Biznes Ludzie Pieniądze

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Kryzys prawie za nami. I co dalej?

Patrycja Maciejewicz, Leszek Baj
2009-12-27, ostatnia aktualizacja 2009-12-27 21:00

Polska gospodarka w czasie kryzysu poradziła sobie najlepiej w całej Unii Europejskiej. Ekonomiści jednak ostrzegają: - Reformy czas zacząć, bo inni znowu nas prześcigną

Kryzys finansowy uderzył w firmy
fot. Golf24
Kryzys finansowy uderzył w firmy
Jak kraje naszego regionu radzą sobie z kryzysem
Jak kraje naszego regionu radzą sobie z kryzysem
Wyniki naszej gospodarki dają nam wiele powodów do zadowolenia. Jako jedyny kraj Unii nie wpadliśmy w szpony recesji, mamy dodatnie, na przyzwoitym poziomie tempo wzrostu gospodarczego. Mało tego, nasza produkcja przemysłowa zdołała już wydostać się z dołka, podczas gdy Unia głęboko jeszcze w nim tkwi. Ludzie nie przestali wydawać pieniędzy, kończą się zwolnienia w firmach, eksport staje na nogi, środki unijne zapewniają nam gigantyczne inwestycje w infrastrukturę. W ostatnim kwartale mamy szanse na ponad 3-proc. tempo wzrostu PKB. I podobne w całym 2010 r.

- Polska przeszła przez kryzys najłagodniej, bo jest mało otwartą gospodarką, a więc była mniej narażona na załamanie popytu zewnętrznego. Z drugiej strony szczęśliwym trafem obniżka podatku PIT i składki rentowej uratowała wydatki konsumentów przed załamaniem - mówi Radosław Bodys, ekonomista BoA ML.

Brzmi rewelacyjnie? Nie ma powodów do narzekań? Tylko pozornie.

Upajamy się dotychczasowymi gospodarczymi osiągnięciami, zamiast zastanowić się, jak wyjść z kryzysu. - Polska nie odczuła mocno kryzysu, a to znaczy, że może nie mieć bodźca, by po nim posprzątać. Istnieje ryzyko, że przez to wasza gospodarka zostanie w tyle - ostrzegał już na początku października na łamach "Gazety" Indermit S. Gill, główny ekonomista Banku Światowego w Europie i Azji Centralnej.

Chodzi o to, że jeśli nie zrobimy porządku w finansach publicznych, nie zmniejszymy długu, który ściska naszą gospodarkę za gardło, to za chwilę okaże się, że to inni są liderami wzrostu.

- A my brniemy w ten dług. Rząd dotychczas zrobił niewiele, by zreformować finanse. Zasłania się tym, że jakikolwiek projekt zostanie zawetowany przez prezydenta - ubolewa Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów, dziś doradca Business Centre Club.

Rząd pracuje nad planem konsolidacji finansów publicznych, ale konkretów na razie brakuje.

W artykule opublikowanym w "Gazecie" minister finansów Jacek Rostowski przekonuje, że rząd wyciągnie Polskę z długów. - Przygotowaliśmy dwuletni "Plan rozwoju i konsolidacji finansów publicznych", który ma na celu ograniczyć poziom długu i na przestrzeni kilku lat sprawić, że Polska po kryzysie światowym będzie w pierwszej piątce najmniej zadłużonych krajów Europy - przekonuje Rostowski. - Żeby tak się jednak stało, plan musi spotkać się z przychylnością opozycji i prezydenta. Jeśli tak się nie stanie, jego realizacja odłożona zostanie do czasu, gdy w Pałacu Prezydenckim zasiądzie osoba odpowiedzialna. Do tego czasu wszystkie apele o przyspieszenie reform rząd Donalda Tuska odsyłać będzie do ich właściwego adresata - prezydenta Lecha Kaczyńskiego - kończy Rostowski.

