Biznes Ludzie Pieniądze

Czy NBP ma pieniądze?

Witold Orłowski, Wojciech Orliński
26.07.2009 , aktualizacja: 26.07.2009 22:07
A A A Drukuj
Wojciech Orliński: Ciągle ktoś rzuca pomysł zabrania pieniędzy z NBP, a ktoś inny wyjaśnia, że NBP ich tak naprawdę nie ma, są tylko księgową fikcją. A ja już nie wiem, co o tym myśleć. Gdyby bank centralny naprawdę miał całkiem pusty skarbiec, to chyba byłaby to strasznie zła wiadomość?
Szef NBP Sławomir Skrzypek
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Szef NBP Sławomir Skrzypek
Witold Orłowski: Krótka odpowiedź na pańskie pytanie brzmi: tak, oczywiście, że NBP ma pieniądze. A ma je głównie dlatego, że w dowolnym momencie może je wydrukować, a jeszcze łatwiej - wygenerować elektronicznie, zazwyczaj udzielając kredytu bankom komercyjnym. Kasa banku centralnego nigdy nie jest więc pusta, bo zawsze można ją zapełnić jednym kliknięciem komputerowej myszy.

No dobrze, ale jednocześnie oznacza to, że z owymi pieniędzmi NBP sprawa nie jest do końca jasna. Kasa banku centralnego to nie jest dziś piwnica pełna sztab złota (choć tak właśnie wyglądały banki centralne wiek temu, gdy emitowane przez nie papierowe banknoty mogły być w każdej chwili po stałym kursie wymienione na złoto). Skoro w dzisiejszych czasach bank centralny może sam sobie w każdej chwili kasę zapełnić, a następnie wygenerowany w ten sposób pieniądz wpuścić do gospodarki, to łatwo może dojść do sytuacji, gdy tego pieniądza znajdzie się na rynku zbyt wiele. A wówczas wzrośnie inflacja, która pożera realną wartość krążących na rynku pieniędzy.

Reasumując ten bardzo skrótowy wywód, w dzisiejszych czasach w banku centralnym zawsze można znaleźć pieniądze. Ale jeśli w jakiś sposób zmusi się bank centralny do tego, by ich wypuścił na rynek zbyt wiele, mamy kłopot. To właśnie typowa cecha pieniądza, który ekonomiści nazywają pieniądzem symbolicznym.

Angielska nazwa jest jeszcze zabawniejsza - "fiat money", czyli pieniądz, który "niech się stanie". Nieprzypadkowo brzmi to jak wypowiedziane po łacinie zaklęcie czarownika, który może stworzyć pieniądz z niczego!

Mamy więc do czynienia z sezamem, ale bardzo specyficznym. Sezam ten jest zawsze wypełniony bogactwami, ale im więcej Ali Baba ich wyniesie, tym mniej będą warte.

Pozornie więc mamy gotową odpowiedź na pańskie pytanie: pieniądze są, ale nie należy ich brać. Jednak muszę pana kolejny raz zasmucić - rzecz jest jeszcze bardziej skomplikowana. Choć w ciągu ostatnich lat co najmniej trzykrotnie padała propozycja "użycia rezerw NBP", to za każdym razem chodziło o coś zupełnie innego.

Najbardziej oczywistą (i niebezpieczną) próbą skoku na bank była propozycja Andrzeja Leppera, aby użyć na kredyty rezerw dewizowych NBP. To był zupełny ekonomiczny analfabetyzm - rezerwy dewizowe banku centralnego zostały kiedyś skupione od posiadaczy dewiz (np. polskich eksporterów), a odpowiadające im złote w tamtym momencie wypłynęły na rynek. Kierowanie ich na rynek po raz drugi, tym razem w formie kredytów, oznaczałoby właśnie tworzenie pieniędzy z niczego, dodatkowo zagrażając stabilności kursu walutowego (bo rezerwy walutowe właśnie ją zabezpieczają).

Mniej jednoznacznie można oceniać propozycję Grzegorza Kołodki, aby bank centralny oddał w formie zysku budżetowi tzw. rezerwę rewaluacyjną. Rezerwa rewaluacyjna była w istocie rzeczy pieniądzem wirtualnym, nieistniejącym fizycznie, ale stanowiącym zapis księgowy. Jej częściowe rozwiązanie oznaczałoby oczywiście także wygenerowanie z niczego pieniądza, ale były pewne podstawy, by utrzymywać, że jej wysokość jest zbyt duża.

Najwięcej kłopotów można mieć z jednoznaczną oceną tego, co obecnie proponuje Jacek Rostowski - zbilansowania przez NBP wirtualnej rezerwy tworzonej na wypadek wzmocnienia się złotego z wirtualnym zyskiem osiągniętym w wyniku osłabienia naszej waluty. To rzeczywiście skomplikowany problem księgowy, wymagający przede wszystkim dyskusji technicznej, a propozycja - choć również w jakiś sposób powoduje powstanie dodatkowego pieniądza w drodze księgowych zapisów - na pewno nie ma jednak charakteru rabunkowego, tak jak pomysły Samoobrony.

W krótkiej odpowiedzi nie mogę oczywiście dobrze wyjaśnić, na czym polegają niuanse różnych propozycji zabrania pieniędzy z NBP. Ale zdążył pan już chyba zauważyć jedno: cała rzecz ociera się o czary. Bo rzeczywiście, trudno o miejsce bardziej magiczne niż skarbiec banku centralnego, który można zapełnić kliknięciem myszy.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos