Waldemar Pawlak wpadł we własne sidła
Rafał Zasuń
2010-02-01, ostatnia aktualizacja 2010-01-31 18:01
Gdybym miał zgadnąć, kto jest politycznym idolem ministra gospodarki, to przychodzi mi na myśl tylko jedna postać - Fabiusz Cunctator. Ten rzymski wódz dorobił się swego przydomka (cunctator znaczy zwlekający) za to, że po licznych klęskach Rzymu, unikał walnej bitwy z kartagińskim wodzem Hannibalem. Słowo "kunktator" weszło do języka potocznego.
ZOBACZ TAKŻE
- Ludowcy pracują z PO nad planem konsolidacji finansów (17-02-10, 13:47)
- Na nowe elektrownie potrzeba będzie nawet 100 mld zł. (12-02-10, 20:36)
- Pawlak grozi blokadą ratyfikacji gazowych umów (18-12-09, 20:51)
- Wicepremier Pawlak wspiera Aleksandra Gudzowatego (05-11-09, 20:00)
- Pawlak przegrał pół miliarda złotych dla spółki J&S Energy (21-10-09, 20:31)
- Pawlak zaproponował pomoc dla Opla. Rząd nie wiedział? (16-10-09, 22:13)
Pawlak w przeszłości trudnych decyzji podejmować nie lubił. Wolał je "przeczekiwać". Gdy w latach 1993-94 był premierem, jak mógł, odwlekał prywatyzację. Politycy z lubością opowiadali wówczas anegdotę o Pawlakowej metodzie rozwiązywania problemów. Według niego dzieliły się one jakoby na całkowicie nierozwiązywalne, za które w ogóle nie ma się co zabierać, oraz takie, które w miarę upływu czasu rozwiążą się same, a więc także szkoda pary na zajmowanie się nimi. To dowcip z lat 90., ale flegmatyczny sposób zarządzania jest znakiem firmowym ministra gospodarki i dziś. Wystarczy przypomnieć, jak długo Pawlak odwlekał decyzję o uruchomieniu programu rozwoju energetyki jądrowej.
A w środę poczuliśmy przedsmak tego, co się będzie działo przy zapowiadanej przez premiera Donalda Tuska reformie finansów publicznych. Pawlak lekko się zdystansował, zaznaczył, że nie jest to jeszcze plan rządu. Bez ryzyka popełnienia błędu można założyć, że odpowiedzią wicepremiera na "niebezpieczne" dla PSL (bo dotykające jego elektoratu) projekty - np. reformy KRUS - będzie taktyka "na przeczekanie". Może w końcu udręczony koalicjant skupi się na innych problemach?
Pawlak ma jednak i swoje pomysły, które sam chciałby szybko przeforsować na rządzie. I tu kroczy od klęski do klęski, głównie dlatego, że jego główny adwersarz, minister finansów Jacek Rostowski, także nieźle posługuje się strategią rzymskiego wodza. Prace nad projektami ustaw czy rozporządzeń autorstwa resortu gospodarki ślimaczą się niemiłosiernie.
Pierwszy z brzegu przykład: dotacje z budżetu na górnictwo. W wielkim trudzie Pawlakowi udało się w połowie zeszłego roku pokonać opór ministra finansów i wyszarpać 400 mln zł dotacji dla kopalń na inwestycje w nowe pokłady węgla kamiennego. Ale na odtrąbienie zwycięstwa jest za wcześnie - dotacji na razie nie ma. Rozporządzenie, które określa szczegółowo sposób ich przyznawania, utknęło w konsultacjach międzyresortowych. Najwięcej zastrzeżeń miał... resort finansów.
Kolejny konik wicepremiera to energetyczne zboże. Pawlak chciał, aby kukurydza czy żyto nienadające się do konsumpcji można było wykorzystywać jako biomasę i palić nimi w elektrowniach. I to wymaga zmiany rozporządzenia. Resort przedstawił odpowiedni projekt już w październiku. Część energetyków protestowała, twierdząc, że palenie zbożem jest niemoralne, ale sprawa wydawała się dość prosta do załatwienia. Niedawno Pawlak przyznał, że przeforsowanie rozporządzenia okazało się trudniejsze niż myślał - prace idą jak po grudzie i nie wiadomo, kiedy zostanie uzgodniona jakaś kompromisowa wersja.
Pawlak od dawna zabiega też o uwolnienie cen prądu dla gospodarstw domowych. Dziś są zatwierdzane przez Urząd Regulacji Energetyki, de facto dostawcy prądu do nich dopłacają, a straty odbijają sobie na całkowicie wolnych cenach dla przemysłu. URE chce uwolnić ceny, ale pod warunkiem, że rząd opracuje mechanizm ochrony najbiedniejszych przed nieuniknionymi podwyżkami. Resort Pawlaka napisał projekt ustawy, który wprowadza 30-proc. zniżki w cenach prądu dla rodzin zużywających go najmniej, bo wiadomo, że biedni nie korzystają z wielu prądożernych urządzeń. Firmy miały sobie zrekompensować zniżki ulgą w podatku VAT. I tu znowu resort finansów stanął okoniem - Rostowski nie chce słyszeć o żadnych ulgach w VAT, poza tym jego urzędnicy uważają, że są one niezgodne z unijnym prawem. I tak projekt utknął w martwym punkcie.
