A na ekranie ludzie trzymają nad głowami płachty z fragmentami stuzłotowego banknotu. Fragmenty niczym puzzle składają się w całość. Czytelna metafora: warto być pod jednym dachem. "Robimy wszystko, by życie z kredytem stało się prostsze i lżejsze" - tłumaczy lektor.
Czegóż chcieć więcej? Na pierwszy rzut oka kredyt GE Money wygląda na istne eldorado. Mogę konsolidować
kredyty o wartości nawet 120 tys. zł, a do tego bank dołoży jeszcze dodatkową gotówkę, którą mogę przeznaczyć choćby na wakacje. I nie muszę wcale dużo zarabiać - wystarczy 600 zł na rękę. A na dodatek kredyt mogę spłacać nawet przez osiem lat!
Wszystko wyglądało tak dobrze, że aż postanowiłem zobaczyć takie eldorado na własne oczy. W jednej z warszawskich placówek GE Money podałem się za klienta: zarabiam 1500 zł miesięcznie na rękę, mam na utrzymaniu dziecko, spłacam trzy karty kredytowe, w sumie 10 tys. Sądziłem, że pójdzie mi jak z płatka. Ale nie poszło.
Internetowe prześwietlenie. Pan w oddziale zmarszczył brwi i powiedział, że nie wyliczy mi, ile bym płacił raty 10-tysięcznego kredytu konsolidacyjnego, dopóki nie podam numeru dowodu osobistego.
- Ale po co mój dowód? - wypytuję.
- Muszę coś sprawdzić w bazie - zbył mnie, nie wdając się w szczegóły.
Podałem numer (tym razem prawdziwy). Pan wpisał go do komputera i... w jednej chwili obnażył moje dziennikarskie numery. Po prostu miał internetowe połączenie z bazą Biura Informacji Kredytowej i czarno na białym zobaczył, że mam zupełnie inne kredyty. Spojrzał na mnie z politowaniem.
Naprędce wymyśliłem, że tak naprawdę przyszedłem wybadać warunki kredytu nie dla siebie, lecz dla mamy, co wziął za dobrą monetę.
Wniosek? Idąc do GE Money lub do BPH, nie próbujcie niczego ukrywać. Każdą niespłaconą złotówkę
konsultant zobaczy w komputerze.
Rata niższa, ale płacisz dwa razy więcej. Ostatecznie pan się zlitował i wyliczył, ile moja mama płaciłaby raty, gdyby chciała zamienić swoje trzy wysoko oprocentowane karty kredytowe na jeden kredyt w GE Money. Wynik tych obliczeń robił wrażenie - okazało się, że kredyt "z jedną niższą ratą" jest oprocentowany... 18,2 proc. w skali roku. Niewiele mniej od maksymalnego, na jakie pozwala w Polsce prawo - 20 proc.
Jęknąłem, ale pan nie tracił rezonu. - Rozkładając 10-tysięczny kredyt na maksymalny okres ośmiu lat, mama zapłaciłaby 210,65 zł miesięcznej raty. A przy
kredycie pięcioletnim - 270,04 zł. Ale mama musiałaby przyjść sama, z dowodem - uśmiechnął się szeroko.
Biorę kalkulator i liczę: w opcji pięcioletniej z pożyczonych 10 tys. zł "mama" musiałaby oddać bankowi ponad 16 tys. A w opcji ośmioletniej - 20,2 tys.!
W GE Money, tak jak w Lukasie, którego reklamę prześwietlałem niedawno, mechanizm konsolidacji opiera się na równie drogim kredycie jak dotychczasowe, tyle że rozłożonym na dłuższy okres.
Pojedyncza rata może być niższa, ale w sumie oddasz bankowi znacznie więcej, niż gdybyś zacisnął pasa i spłacił zgodnie z planem kredyty, które już masz.
Czy kredyty konsolidacyjne to wielkie oszustwo?
Czytaj na blogu autora