglądam się mapom, Leighton większość moich pytań kwituje właściwie kilkoma zdaniami. - Tak naprawdę zaskoczyła mnie tylko jedna rzecz: jak długo ludziom i spółkom zajęło to, by zagrożenie cyberatakami zacząć traktować poważnie. Jeszcze trzy lata temu poważnie traktował to właściwie tylko rząd - mówi. Zaskoczyła, bo Akamai, które widzi te ataki niejako od środka, łatwo mogło się zorientować już kilka lat temu, że ataki to nie dzieło amatorów, ale profesjonalnych, zorganizowanych grup.

Bierzemy przykład z ostatnich miesięcy. To było we wrześniu 2012 r. Grupa hakerów o nazwie "Mrt. Izz ad-Din al-Qassam Cyber Fighters" zapowiedziała, że w odwecie za antymuzułmański film uderzy na amerykańskie banki. I tak długo będzie się starała zakłócić działania bankowej sieci, póki film nie zostanie usunięty z YouTube'a.

To, przynajmniej w teorii, miał być atak haktywistów, na co dzień niezależnych obywateli, ale szturmujących internetową infrastrukturę banków pod wspólnym hasłem. Ale ruch w sieci, który towarzyszył operacji ochrzczonej "Ababil", świadczy o czymś zupełnie przeciwnym. "Po pierwsze - pisze w raporcie firma Akamai, która wspomagała banki w obronie - sama skala ataku była ponad 60 razy większa niż przy innych tego typu atakach. Po drugie, pewne cechy pakietów danych, którymi bombardowali atakujący, były zbyt jednorodne jak na atak pochodzący z wielu niezależnych źródeł.

Znów zerkam na mapę. Chiny - stąd przychodzi ponad 33 proc. ataków. Czyżby więc oskarżenia pod adresem Pekinu, że wychował u siebie największą i najgroźniejszą cyberarmię były prawdziwe? W zeszłym miesiącu to właśnie sugerował raport amerykańskiej firmy Mandiant, która przez kilka lat tropiła hakerów zamieszanych we włamania do amerykańskiej armii, ministerstw, elektrowni czy koncernów telekomunikacyjnych. - Wszystkie tropy prowadzą do Szanghaju, do dowództwa jednostki 61 398. armii chińskiej - twierdzili autorzy.

- Podział geograficzny może nie mieć nic wspólnego z tym, kto naprawdę stoi za atakiem - zastrzega jednak szef Akamai. Innymi słowy, firma widzi,w jakim kraju umieszczone są urządzenia, z których przypuszczany jest cyberatak. Chodzi tu głównie o tzw. komputery zombi, nad którymi kontrolę przejęły grupy cybernajemników, Akamai nie widzi jednak, skąd przychodzi sam sygnał do ataku.

Sprawdzam polskie statystyki - według Akamai od nas pochodzi 0,9 proc. ataków, w Europie chętniej wykorzystywane są ofiary z Rosji, Rumunii, Turcji, Włoch czy Niemiec.

Dziś wszelkie rozwiązania dotyczące cyberochrony to dla Akamai jedna z najszybciej rozwijających się gałęzi biznesu (obok obsługi wideo, zwłaszcza w internecie mobilnym). - Jeszcze dziesięć lat temu nikt by tego w firmie nie przewidział - mówi Leighton.

Czeki z Doliny Krzemowej

Wracam do map z szybkim internetem. Interesująca sprawa: USA są na siódmym miejscu, jeśli chodzi o internet powyżej 10 Mb/s, są w czołówce państw z najwyższą przeciętną prędkością połączeń. Ale wypadają z mapy, na której Akamai mierzy pokrycie szerokopasmowym internetem (wliczają tu łącza powyżej 4 Mb/s).

- To oczywiście ma swoje wytłumaczenie geograficzne: mamy problem ostatniej mili, trudno jest pokryć szybkim internetem tak duży obszar - mówi Leighton. Ale za chwilę dodaje: - Z jednej strony to interesujące, że Ameryka jest miejscem, w którym rodzą się innowacyjne, zaawansowane technologie. Ale jeśli spojrzymy na ich przyjęcie w całej populacji, to już nie wygląda to tak dobrze. Nie jestem ekspertem, ale sądzę, że są jeszcze inne niż geograficzne powody tego, że innowacje szybciej rozprzestrzeniają się w krajach azjatyckich czy europejskich. Wiem, że USA jest często odbierane przez pryzmat Doliny Krzemowej jako kraj mocno zaawansowany technologicznie. Ale prawda jest też taka, że choć mamy elektroniczną bankowość, to wciąż wypisujemy czeki.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.

