Co zrobić, żeby doradcy finansowi nie wciskali nam kitu?
Maciej Samcik
2009-11-10, ostatnia aktualizacja 2009-11-09 08:55
Doradcy finansowi, choć uważają się za lekarzy naszych domowych finansów, często są tylko zwykłymi pośrednikami finansowymi, którym zależy wyłącznie na zgarnięciu prowizji. A ich największym grzechem jest brak niezależności. Co zrobić, żeby to się zmieniło?
ZOBACZ TAKŻE
- Raport: w 2009 r. powierzyliśmy doradcom finansowym aż 16 mld zł! (16-02-10, 09:20)
- Sześć rzeczy, które powinieneś wiedzieć o swoim doradcy finansowym (10-11-09, 14:00)
- Kolejny bank obniża marże kredytów hipotecznych! (05-11-09, 08:29)
- Polacy inwestują miliardy w lokaty-cuda, które nie przynoszą zysku (02-11-09, 21:14)
- Negocjuj, krezusie, czyli co gruby portfel może w banku (30-10-09, 13:09)
- Doradca doradził, a klientka straciła 160 tys. zł (29-10-09, 20:19)
- Co zrobić z doradcami finansowymi? (16-02-09, 14:10)
Czytelniczka z pomocą doradców Open Finance chciała przenieść kredyt hipoteczny z Noble Banku do Millennium. Ktoś zapomniał wypełnić jakiś papierek. Efekt - została z dwoma kredytami na karku. Doradca doradził, a klientka straciła 160 tys. zł. Teraz doradcy umywają ręce. Tę historię opisywałem w "Gazecie" kilka dni temu.
Trzeba to powiedzieć głośno: dziś ta branża jest poza wszelką kontrolą. Doradcy nie muszą mieć żadnych kwalifikacji, żeby wykonywać swój zawód. Nie muszą zdawać egzaminów z wiedzy o finansach ani kończyć żadnych kursów. Nie są odpowiedzialni za błędy, które popełniają. Nie kontroluje ich Komisja Nadzoru Finansowego. I w ogóle nie chce ich kontrolować.
A samym doradcom zależy zazwyczaj tylko na tym, by sprzedawać produkty, od których mają najwyższe prowizje. Mam na biurku kilkanaście opowieści klientów, którym doradca finansowy wmawiał, że ich wniosek kredytowy złożony w tańszym banku został odrzucony i trzeba brać kredyt w tym droższym. Albo doradca "zapomniał" wysłać papiery do tańszego banku.
Nie możemy dłużej tego tolerować. Przez Open Finance, Expandera, Gold Finance czy Notusa przechodzi już co czwarty kredyt hipoteczny. Za ich pośrednictwem inwestujemy kilka miliardów złotych oszczędności rocznie!
Czytaj też: Wasz sąd nad doradcami finansowymi
Doradca finansowy, który nie jest niezależny, zaprzecza sensowi istnienia swojego zawodu. Co z tego, że sieć doradców będzie puszy się, że jest "najlepsza", bo można w niej wybierać z ofert 25 czy 35 banków, jeśli później co drugiemu klientowi będzie wciskała produkt zaprzyjaźnionego banku?
Co więc robić, by doradcy finansowi przestali nas naciągać? Na Zachodzie prowizję z tytułu porady płaci klient, a nie instytucja finansowa. Doradca nie będzie namawiał go do zakupu rozwiązania, na którym zarobi najlepiej, bo cokolwiek by wybrał, dostanie od klienta taką samą prowizję.
Ale płatne usługi doradztwa finansowego już się na polskim rynku nie przyjmą. Klienci są przyzwyczajeni, że doradca finansowy jest "za darmo". Zresztą sami doradcy, żyjąc jak pączki w maśle z prowizji od banków, nie daliby się zapewne namówić na tak poważną zmianę profilu działalności.
Mam inny pomysł.