Pawlak nie ukrywa frustracji. Jego możliwości przeforsowania ważnych projektów wydają się bardzo ograniczone. Nie udało mu się przekonać rządu do wprowadzenia - na wzór zachodni - dopłat do nowo kupowanych samochodów. W zasadzie jedyny ważny projekt resortu gospodarki, który został uchwalony przez parlament, to nowelizacja prawa energetycznego, wprowadzająca obowiązek sprzedaży prądu poprzez giełdę energii. - Nasze projekty są wyjątkowo zamulane - żalił się w środę dziennikarzom minister gospodarki.
Do tej pory takie oskarżenia wysuwano raczej pod adresem Pawlaka. Ale jak widać muł jest substancją demokratyczną- nikt nie ma monopolu na posługiwanie się nią.
A w środę poczuliśmy przedsmak tego, co się będzie działo przy zapowiadanej przez premiera Donalda Tuska reformie finansów publicznych. Pawlak lekko się zdystansował, zaznaczył, że nie jest to jeszcze plan rządu. Bez ryzyka popełnienia błędu można założyć, że odpowiedzią wicepremiera na "niebezpieczne" dla PSL (bo dotykające jego elektoratu) projekty - np. reformy KRUS - będzie taktyka "na przeczekanie". Może w końcu udręczony koalicjant skupi się na innych problemach?
Pawlak ma jednak i swoje pomysły, które sam chciałby szybko przeforsować na rządzie. I tu kroczy od klęski do klęski, głównie dlatego, że jego główny adwersarz, minister finansów Jacek Rostowski, także nieźle posługuje się strategią rzymskiego wodza. Prace nad projektami ustaw czy rozporządzeń autorstwa resortu gospodarki ślimaczą się niemiłosiernie.
Pierwszy z brzegu przykład: dotacje z budżetu na górnictwo. W wielkim trudzie Pawlakowi udało się w połowie zeszłego roku pokonać opór ministra finansów i wyszarpać 400 mln zł dotacji dla kopalń na inwestycje w nowe pokłady węgla kamiennego. Ale na odtrąbienie zwycięstwa jest za wcześnie - dotacji na razie nie ma. Rozporządzenie, które określa szczegółowo sposób ich przyznawania, utknęło w konsultacjach międzyresortowych. Najwięcej zastrzeżeń miał... resort finansów.
Kolejny konik wicepremiera to energetyczne zboże. Pawlak chciał, aby kukurydza czy żyto nienadające się do konsumpcji można było wykorzystywać jako biomasę i palić nimi w elektrowniach. I to wymaga zmiany rozporządzenia. Resort przedstawił odpowiedni projekt już w październiku. Część energetyków protestowała, twierdząc, że palenie zbożem jest niemoralne, ale sprawa wydawała się dość prosta do załatwienia. Niedawno Pawlak przyznał, że przeforsowanie rozporządzenia okazało się trudniejsze niż myślał - prace idą jak po grudzie i nie wiadomo, kiedy zostanie uzgodniona jakaś kompromisowa wersja.
Pawlak od dawna zabiega też o uwolnienie cen prądu dla gospodarstw domowych. Dziś są zatwierdzane przez Urząd Regulacji Energetyki, de facto dostawcy prądu do nich dopłacają, a straty odbijają sobie na całkowicie wolnych cenach dla przemysłu. URE chce uwolnić ceny, ale pod warunkiem, że rząd opracuje mechanizm ochrony najbiedniejszych przed nieuniknionymi podwyżkami. Resort Pawlaka napisał projekt ustawy, który wprowadza 30-proc. zniżki w cenach prądu dla rodzin zużywających go najmniej, bo wiadomo, że biedni nie korzystają z wielu prądożernych urządzeń. Firmy miały sobie zrekompensować zniżki ulgą w podatku VAT. I tu znowu resort finansów stanął okoniem - Rostowski nie chce słyszeć o żadnych ulgach w VAT, poza tym jego urzędnicy uważają, że są one niezgodne z unijnym prawem. I tak projekt utknął w martwym punkcie.
Pawlak nie ukrywa frustracji. Jego możliwości przeforsowania ważnych projektów wydają się bardzo ograniczone. Nie udało mu się przekonać rządu do wprowadzenia - na wzór zachodni - dopłat do nowo kupowanych samochodów. W zasadzie jedyny ważny projekt resortu gospodarki, który został uchwalony przez parlament, to nowelizacja prawa energetycznego, wprowadzająca obowiązek sprzedaży prądu poprzez giełdę energii. - Nasze projekty są wyjątkowo zamulane - żalił się w środę dziennikarzom minister gospodarki.
Do tej pory takie oskarżenia wysuwano raczej pod adresem Pawlaka. Ale jak widać muł jest substancją demokratyczną- nikt nie ma monopolu na posługiwanie się nią.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Już dziś PRACA dla Ciebie -
Internetowe Targi Pracy
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
4.1
67 głosów
Przeczytaj 29 komentarzy na Forum
Wyborcza.biz poleca
BIZNES LUDZIE PIENIĄDZE

Jeśli buty to za 50 zł. Polacy kupują tanio, ale się nie przyznają
WYWIAD Z CEGIELSKIM

W Azji biznes robi się od kuchni. Od frontu wchodzą giganty
PRZEŚWIETLAMY REKLAMY

W Play Fresh stan darmowy... nie jest darmowy
Edukacja w finansach










