Biznes Ludzie Pieniądze

Boomerang kids potrzebują pomocy rodziców

Agnieszka Mitraszewska
2010-03-08, ostatnia aktualizacja 2010-03-07 21:11

Bamboccioni we Włoszech, yuckies, boomerang kids w Wielkiej Brytanii - tak nazywa się młodych dorosłych ludzi mieszkających z rodzicami lub korzystających z ich finansowego wsparcia.


I choć można się zgodzić z tym, że bamboccioni są i zawsze byli częścią włoskiej, a nawet śródziemnomorskiej kultury, to w społeczeństwach północnej Europy tego typu rozwiązania nie były nigdy zbyt popularne.

Yuckies, Young Unwitting Costly Kid, czyli dorosłe dziecko wbrew własnej woli przysparzające kosztów rodzicom, jest coraz powszechniejszym fenomenem na Wyspach Brytyjskich.

Według najnowszych badań cytowanych w "Daily Telegraph" aż 93 proc. rodziców pomaga finansowo swoim yuckies. W 2009 roku aż 500 tys. dorosłych osób w wieku 35-44 lat powróciło do rodzinnych domów. Tę samą decyzję podjęło 440 tys. młodych w wieku 25-34 lat. Aby im pomóc, rodzice wypłacili średnio jedną piątą swoich oszczędności, a jedna trzecia z nich z tego samego powodu zdecydowała się nawet na refinansowanie kredytu hipotecznego.

We Włoszech czterech na dziesięciu mężczyzn i dwie na dziesięć kobiet w wieku 30-34 lat mieszka z rodzicami. Wśród 35-39-latków rodzinnego gniazda nadal nie opuściło 17,5 proc. mężczyzn i 9,3 proc. kobiet.

Nie chodzi o wikt, choć mama na pewno robi najlepszą na świecie lazanię czy kidney pie, ani nawet o opierunek, choć wygodnie jest wrzucić brudną garderobę do kosza i jak za sprawą czarodziejskiej różdżki wyciągać z szafy czystą.

W całym świecie rozwiniętym, od Wielkiej Brytanii po Japonię, młodzi, chętni do pracy i dobrze wykształceni ludzie czują się niechciani. Mają słabe perspektywy zatrudnienia, a będące w ich zasięgu wynagrodzenie coraz częściej nie daje im szans na założenie rodziny i zakup własnego domu.

Przepaść materialna rosnąca pomiędzy tymi dwoma pokoleniami może być nie do zasypania. Połowa osobistego majątku w Wielkiej Brytanii należy do pokolenia baby boomersów - około 3,5 bln funtów. Do ludzi poniżej 45. roku życia należy majątek wart zaledwie 900 mld funtów.

W Stanach Zjednoczonych stopa bezrobocia w grupie wiekowej pomiędzy 16. i 24. rokiem życia w ciągu roku podskoczyła z 13 do ponad 18 proc. W Wielkiej Brytanii w tej samej grupie aż 15 proc. to neets (not in education, employment or training - nieuczący się ani niepracujący).

Niektórzy roztaczają dość czarne wizje perspektyw młodego pokolenia. Niedawno "Business Week" zamieścił szeroko dyskutowany tekst pod tytułem "Stracone pokolenie". Zdaniem autorów wysokie bezrobocie wyrządza największą krzywdę właśnie im, absolwentom szkół i uczelni, którzy nie zdołali przed kryzysem znaleźć dla siebie pierwszego punktu zaczepienia dla przyszłej kariery zawodowej. Przedłużający się okres bezrobocia lub pracy poniżej kwalifikacji prowadzi do znacznego zmniejszenia życiowych dochodów. Czas początków kariery, gdy zdobywa się zwykle najwięcej kwalifikacji, jest stracony.

Dla rynku pracy to także wielka strata. Świeżość i witalność młodych pracowników powinny wnosić pożyteczny ferment. Tymczasem przyszłe gwiazdy rynku pracy, zamiast błyszczeć, znalazły się na marginesie i tracą motywację.

W Japonii zmagającej się z kryzysem znacznie dłużej niż reszta świata rozwiniętego w grupie trzydziestolatków, którzy rozpoczęli karierę 10 lat temu, aż sześć na dziesięć osób leczy się na depresję lub inne choroby związane ze stresem zawodowym. Aż 3,1 mln Japończyków w wieku 25-34 lat pracuje na umowy tymczasowe; 10 lat temu było ich 2 mln.

W Europie młodzi, nawet jeśli mają pracę, są zwykle zatrudniani na innych zasadach i łatwiej jest się ich pozbyć w przypadku cięć zatrudnienia niż starszych pracowników. Tak jest np. we Francji i w Hiszpanii, gdzie stopa bezrobocia wśród 16-24-latków sięga dziś odpowiednio 24 i 39 proc.

Jedynym pocieszeniem może być dla młodych to, jak pisze "The Atlantic", że recesja ma też plusy. Większość rozmówców gazety podkreślała, że stali się mniej materialistyczni w podejściu do życia, bardziej oszczędni, wykorzystują wolny czas na pogłębianie więzów rodzinnych i społecznych, częściej pracują jako wolontariusze i znajdują w sobie więcej empatii dla innych.

Może więc wbrew czarnowidzom nie będzie to stracone pokolenie.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.3

63 głosy