Nie udawać Greka

Choć pod względem tempa wzrostu PKB jeszcze jesteśmy liderami, to charakterystyczne jest to, że w tym samym czasie pogłębia się nasz deficyt sektora finansów publicznych. W ubiegłym roku wynosił on 3,6 proc. PKB, a w przyszłym będzie ponad dwa razy wyższy.

Co w tym złego? - Bez ograniczania deficytu i długu publicznego wzrośnie koszt zadłużania się, a rynki finansowe zaczną drożej wyceniać wiarygodność kraju - podkreśla Kaspar Richter, główny ekonomista Banku Światowego w naszym regionie. - Każdy 1 pkt proc. wzrostu rentowności skutkowałby 6-7 mld zł więcej rocznie na koszcie obsługi zadłużenia - dodaje Stanisław Gomułka.

Jak bardzo to boli, przekonała się ostatnio Grecja. - Przed kryzysem inwestorzy sądzili, że wiarygodność Grecji jest podobna do Niemiec. Teraz już tak nie uważają - mówi ekonomista Banku Światowego.

Grecja w ostatnich tygodniach jest na cenzurowanym, choć długo panowało przekonanie, że członkostwo tego kraju w strefie euro jest swoistą gwarancją dla wierzycieli i polisą ubezpieczeniową dla kraju. Jeszcze we wrześniu tamtejszy rząd przekonywał, że tegoroczny deficyt budżetowy sięgnie 6 proc. PKB. W październiku, po wyborach, nowy rząd zmienił szacunki na aż 12,7 proc. PKB! To zaskoczyło inwestorów i Brukselę. Grecka wiarygodność mocno ucierpiała, gdy agencje ratingowe Fitch i Standard & Poor's obniżyły jej oceny.

- Wniosek z tego jest prosty: nie ma innego wyjścia jak jasna i przejrzysta polityka fiskalna - mówi Richter.

Cud nad Balatonem

Dobrze o tym wiedzą Węgrzy. Ponad trzy lata temu ujawniono w ich kraju taśmy prawdy, w których ówczesny węgierski premier Ferenc Gyurcsany przyznał, że przed wyborami mamił wyborców obietnicami wyższych emerytur i pensji, wiedząc, że sytuacja budżetu jest fatalna. W 2006 r. deficyt budżetowy sięgnął na Węgrzech 9,3 proc. PKB.

Dopiero to zmusiło rząd do oszczędności. Rozpoczęły się bolesne reformy - podwyższono podatki, rząd obciął dopłaty do towarów i usług, zmniejszył subsydia m.in. do leków czy gazu. Odbyło się to jednak kosztem wzrostu gospodarczego, który w 2007 r. sięgnął 1 proc., a rok później - 0,6 proc.

W drugiej połowie 2008 r. osłabiona węgierska gospodarka dostała kolejny cios. Światowy kryzys uderzył w nią ze zdwojoną siłą, inwestorzy przestali kupować węgierskie obligacje, mocno osłabił się forint. Dla Węgier nie było innego ratunku przed bankructwem, jak tylko poprosić o międzynarodową pomoc. Dostały wartą 20 mld euro pożyczkę od Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Unii Europejskiej i Banku Światowego.

Ale warunki tej pożyczki były bardzo twarde - dalsze zaciskanie pasa. - Gdyby nie przymus zewnętrzny, Węgrom prawdopodobnie nie udałoby się dalsze reformowanie finansów. A tak węgierski rząd nie tylko podnosił podatki, ale też ciął wydatki - podkreśla Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas.

Bat MFW poskutkował, w tym roku deficyt na Węgrzech będzie jednym z niższych w UE. Ekonomiści są pod wrażeniem. - Deficyt sektora finansów publicznych spadł z niemal 10 proc. PKB do około 4 proc. PKB w tym roku - mówi Radosław Bodys, ekonomista BoA ML.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Wyborcza.biz w Twoim iPhonie -

pobierz aplikację!

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

3.7

18 głosów