Zobacz więcej na temat:

Zobacz także
  • 1
  • 1
Komentarze (25)
Zaloguj się
  • 68jacekw

    Oceniono 59 razy 31

    Do czołówki zaliczamy się w takich kategoriach:korupcja,nepotyzm,upolitycznienie wiodących mediów(przez zwolenników rządzącej kliki),prąd,gaz,paliwo-najdroższe w stosunku do zarobków.2 mln emigrantów po wejściu do UE-nie widzieli szans na godne życie na "zielonej wyspie".Cynizm i obłuda urzędników każdego szczebla-od premiera poczynając.Nawet w Bułgarii potrafili pogonić swoich nieudaczników ,którzy na wszystkie problemy mieli jedna receptę-podwyżki cen.

  • lechujarek_wolski

    Oceniono 37 razy 21

    Na Kubie ludzie prawie w ogóle nie maja dostępu do internetu, ale za to mają bardzo piękne kobiety!

  • anal_fa_beta

    Oceniono 11 razy 11

    dlatego tak jest że większość ludzi zadawala to co mają i nie zależy im na szybszym łączu ja 4 lata temu miałem 2bm po 2 latach zwiększyłem do 6 a teraz mam 10 i bez zmiany ceny bo standardy wzrastają
    pamiętam jak na poczatku 2000 roku miałem modem i sciągałem mp3 i prędkość wynosiła 5kb/s i cieszyłam się ze mi tak śmiga a teraz jak mam poniżej 1mb/s to mówię że wolno idzie bo standardy się zmieniają :D

  • tia666

    Oceniono 15 razy 7

    widzialem mape z pomnikami i jestesmy w scislej czolowce, jeszcze z dwa szesnasto metrowe i Korea Pln. zdeklasowana.... hiphip hurrraaa

  • druit

    Oceniono 5 razy 5

    50/5 i za niecale 40 zl :] tylko nie od monopolistow a prywatna siec obejmujaca pol miasta - kablowki z netem i telefonia. mozna? mozna, tylko musi to isc w prywatne rece a nie monopolistow jak tepsa. jak dlugo panuje wzgledny monopol tak dlugo i cenowo i jakosciowo nic sie nie zmieni. a to ze mozna zaoferowac tanio i dobrej jakosci uslugi to chyba kazdy widzi.

    paranoja jest ostatnie twierdzenie prezesa orange, ze trzeba nauczyc klienta aby placil wiecej... taki mamy biznes monopolistyczny :] dlatego jesli macie wybor... idzcie do lokalnego dostawcy bez zastanowienia, z cala pewnoscia da wam jesli nie z miejsca to w krotkim okresie czasu znacznie lepszy poziom uslug.

  • azazel66

    Oceniono 31 razy 5

    ludzie co tu gadać wystarczy porównać dane gospodarcze z 1990 r. i z 2012, wszędzie spadek o 50 %, największe firmy w rekach obcych reszta rozdrobniona, jedyny atut to tania siła robocza, tylko dług wzrósł o 800 %.

  • siekier35

    Oceniono 28 razy 4

    coś ta nasza 'zielona wyspa' chyba powoli jest podtapiana.

  • lop_0

    Oceniono 4 razy 2

    A czy redaktore konsultowal ten artykul z rzadem?

  • ko-gut

    Oceniono 1 raz 1

    www.google.de/imgres?um=1&hl=de&client=firefox-a&hs=6AO&sa=N&rls=org.mozilla:de:official&biw=1280&bih=863&tbm=isch&tbnid=uyJLh5YK2Em_5M:&imgrefurl=http://blog.gilly.ws/2009/10/27/durchschnittliche-internet-geschwindigkeit-und-kosten-pro-mbits-weltweit&docid=qoZgleDeHjc1-M&imgurl=http://blog.gilly.ws/wp-content/uploads/2009/10/Internet-Speeds-and-Costs-Around-the-world.jpg&w=1323&h=1486&ei=MbNZUfqdAoPJtQbi24CYCw&zoom=1&iact=hc&vpx=4&vpy=116&dur=48&hovh=238&hovw=212&tx=42&ty=160&page=1&tbnh=162&tbnw=146&start=0&ndsp=30&ved=1t:429,r:0,s:0,i:82

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX