Po co fiskusowi komputery? E-podatki mamy w lesie
Piotr Skwirowski
2009-11-16, ostatnia aktualizacja 2009-11-15 21:17
W sierpniu minęło 20 lat od czasu, gdy ogłoszono przetarg na komputeryzację polskich podatków. I co? Rozliczając się za zeszły rok, złożyliśmy w urzędach skarbowych prawie 20 mln formularzy PIT. Papierowych. I jakieś 85 tys. elektronicznych. Do powszechnego systemu e-rozliczeń wciąż nam daleko.
ZOBACZ TAKŻE
- 7,5 tys. Amerykanów przyznało się fiskusowi do zagranicznych kont (19-10-09, 12:00)
- Sąd stępił interpretacje podatkowe (14-12-09, 21:21)
- "DGP": Fiskus chce zarobić na spóźnialskich nawet 15 mln zł (10-12-09, 06:30)
- Szkoły językowe nie chcą VAT-u (01-12-09, 21:16)
- Nasze podatki wrogie firmom, ale ma być lepiej (25-11-09, 13:18)
- Czy fiskus obłoży szkoły językowe podatkiem VAT? (26-10-09, 20:53)
- Fiskus miał kij i marchewkę w podatku VAT, została tylko marchewka (20-10-09, 21:06)
- Fiskus w areszcie. Były naczelnik z zarzutami (07-10-09, 19:36)
Kontrakt na komputeryzacje wygrała francuska firma Bull SA. Według raportu NIK ogłoszonego na początku 1996 r. ostateczną cenę kontraktu ustalono na 442,9 mln franków. Potem były jednak jeszcze warte kolejne miliony aneksy do kontraktu. Dziś chyba nikt nie jest już w stanie powiedzieć, ile kosztowała nas ta cała komputeryzacja podatków. Tym bardziej że proces ten cały czas trwa. A końca jakoś nie widać.
W zeszłym roku z wielką pompą uruchomiono możliwość składania PIT przez internet. Nie od początku rozliczeń, tylko pod sam koniec. I nie wszystkich rodzajów formularzy, ale tylko jednego. Najważniejsze było jednak, że dało się to zrobić bez tzw. bezpiecznego podpisu elektronicznego. Z takim podpisem można było składać PIT-y już trochę wcześniej, ale prawie nikt nie składał, bo podpis jest drogi i dla samego rozliczenia się z fiskusem nie warto go kupować.
Gdy już można się było łatwiej rozliczać, zapchały się serwery w Ministerstwie Finansów. Jednak i tak na twarzach wielu podatników pojawiły się szerokie uśmiechy. Bo wreszcie się udało.
Nadzieję w serca wlały też ogłoszone bodajże w marcu 2009 r. założenia do programu e-Podatki. Ministerstwo Finansów zapewniło, że w kolejnych latach przez sieć bez bezpiecznego podpisu będzie można składać także inne PIT-y. Będzie też możliwość zaimportowania formularzy wypełnionych w innych programach. A do 2013 r. podatnicy dostaną internetowe konta podatkowe podobne do kont bankowych, gdzie będzie można sprawdzić stan swoich rozliczeń z fiskusem.
To założenia. A jaka jest rzeczywistość? Ministerstwo Finansów zdradziło nam, że w 2010 r. bez bezpiecznego podpisu nadal można będzie składać PIT-37 (z ulgowymi formularzami PIT/O, PIT/D i PIT-2K). I to już od stycznia 2010 r. To zdecydowanie najpowszechniejszy PIT, składa go prawie 16,5 mln podatników. Część z nich zapewne przerzuci się na e-PIT-37. Do tego dojdzie możliwość wysłania siecią PIT-38 (rozliczenie podatku od dochodów kapitałowych, przede wszystkim z inwestycji na giełdzie). Za zeszły rok fiskus dostał trochę ponad 243 tys. takich formularzy. Nowością będzie PIT-39 - będą go składać osoby, które sprzedały w 2009 r. nieruchomości.
Trudno to uznać za sukces. W zasadzie od zeszłego roku zrobimy jedynie niewielki kroczek do powszechnego e-PIT-owania. Przez sieć będziemy mogli składać to, co już wystartowało przy rozliczeniach za 2008 r. Do tego dojdą dwa w gruncie rzeczy niszowe PIT-y. Na dodatek wygląda też na to, że przez rok nie dało się załatwić zwykłych biurokratycznych niedoróbek systemu. I tak małżonkowie, którzy będą chcieli się wspólnie rozliczyć elektronicznie, jak rok wcześniej będą najpierw musieli zanieść do urzędu skarbowego papierowe zgłoszenie do e-PIT-owania. Podatnik, który popełni błąd w PIT wysłanym siecią, będzie go nadal poprawiał na papierze. To kuriozum, które ośmiesza nasze e-podatki. Mamy chyba jedyne w świecie takie trochę papierowe PIT-y elektroniczne.
Tymczasem, jak sprawdziła dla nas firma doradcza KPMG, internetowe rozliczenia to codzienność w niemal wszystkich krajach Europy. W Estonii już w 2007 r. elektronicznie podatki rozliczyło aż 86 proc. osób! E-deklaracje podatnicy mogą wysyłać m.in. w Irlandii, Wielkiej Brytanii, we Włoszech, na Węgrzech, a także na Łotwie czy Litwie. Mało tego, np. w Norwegii, Finlandii, we Francji czy w Wielkiej Brytanii zeznania roczne dla podatników przygotowują urzędy skarbowe. Można je potem zaakceptować SMS-em.
My musimy się cieszyć z drobnego kroczku fiskusa w stronę sieci. Tymczasem w przyszłym roku poza systemem e-podatków (tym bez bezpiecznego podpisu elektronicznego) zostaną wszystkie osoby prowadzące działalność gospodarczą: 2,3 mln tych, którzy składają PIT-36, 500 tys. ryczałtowców (PIT-28) i kolejne 500 tys. "liniowców" (PIT-36L). W sumie grubo ponad 3 mln osób! Zwykle bardzo prężnych, takich, które często i chętnie korzystają z internetu.
Podatki przez internet to nie tylko wygoda dla podatników, ale także oszczędności dla państwa. Dziś w całym kraju co roku składa się i przetwarza (czytaj: przepisuje) 70 mln deklaracji PIT, CIT, VAT i akcyzowych. Marnuje się przy tym ogromna ilość papieru. Do samych tylko rozliczeń z podatku od dochodów osobistych za 2008 r. Ministerstwo Finansów zamówiło w sumie 111 mln formularzy i broszur informacyjnych. Wedle naszych wyliczeń potrzeba na to prawie 348 mln kartek papieru A4. Co roku pod nóż (a raczej pod piłę) idzie całkiem pokaźny kawałek lasu. Tę górę PIT-ów rozwożą potem po całej Polsce dziesiątki, jeśli nie setki ciężarówek.
Sam resort finansów w uzasadnieniu do programu e-Podatki oszacował "sumę utraconych korzyści społecznych wynikającą z braku możliwości składania deklaracji podatkowych drogą elektroniczną" na 1 mld zł rocznie. - Osiągnięcie wskaźnika 50-proc. udziału deklaracji podatkowych składanych w formie elektronicznej da gospodarce oszczędności liczone w setkach milionów złotych rocznie - wyliczył.
Na 50 proc. jeszcze chyba długo będziemy czekali. A urzędnicy znów będą miesiącami wklepywali do komputerów to, co w papierowych PIT-ach prześlą im podatnicy. Ot, polskie e-podatki.
W zeszłym roku z wielką pompą uruchomiono możliwość składania PIT przez internet. Nie od początku rozliczeń, tylko pod sam koniec. I nie wszystkich rodzajów formularzy, ale tylko jednego. Najważniejsze było jednak, że dało się to zrobić bez tzw. bezpiecznego podpisu elektronicznego. Z takim podpisem można było składać PIT-y już trochę wcześniej, ale prawie nikt nie składał, bo podpis jest drogi i dla samego rozliczenia się z fiskusem nie warto go kupować.
Gdy już można się było łatwiej rozliczać, zapchały się serwery w Ministerstwie Finansów. Jednak i tak na twarzach wielu podatników pojawiły się szerokie uśmiechy. Bo wreszcie się udało.
Nadzieję w serca wlały też ogłoszone bodajże w marcu 2009 r. założenia do programu e-Podatki. Ministerstwo Finansów zapewniło, że w kolejnych latach przez sieć bez bezpiecznego podpisu będzie można składać także inne PIT-y. Będzie też możliwość zaimportowania formularzy wypełnionych w innych programach. A do 2013 r. podatnicy dostaną internetowe konta podatkowe podobne do kont bankowych, gdzie będzie można sprawdzić stan swoich rozliczeń z fiskusem.
To założenia. A jaka jest rzeczywistość? Ministerstwo Finansów zdradziło nam, że w 2010 r. bez bezpiecznego podpisu nadal można będzie składać PIT-37 (z ulgowymi formularzami PIT/O, PIT/D i PIT-2K). I to już od stycznia 2010 r. To zdecydowanie najpowszechniejszy PIT, składa go prawie 16,5 mln podatników. Część z nich zapewne przerzuci się na e-PIT-37. Do tego dojdzie możliwość wysłania siecią PIT-38 (rozliczenie podatku od dochodów kapitałowych, przede wszystkim z inwestycji na giełdzie). Za zeszły rok fiskus dostał trochę ponad 243 tys. takich formularzy. Nowością będzie PIT-39 - będą go składać osoby, które sprzedały w 2009 r. nieruchomości.
