Biznes Ludzie Pieniądze

Chińczycy z Covec byli dla Łyszkowic kurą znoszącą złote jajka

Michał Frąk, Piotr Wasiak
2011-06-20 , aktualizacja: 20.06.2011 20:33
A A A Drukuj
Dla Łyszkowic budujący A2 Chińczycy byli kurą znoszącą złote jaja.
Pracownicy COVEC opuszczają teren budowy A2
Fot. Grzegorz Michałowski
Pracownicy COVEC opuszczają teren budowy A2
Pusty plac budowy chińskiego fragmentu autostrady A2 budowanego przez firmę Covec
Fot. MARCIN STĘPIEŃ
Pusty plac budowy chińskiego fragmentu autostrady A2 budowanego przez firmę Covec
Autostrada A2, odcinek budowany przez Chińczyków z Covec.
Fot. Fot . Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Autostrada A2, odcinek budowany przez Chińczyków z Covec.
Opuszczona przez robotników autostrada A2 na wysokości Łyszkowic, budowana przez konsorcjum COVEC.
Fot. Marcin Stepien
Opuszczona przez robotników autostrada A2 na wysokości Łyszkowic, budowana przez konsorcjum COVEC.
Autostrada A2, odcinek opuszczony przez generalnego wykonawcę, konsorcjum Covec
Fot. Marcin Stepien / Agencja Gazeta
Autostrada A2, odcinek opuszczony przez generalnego wykonawcę, konsorcjum Covec
SONDAŻ
Czy uważasz, że to dobrze, że Chińczycy wyjadą?

Tak. Nie potrzebny nam inwestor, który nie płaci.
Nie, bo przyczynili się do rozwoju gminy.
Nie mam zdania.

Łyszkowice - niewielka miejscowość niedaleko trasy z Łodzi do Warszawy. Stolica siedmiotysięcznej gminy, której budżet to niecałe 17 mln zł. Większość mieszkańców żyje z rolnictwa, bezrobocie sięga 8 proc.

Czytaj także: COVEC w Krakowie nie dał rady zbudować dużego centrum

Firma Farmaceutyczna "Altana Pharma" wybudowała tu zakład produkcyjny, a gmina - oczyszczalnię ścieków, nową szkołę i przedszkole. I jeszcze stadion, który otwierał sam Zbigniew Boniek.

W samych Łyszkowicach mieszka 1,4 tys. osób. - Z Chińczykami było ze 2 tys. - mówi Włodzimierz Traut, wójt gminy.

Pierwsi Azjaci we wsi pojawili się w maju 2010 roku - kilka miesięcy przed wbiciem łopaty na A2. Robili rozeznanie, pomiary i szukali podwykonawców.

Czytaj także: Chińczycy chcą wrócić na A2. Ale chcą więcej pieniędzy

Na początek wzięli od gminy stare przedszkole. - Było ruiną. Na jego utrzymywanie szkoda było pieniędzy, chcieliśmy je sprzedać. Ale Chińczycy powiedzieli, że wynajmą budynek. Odnowią i jeszcze zapłacą - mówi Włodzimierz Traut, wójt gminy.

W październiku zaczęły się prace, do Łyszkowic zaczęły zjeżdżać grupy Azjatów. W przedszkolu szybko zabrakło miejsca, więc wynajęli starą szkołę. I plac w centrum miasta, na którym stanęły kontenery dla robotników. I jeszcze pole pod skład materiałów budowlanych.

- Za przedszkole płacą miesięcznie 7 tys., za szkołę - 5, a za plac - 3, to razem - 15 - podlicza wójt. - A pole pod materiały wynajęliśmy im na rok za 35 tys. zł. Sami zaproponowali tę stawkę. Nikt inny by tyle nie zapłacił!

Nie tylko wójt chwali Chińczyków. W miasteczku nikt nie powie na nich złego słowa. - Bardzo porządni, sympatyczni i spokojni ludzie. Język nie był problemem. Mieliśmy niezły ubaw, dogadując się na migi - mówi pani Grażyna, która wynajmowała Azjatom pokój. Bo przyjechało ich tylu, że brakło miejsc nawet w kontenerach. - Miałam wolny pokój po dzieciach, już dorosły i wyjechały za pracą do Warszawy. Wstawiłam dwa tapczaniki, łóżko polowe i starą szafkę, żeby mieli na ubrania. Nigdy nie narzekali i zawsze płacili w terminie. I nie chcieli żadnych rachunków ani innych takich papierków - dodaje.

