Biznes Ludzie Pieniądze

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Sieci i sidła polskich e-urzędów

Przemysław Poznański
2009-08-10, ostatnia aktualizacja 2009-08-11 14:40

W 2011 r. przestaniemy wydeptywać wyłożone gumolitem korytarze urzędów, by z rosnącą irytacją pukać od drzwi do drzwi. Administracja będzie cyfrowa - przekonuje rząd. Oby, bo dziś urzędowa rzeczywistość przyprawia o ból głowy

W 2011 r. przestaniemy wydeptywać wyłożone gumolitem korytarze urzędów, by z rosnącą irytacją pukać od drzwi do drzwi. Administracja będzie cyfrowa - przekonuje rząd. Oby, bo dziś urzędowa rzeczywistość przyprawia o ból głowy
Fot. AG
W 2011 r. przestaniemy wydeptywać wyłożone gumolitem korytarze urzędów, by z rosnącą irytacją pukać od drzwi do drzwi. Administracja będzie cyfrowa - przekonuje rząd. Oby, bo dziś urzędowa rzeczywistość przyprawia o ból głowy
Czytelnik opisuje swoje przygody z urzędem: - Chcesz dokument? Ściągasz go z sieci (zazwyczaj nie tak łatwo jest znaleźć odpowiedni druk, bo są ich setki - po co?). Oni potrzebują twojego podpisu (po co?), więc wysyłasz faksem na nazwisko urzędnika. W środę. Faks trafia do adresata już w najbliższy poniedziałek, bo faks to papier, więc nawet jak dotrze na właściwe biurko, niełatwo go znaleźć. Dlaczego nie można tego zrobić e-mailem?

Czytelniczka: - Niedawno brałam ślub w USC w Lublinie. Urodziłam się w Świdniku. Musiałam więc w Świdniku wziąć odpis aktu urodzenia, za który zapłaciłam 20 zł. Przywiozłam go do Lublina. Z mojej perspektywy wygląda to tak: na własny koszt przewożę akt urodzenia z jednej gminy do drugiej i jeszcze płacę 20 zł za tę łaskawie daną mi możliwość. Właściwie to nie powinnam narzekać, bo moje gminy są blisko, ale co ma powiedzieć człowiek, który bierze ślub w Szczecinie, a urodził się w Rzeszowie?

Dziesiątkami podobnych spostrzeżeń czytelnicy zasypali nas po artykule, w którym wiceminister MSWiA Witold Drożdż zapewniał, że już za dwa lata polskie urzędy zmienią się w e-urzędy.

Jak ma wyglądać cyfrowa rewolucja? Przede wszystkim obywatel w ogóle przestanie się martwić o zaświadczenia, zezwolenia i inne dokumenty. Będzie się o nie martwił urzędnik. Jednym z najważniejszych projektów rządu jest bowiem połączenie wszystkich już istniejących e-urzędów i stworzenie centralnej bazy danych, z której urzędnik ściągnie potrzebne mu informacje. Także w tym celu ma też powstać system CRASC - Centralny Rejestr Aktów Stanu Cywilnego. Sprawi on, że m.in. osoby biorące ślub poza miejscem zamieszkania nie będą musiały jeździć do rodzinnych miejscowości i wydostawać stamtąd akty urodzenia.

Już na początku przyszłego roku mamy mieć możliwość założenia na internetowej elektronicznej Platformie Usług Administracji Publicznej (ePUAP) tzw. Zaufanego Profilu - bezpiecznego indywidualnego konta, które pozwoli nam bez wychodzenia z domu załatwiać większość urzędowych spraw. Chodzi o to, by każdy z nas mógł wejść do internetu do jednego portalu i tam załatwić wszelkie niezbędne sprawy. Wniosek czy podanie będziemy mogli złożyć elektronicznie i niezależnie od tego, czy wejdziemy do portalu e-urzędu w Koninie lub Iławie, czy do portalu centralnego. Tak czy inaczej nasz wniosek trafi do właściwego urzędnika. Kolejnym rozdziałem cyfrowej rewolucji będzie wprowadzenie nowych dowodów osobistych zawierających już podpis elektroniczny - ich wydawanie rozpocznie się również w 2011 roku.