Trudno to uznać za sukces. W zasadzie od zeszłego roku zrobimy jedynie niewielki kroczek do powszechnego e-PIT-owania. Przez sieć będziemy mogli składać to, co już wystartowało przy rozliczeniach za 2008 r. Do tego dojdą dwa w gruncie rzeczy niszowe PIT-y. Na dodatek wygląda też na to, że przez rok nie dało się załatwić zwykłych biurokratycznych niedoróbek systemu. I tak małżonkowie, którzy będą chcieli się wspólnie rozliczyć elektronicznie, jak rok wcześniej będą najpierw musieli zanieść do urzędu skarbowego papierowe zgłoszenie do e-PIT-owania. Podatnik, który popełni błąd w PIT wysłanym siecią, będzie go nadal poprawiał na papierze. To kuriozum, które ośmiesza nasze e-podatki. Mamy chyba jedyne w świecie takie trochę papierowe PIT-y elektroniczne.
Tymczasem, jak sprawdziła dla nas firma doradcza KPMG, internetowe rozliczenia to codzienność w niemal wszystkich krajach Europy. W Estonii już w 2007 r. elektronicznie podatki rozliczyło aż 86 proc. osób! E-deklaracje podatnicy mogą wysyłać m.in. w Irlandii, Wielkiej Brytanii, we Włoszech, na Węgrzech, a także na Łotwie czy Litwie. Mało tego, np. w Norwegii, Finlandii, we Francji czy w Wielkiej Brytanii zeznania roczne dla podatników przygotowują urzędy skarbowe. Można je potem zaakceptować SMS-em.
My musimy się cieszyć z drobnego kroczku fiskusa w stronę sieci. Tymczasem w przyszłym roku poza systemem e-podatków (tym bez bezpiecznego podpisu elektronicznego) zostaną wszystkie osoby prowadzące działalność gospodarczą: 2,3 mln tych, którzy składają PIT-36, 500 tys. ryczałtowców (PIT-28) i kolejne 500 tys. "liniowców" (PIT-36L). W sumie grubo ponad 3 mln osób! Zwykle bardzo prężnych, takich, które często i chętnie korzystają z internetu.
Podatki przez internet to nie tylko wygoda dla podatników, ale także oszczędności dla państwa. Dziś w całym kraju co roku składa się i przetwarza (czytaj: przepisuje) 70 mln deklaracji PIT, CIT, VAT i akcyzowych. Marnuje się przy tym ogromna ilość papieru. Do samych tylko rozliczeń z podatku od dochodów osobistych za 2008 r. Ministerstwo Finansów zamówiło w sumie 111 mln formularzy i broszur informacyjnych. Wedle naszych wyliczeń potrzeba na to prawie 348 mln kartek papieru A4. Co roku pod nóż (a raczej pod piłę) idzie całkiem pokaźny kawałek lasu. Tę górę PIT-ów rozwożą potem po całej Polsce dziesiątki, jeśli nie setki ciężarówek.
Sam resort finansów w uzasadnieniu do programu e-Podatki oszacował "sumę utraconych korzyści społecznych wynikającą z braku możliwości składania deklaracji podatkowych drogą elektroniczną" na 1 mld zł rocznie. - Osiągnięcie wskaźnika 50-proc. udziału deklaracji podatkowych składanych w formie elektronicznej da gospodarce oszczędności liczone w setkach milionów złotych rocznie - wyliczył.
Na 50 proc. jeszcze chyba długo będziemy czekali. A urzędnicy znów będą miesiącami wklepywali do komputerów to, co w papierowych PIT-ach prześlą im podatnicy. Ot, polskie e-podatki.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Wyborcza.biz w Twoim iPhonie -
pobierz aplikację!
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
3
4 głosy
Przeczytaj 5 komentarzy na Forum
-
Kłótnia o dotacje w regionach. Ministerstwo rozpoczyna kontrole
-
Polska prosi KE o prawo do 208,5 mln ton CO2 dla firm
-
Nowość w prawie telekomunikacyjnym: abonent to właściciel telefonu na kartę
-
Prezes NBP Sławomir Skrzypek: Zbliża się czas podwyżek stóp
-
Mediatel z CenterNetem: Stworzymy unikalną ofertę w komórkach
Wyborcza.biz poleca
Biznes, Ludzie, Pieniądze

Azbest będzie przetwarzany i znów wykorzystywany
PRZEŚWIETLAMY REKLAMY

Pożyczka u Stefczyka: wygodne raty mogą nieco uwierać
KOBIETA SUKCESU

Ma 30 lat i zarządza majątkiem wartym 2 mld zł
SŁAWNI O FINANSACH