I choć Łyszkowice nie są żadnym znanym kurortem turystycznym, ceny za nocleg były podobne. Płaci się za łóżko - w pokoju zazwyczaj daje się zmieścić trzy-cztery leżanki. - Początkowo braliśmy 30 zł od łóżka. Na dobę. Ale szybko zrobiła się konkurencja. Gdy sąsiedzi zobaczyli, jaki to biznes, nagle wszyscy stali się hotelarzami. Wypuszczali pokoje, a sami tłoczyli się całą rodziną w jednym pomieszczeniu. Trzeba było zejść z ceny. Teraz bierzemy tylko po 15 zł od łóżka - opowiada pan Grzegorz, który jeszcze ma "na hotelu" czterech Chińczyków.

W sklepie też dzięki Azjatom wzrosły obroty. - Spożywczych rzeczy raczej nie kupują, bo mają swoją stołówkę. Ale przychodzą po coca-colę i chipsy. Uwielbiają je - opowiadają sprzedawczynie.

Stołówkę Chińczycy urządzili w wynajętym od prywatnego właściciela budynku po byłym GS-ie. Wstawili plastikowe stoliki i zbite z desek ławki. Na parapecie stanęły w rządku miski, w każdej komplet pałeczek.

Jeszcze niedawno do budynku co chwilę wchodziły i wychodziły grupki chińskich robotników. Część jadła na miejscu, pozostali brali specjały szefa kuchni - dla siebie i kolegów - na budowę. Bo szkoda czasu na zbędne chodzenie. Co ważniejsi podjeżdżali pod stołówkę terenowymi samochodami.

W połowie maja wszystko się zmieniło. Polsko-chińskie konsorcjum przestało płacić polskim podwykonawcom, a ci zablokowali biuro budowy. Kilkanaście osób chodziło po przejściu dla pieszych z transparentami: "Chińczycy nie płacą". - To był pierwszy protest w Łyszkowicach, jaki pamiętam - mówi wójt. - Mieliśmy nadzieję, że jeszcze wszystko się wyjaśni i budowa będzie kontynuowana.

Było jednak coraz gorzej. Brakowało pieniędzy na materiały, podwykonawcy zaczęli zabierać maszyny. Chińscy robotnicy, którzy opuścili rodziny i przyjechali do Polski zarobić na ich utrzymanie, mieli coraz mniej pracy. - Zaczęli robić się nerwowi. Nam tego nie okazywali, ale było słychać, jak rozmawiali między sobą - opowiada pani Grażyna.

Azjatów coraz częściej można było spotkać snujących się bez celu po ulicach miasteczka. W chińskiej stołówce - obok ław - stanął stół do ping-ponga.

Brak pracy to dla robotników brak pieniędzy. - Jednemu się poszczęściło. Sąsiad wziął go do rozebrania płotu. Robotnik chciał za pracę 5 zł, sąsiad dał mu 20 - opowiada Robert, który grał z Chińczykami w piłkę.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad o zerwaniu kontraktu z chińskim konsorcjum poinformowała w poniedziałek, 13 czerwca. W miasteczku, o tym, że Chińczycy wyjadą, wiedzieli już cztery dni wcześniej. - Zaczęli pakować się i wywozić komputery z biur. Później ciężarówki przyjechały po blaszane kontenery, w których mieszkali robotnicy. Właściciel starego GS-u szykuje lokal do remontu. Przy wejściu, gdzie jeszcze kilka dni temu składowano warzywa i ryż dla budowlańców, teraz leżą worki z cementem, wiertarki i kielnie.

- Oczywiście, że będzie nam ich brakowało. Dali zarobić mieszkańcom. Od razu to widać na ulicy. Zaczęły się remonty domów i samochody jeżdżą ładniejsze. Dla gminy każdy grosz się liczy, bo w planach mamy budowę kanalizacji za 8 mln. Chcemy podłączyć do niej wszystkich mieszkańców. A i niektórym drogom też przydałby się remont - smuci się Traut. Na sierpień planował zorganizować polsko-chiński mecz o puchar wójta. - Teraz nic z tego nie będzie.

Ma nadzieję, że nawet bez Chińczyków A2 i węzeł autostradowy w Łyszkowicach powstaną, i to szybko. Bo, choć drogi jeszcze nie widać, gmina już sprzedaje tereny inwestycyjne. Hurtownia leków kupiła 4 ha pod halę, o grunty przy zjeździe z autostrady pytają też inni. - Za dziesięć lat będziemy najbogatszą gminą w powiecie - prorokuje wójt.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 38
  • 15
  • 11
  • 4
  • 7
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    39 głosów