Wypełniam, biegam, czekam, mam dość - czyli co o e-administracji sądzą Polacy

•  Byłbym niezadowolony, gdyby urzędnicy mogli sprawdzać, jaką firmę aktualnie prowadzę, jakie są moje dochody czy też w jakich bankach mam rachunki bankowe i jakie są ich numery. Gdyby dodatkowo dowiedzieli się, jakim samochodem jeżdżę, na jakie choroby chorowałem przez ostatnie pięć lat i ile dni spędziłem na zwolnieniach lekarskich, zaczynałbym się niepokoić. Jeżeli mój dowód osobisty miałby być też kartą z moim podpisem elektronicznym pozwalającym na wykonanie wszystkiego w e-państwie, to powoli zaczynałbym się bać. Co się stanie, jeżeli zostanie on przeze mnie zgubiony lub, co gorsza, przez kogoś skradziony?

•  Część urzędów na Śląsku połączyła się tzw. projektem SEKAP. Niestety, od razu okazało się, że np. mój urząd nie przystąpił do niego. Co więcej, wdrożył już system poczty elektronicznej i mała szansa na to, by zastąpić go innym, wspólnym dla tamtych miast. Poza tym w naszym urzędzie działają dwa systemy. Pracownicy mojego wydziału walczyli jak lwy, aby nie wprowadzać danych dwukrotnie do obu systemów - zostało to potraktowane jak dziwactwo. Dla klienta na razie jest tylko gorzej. Dawniej podanie składał bezpośrednio w wydziale, który je rozpatrywał, w wyjątkowych przypadkach także w tym samym dniu. Obecnie podanie złożone w tzw. punkcie podawczym krąży od Annasza do Kajfasza, osobno jako skan, osobno oryginał.

•  Ostatnio wróciłam po 11 latach do Polski z Wielkiej Brytanii. Dział personalny przekazał mi listę dokumentów, które muszę okazać, m.in. dowód osobisty. Aby otrzymać dowód osobisty, postanowiłam się zameldować w domu rodzinnym w miejscowości, która podlega pod gminę. Powiedziano mi w urzędzie, że zajmie to minimum sześć tygodni i nie można złożyć podania o dowód tego samego dnia co dokonanie meldunku! Najpierw moje dane zostaną wprowadzone do komputera w gminie, później na dyskietce zostaną przesłane drogą pocztową do urzędu wojewódzkiego, gdzie poleżą na czyimś biurku przez tydzień albo dłużej, aby ponownie ktoś łaskawie wprowadził moje dane osobowe do kolejnego systemu komputerowego, po czym prześle ową dyskietkę tą samą drogą do ministerstwa w celu wpisania do systemu komputerowego. I dopiero kiedy moje dane po blisko dwóch tygodniach trafią do ministerstwa, mogę złożyć podanie o wydanie dowodu osobistego, oczywiście osobiście. Po czterech tygodniach odesłany zostanie „plastik”, który również osobiście muszę odebrać, i to tylko w urzędzie, w którym składałam podanie. Doznałam szoku i teraz cierpię na „syndrom powracającego”.

•  Proponuję następujące opcje: •  możliwość płacenia w urzędach kartami płatniczymi - obecne KASY to nieporozumienie, •  możliwość składania jak największej liczby wniosków przez internet; jeżeli wnioski wymagają opłat, to umożliwienie płatności internetowej za usługę, •  skończenie z wysyłaniem aktualizacji danych osobowych do urzędów skarbowych, ZUS itd. Dane powinny być aktualizowanie w bazie i czerpane bezpośrednio z niej, •  dla osób nieposiadających dostępu do komputera uruchomienie terminali w urzędach, w których można by w prosty sposób złożyć wniosek, sprawdzić status sprawy.

