Biznes Ludzie Pieniądze

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Rodzina na swoim, czyli biznes według Stajszczaków

Piotr Głuchowski, Marcin Kowalski
2009-09-29, ostatnia aktualizacja 2009-09-27 21:15

Pierwszy biznes - sukces i afera. Drugi - tłumy wniebowzięte. Trzeci - ludzie płaczą ze złości. Czwarty z największych interesów Janusza i Mirosława Stajszczaków - bydgoski Domar - właśnie kończy się klapą.

Janusz i Mirosław Stajszczakowie uwielbiają żużel. Publicznie pokazują się razem ze swoimi rodzinami tylko na trybunie vipowskiej bydgoskiej Polonii. Na zdjęciu (od lewej): Monika Wilga (dziś brunetka),
Janusz Stajszczak (trzyma kubek z piwem), Mirosław Stajszczak i Aleksandra Spieczyńska - wtedy narzeczona, dziś już małżonka
Fot. Piotr Ulanowski
Janusz i Mirosław Stajszczakowie uwielbiają żużel. Publicznie pokazują się razem ze swoimi rodzinami tylko na trybunie vipowskiej bydgoskiej Polonii. Na zdjęciu (od lewej): Monika Wilga (dziś brunetka), Janusz Stajszczak (trzyma kubek z piwem), Mirosław Stajszczak i Aleksandra Spieczyńska - wtedy narzeczona, dziś już małżonka
Komiks o rodzinie Stajszczak
Komiks o rodzinie Stajszczak
Domar, krajowy potentat w handlu RTV i AGD, nie wytrzymał konkurencji niemieckich sieci Media Markt i Saturn. Rosnące długi spółka może spłacać jedynie towarem. 30 salonów Domaru - rozsianych po północnej Polsce od Koszalina po Mławę - wyprzedaje zapasy za połowę ceny. Nowego nie zamawiają.

Właściciele firmy zachowują spokój. Mirosław właśnie odleciał do Portugalii. Wraz z poślubioną tego lata żoną - Miss Polonia 1993 Aleksandrą Spieczyńską - zamieszkali w nowo wyremontowanym 300-metrowym domu nad oceanem. Zapowiedzieli najbliższym współpracownikom, że w Polsce zjawią się dopiero w okolicach Bożego Narodzenia, bo muszą odpocząć po weselu.

Odpoczywa także Janusz. Wraz z przyjaciółką, finalistką Miss Polski 1997 Moniką Wilgą, pływa luksusowym statkiem po Karaibach. Wcześniej oboje gościli na Florydzie, jesienią dołączą do Mirosława i Oli w Portugalii. Janusz ma tam swój pałac z widokiem na Atlantyk.

Dlaczego panowie nie martwią się upadłością Domaru, dlaczego nie próbują walczyć o uratowanie firmy? Znalezienie odpowiedzi zajęło nam trochę czasu: otóż aktywa Domaru - 77 tys. m kw. sklepów o wartości 22,6 mln - przejmuje właśnie spółka Luna Deweloper. Prezesem jej zarządu jest 26-letni syn Janusza - Łukasz Janusz Stajszczak.

Jeśli w przyszłości wierzyciele Domaru - z sądowymi nakazami zapłaty w rękach - zastukają do bram, może się okazać, że nie zostało do zlicytowania nic wartościowego. Jesienią roku 2009 towar poszedł bowiem za pół ceny, a sklepy - do nowego właściciela, czyli Luny. Luna nie ma nawet własnej siedziby, do której można zapukać - wedle danych rejestrowych mieści się w jednym z kołobrzeskich sanatoriów, ono z kolei należy do firmy, która należy do rodziny Stajszczaków.

Domniemani autorzy tej - jak to się nazywa w biznesie - "ucieczki spod licytacji" spędzają jesień 2009 na Półwyspie Iberyjskim i zapewne nikt nie zdoła postawić im żadnego zarzutu.

Obaj bracia Stajszczak dobrze odrobili lekcje, jaką dały im policja z prokuraturą, po tym gdy 18 lat temu przerzucili poza zasięg komorników majątek swej pierwszej sieci handlowej - Weltineksu.

To wtedy przylgnęła do nich łatka aferzystów. Prasa ukuła nazwę: Schnapsgate. Ale żadna ówczesna gazeta nie napisała, o co dokładnie chodzi.

PIERWSZY BIZNES: WELTINEX

A przecież numer był stosunkowo prosty - jeśli na niego spojrzeć z obecnej perspektywy.

Lato roku 1989, tuż po pierwszych wolnych wyborach. Sklepy puste, naród pije - kolejki stoją równo po wódkę, piwo, wino. Milicja ściga bimbrowników. Jasne jest, że każdy, kto zaoferuje alkohol tanio i legalnie, zrobi majątek.

30-letni Janusz Stajszczak, żonaty od kilku lat właściciel przejętego po matce stoiska warzywnego na bydgoskiej hali targowej, codziennie ćwiczy się w biznesie. Z zawodu jest kolejarzem, ale nigdy w tym fachu nie pracował. Handlował pod bankiem walutą, teraz - oficjalnie - handluje pieczarkami i cytrusami. Pod ladą ma kawę z NRD, w kieszeniach bony (czyli zamienniki dolarów wypuszczane przez PRL) i prawdziwe dolary.

Obraca też przywożonymi przez brata tureckimi dżinsami i swetrami. Sam nosi się poważnie: garnitur od krawca, broda, wąsy. W bydgoskim Orbisie ma stolik, przy którym nikt inny nie może siadać.

Kiedy przychodzi Stajszczak, kelner bez pytania przynosi danie "fantazja szefa": zestaw wszystkich mięs serwowanych w lokalu plus surówka. Janusz sam skomponował tę potrawę. Lubi wypić, ale się nie upija, chętnie za to stawia znajomym i tym, których widzi po raz pierwszy. Ma dar do nawiązywania przyjaźni, a głowę pełną pomysłów.

W gazecie czyta, że komunistyczne jeszcze Ministerstwo Finansów zwalnia od podatku zyski ze sprzedaży polskich towarów za granicą. Urzędnicy próbują pobudzić socjalistyczne przedsiębiorstwa do produkcji na eksport. Zwolnienie - o czym Janusz dowiaduje się już prywatnie, dzięki znajomości z pewnym milicjantem (czy raczej esbekiem) - obejmuje także tzw. eksport wewnętrzny, sprzedaż w kraju, ale za dolary: w Peweksach.

Wódka to specyficzny produkt. W jej cenie koszt wytworzenia stanowi ledwo ułamek, większość to podatki, którymi każda flaszka jest obłożona od szyjki po denko. Ten, kto mógłby sprzedawać ją bezpodatkowo, byłby wygrany, że hej!

Są jednak trzy kłopoty.

•  Pierwszy: skąd wziąć wódkę?

Polskie gorzelnie produkują za mało i za drogo. Każdy może jednak alkohol sprowadzić - bardzo tanio i w nieograniczonej ilości - z Niemiec. Trzeba tylko zapłacić wysokie cło.

Tu przydaje się inny z nowych przepisów Ministerstwa Finansów, o którym wspomina milicyjny znajomy. Produkty pochodzące z krajów Trzeciego Świata są wolne od cła.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Wyborcza.biz w Twoim iPhonie -

pobierz aplikację!

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.7

110 głosów