Po pierwsze, wszystkie sieci doradców finansowych, które deklarują, że chcą działać etycznie, powinny już od jutra umówić się, że każda ich porada dla klienta będzie sporządzana na piśmie z uzasadnieniem. Jeśli doradca wybierze np. kredyt banku A, powinien napisać, dlaczego jest on lepszy od kredytów banków B, C i D. Jeśli banki B, C i D odrzucą wniosek kredytowy, niech doradca wyraźnie napisze w sprawozdaniu dla klienta, dlaczego tak się stało. Klient musi mieć pewność, że doradca nie manipulował ofertami banków i wnioskami kredytowymi.
Czytaj też: Naciągana najlepszość
Po drugie, firmy doradztwa finansowego, które należą do banków, powinny informować klientów na piśmie o każdym potencjalnym konflikcie interesów. Jeśli doradca zaoferuje klientowi kredyt banku należącego do tej samej grupy kapitałowej, klient musi być tego świadomy.
Po trzecie, doradcy finansowi powinni ujawniać wysokość prowizji, które otrzymaliby w przypadku wyboru przez klienta określonego rozwiązania.
Oczywiście ktoś może powiedzieć, że to tajemnica handlowa. A ja mówię, że ta prowizja jest pobierana de facto z portfela klienta, więc ma on prawo wiedzieć, ile wyniesie. Zwłaszcza że ostatnio doradcy finansowi zaczęli się specjalizować w sprzedawaniu klientom skomplikowanych produktów finansowych, np. kredytu plus programów oszczędzania, który zobowiązuje do inwestowania przez kilkanaście lat określonych kwot. By brać podwójną prowizję - od kredytu i od inwestycji.
Czytaj też: czy doradca finansowy za coś odpowiada?
Obowiązek pisemnego uzasadniania każdej porady doradcy, ujawnienia konfliktu interesów i wysokości pobranej prowizji będzie dla klienta swego rodzaju polisą ubezpieczeniową. Doradcy, wiedząc o takim obowiązku, będą się bardziej pilnowali, zaś klienci wreszcie będą mieli w ręku jakiś dokument, by mieć podstawę do ewentualnej reklamacji.
Dziś wiarygodność zawodu doradcy finansowego stoi nad przepaścią. W interesie doradców jest to, by ją ratować.
Trzeba to powiedzieć głośno: dziś ta branża jest poza wszelką kontrolą. Doradcy nie muszą mieć żadnych kwalifikacji, żeby wykonywać swój zawód. Nie muszą zdawać egzaminów z wiedzy o finansach ani kończyć żadnych kursów. Nie są odpowiedzialni za błędy, które popełniają. Nie kontroluje ich Komisja Nadzoru Finansowego. I w ogóle nie chce ich kontrolować.
A samym doradcom zależy zazwyczaj tylko na tym, by sprzedawać produkty, od których mają najwyższe prowizje. Mam na biurku kilkanaście opowieści klientów, którym doradca finansowy wmawiał, że ich wniosek kredytowy złożony w tańszym banku został odrzucony i trzeba brać kredyt w tym droższym. Albo doradca "zapomniał" wysłać papiery do tańszego banku.
Nie możemy dłużej tego tolerować. Przez Open Finance, Expandera, Gold Finance czy Notusa przechodzi już co czwarty kredyt hipoteczny. Za ich pośrednictwem inwestujemy kilka miliardów złotych oszczędności rocznie!
Czytaj też: Wasz sąd nad doradcami finansowymi
Doradca finansowy, który nie jest niezależny, zaprzecza sensowi istnienia swojego zawodu. Co z tego, że sieć doradców będzie puszy się, że jest "najlepsza", bo można w niej wybierać z ofert 25 czy 35 banków, jeśli później co drugiemu klientowi będzie wciskała produkt zaprzyjaźnionego banku?