•  Ucieszyłbym się, gdyby informatyzacja spowodowała zastąpienie druków recept kartami czipowymi. Znikłyby problemy z nieczytelnością pisma, z podatnością na zniszczenie, z wyłudzeniami refundacji oraz z nadużyciami ze strony NFZ i jego nadinterpretacją przepisów. Rozwiązanie takie zdjęłoby wiele odpowiedzialności z barków zarówno farmaceutów (których jestem przedstawicielem), jak i samych lekarzy. Pacjent mógłby kupować dowolne przepisane pozycje w dowolnej aptece, co w tej chwili nie jest możliwe z racji niepodzielności recepty.

•  Ciekawi mnie, czy te elektroniczne zapędy rządu przeniosą się także na ZUS - ta zbiurokratyzowana instytucja była chyba najszybciej wyposażona w komputery i system mający ułatwić obsługę klientów. I co? Nie dość, że zrzucono na firmy obowiązek kupowania za własne pieniądze podpisu elektronicznego, to nadal niemal wszystko donosić trzeba w formie papierowej. Przykłady? Proszę bardzo - pracownikowi trzeba wystawić papierowe Z-3, choć ZUS ma wszystkie zawarte w tym druku dane pracownika wcześniej wysyłane w formie elektronicznej przez płatnika.

•  Kiedyś wyrabiałem prawo jazdy i rejestrowałem samochód, na stronie internetowej urzędu miejskiego w Krakowie znalazłem bardzo dobry opis potrzebnych dokumentów i całej procedury. Zostałem poinformowany, że mogę w internecie sprawdzić, czy moje prawo jazdy jest już gotowe do odbioru. Po miesiącu zacząłem sprawdzać codziennie i zawsze pojawiała się informacja, że prawa jazdy jeszcze nie ma. Postanowiłem zadzwonić i jakież było moje zdziwienie, kiedy usłyszałem od urzędniczki, że dokument już dawno jest gotowy do odbioru.

Usuńmy absurdy, potem informatyzujmy

Czy w demokratycznym państwie prawa powinno się ode mnie wymagać we wniosku o zameldowanie informacji o wykształceniu i stanie cywilnym? I po co nam w ogóle w dobie globalizacji pojęcie stałego zameldowania? - pyta Tomasz Kulisiewicz, współzałożyciel inicjatyw"Internet Obywatelski oraz Forum Nowoczesnej Administracji Publicznej.

Przemysław Poznański: Spytaliśmy czytelników, co sądzą o polskiej administracji i e-administracji. Nie pozostawili na urzędach suchej nitki.

Tomasz Kulisiewicz*: I słusznie. Ja też jestem bardzo rozczarowany obrazem polskiej administracji, w tym administracji elektronicznej. Urzędnicy nie traktują internetu jak równoprawnego narzędzia komunikacji, a obywatele też z takiej drogi nie korzystają. Według badań sprzed kilku lat zaledwie 4 proc. polskich internautów zaglądało na strony administracji publicznej. Nic dziwnego, bo najczęściej podany był tylko adres i godziny urzędowania. Dziś dodatkowo zaśmiecono strony internetowe ustawami i rozporządzeniami napisanymi biurokratycznym żargonem.

Dlaczego tak się dzieje?

- Polski model działania administracji to XIX-wieczny model papierowej biurokracji, ściśle silosowej. Każdy urząd to silos wypełniony szczelnie zamkniętymi szafami z dokumentami i ich odpowiednikami - systemami informatycznymi i bazami danych odizolowanymi od innych silosów. Taki model administracji, wywodzący się od Bismarcka i caratu, a utrwalony przez komunistów, to model, w którym urzędnik jest panem i władcą, a nie służy obywatelom. To on wymaga, zamiast świadczyć usługę.

Ale przecież od lat mówi się o informatyzowaniu administracji i sporo udało się już zrobić. Są miasta, gdzie wiele spraw można załatwić przez internet.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości gospodarcze?

Zamów newsletter!

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

5

2 głosy

Rynki

Indeksy
WIG20
WIG20