Co więc robić, by doradcy finansowi przestali nas naciągać? Na Zachodzie prowizję z tytułu porady płaci klient, a nie instytucja finansowa. Doradca nie będzie namawiał go do zakupu rozwiązania, na którym zarobi najlepiej, bo cokolwiek by wybrał, dostanie od klienta taką samą prowizję.
Ale płatne usługi doradztwa finansowego już się na polskim rynku nie przyjmą. Klienci są przyzwyczajeni, że doradca finansowy jest "za darmo". Zresztą sami doradcy, żyjąc jak pączki w maśle z prowizji od banków, nie daliby się zapewne namówić na tak poważną zmianę profilu działalności.
Mam inny pomysł.
Po pierwsze, wszystkie sieci doradców finansowych, które deklarują, że chcą działać etycznie, powinny już od jutra umówić się, że każda ich porada dla klienta będzie sporządzana na piśmie z uzasadnieniem. Jeśli doradca wybierze np. kredyt banku A, powinien napisać, dlaczego jest on lepszy od kredytów banków B, C i D. Jeśli banki B, C i D odrzucą wniosek kredytowy, niech doradca wyraźnie napisze w sprawozdaniu dla klienta, dlaczego tak się stało. Klient musi mieć pewność, że doradca nie manipulował ofertami banków i wnioskami kredytowymi.
Czytaj też: Naciągana najlepszość
Po drugie, firmy doradztwa finansowego, które należą do banków, powinny informować klientów na piśmie o każdym potencjalnym konflikcie interesów. Jeśli doradca zaoferuje klientowi kredyt banku należącego do tej samej grupy kapitałowej, klient musi być tego świadomy.
Po trzecie, doradcy finansowi powinni ujawniać wysokość prowizji, które otrzymaliby w przypadku wyboru przez klienta określonego rozwiązania.
Oczywiście ktoś może powiedzieć, że to tajemnica handlowa. A ja mówię, że ta prowizja jest pobierana de facto z portfela klienta, więc ma on prawo wiedzieć, ile wyniesie. Zwłaszcza że ostatnio doradcy finansowi zaczęli się specjalizować w sprzedawaniu klientom skomplikowanych produktów finansowych, np. kredytu plus programów oszczędzania, który zobowiązuje do inwestowania przez kilkanaście lat określonych kwot. By brać podwójną prowizję - od kredytu i od inwestycji.
Czytaj też: czy doradca finansowy za coś odpowiada?
Obowiązek pisemnego uzasadniania każdej porady doradcy, ujawnienia konfliktu interesów i wysokości pobranej prowizji będzie dla klienta swego rodzaju polisą ubezpieczeniową. Doradcy, wiedząc o takim obowiązku, będą się bardziej pilnowali, zaś klienci wreszcie będą mieli w ręku jakiś dokument, by mieć podstawę do ewentualnej reklamacji.
Dziś wiarygodność zawodu doradcy finansowego stoi nad przepaścią. W interesie doradców jest to, by ją ratować.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Wyborcza.biz w Twoim iPhonie -
pobierz aplikację!
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
4
23 głosy
Przeczytaj 23 komentarze na Forum
-
Kłótnia o dotacje w regionach. Ministerstwo rozpoczyna kontrole
-
Polska prosi KE o prawo do 208,5 mln ton CO2 dla firm
-
Nowość w prawie telekomunikacyjnym: abonent to właściciel telefonu na kartę
-
Prezes NBP Sławomir Skrzypek: Zbliża się czas podwyżek stóp
-
Mediatel z CenterNetem: Stworzymy unikalną ofertę w komórkach
Wyborcza.biz poleca
Biznes, Ludzie, Pieniądze

Azbest będzie przetwarzany i znów wykorzystywany
PRZEŚWIETLAMY REKLAMY

Pożyczka u Stefczyka: wygodne raty mogą nieco uwierać
KOBIETA SUKCESU

Ma 30 lat i zarządza majątkiem wartym 2 mld zł
SŁAWNI O FINANSACH










