Kilka pomysłów pokazał szef doradców premiera Michał Boni. Tłumaczył więc, że przede wszystkim trzeba zmienić system kształcenia. - Jednym z elementów takiej zmiany jest przywrócenie matematyki na maturze. Potrzebna jest także cyfryzacja nauczania - przekonywał. Przyznał, że nie obejdzie się też bez zwiększenia nakładów na innowacyjność. - Nakłady Polski na innowacyjność to 0,6 proc. PKB. W Szwajcarii i Japonii jest to po ok. 3 proc. PKB - mówił Dariusz Tokarczuk, partner zarządzający w kancelarii prawnej Gide Loyrette Nouel.
- Wydajemy rzeczywiście mało - mówił minister Boni. - I mamy złą strukturę nakładów na innowacyjność - dodał. Tłumaczył, że w krajach rozwiniętych jedną trzecią pieniędzy przeznaczanych na innowacyjność wydaje państwo, dwie trzecie firmy prywatne. - U nas to się dopiero zaczyna zmieniać w tym kierunku - mówił Michał Boni. Zdradził, że Polska zobowiązała się wobec UE, że do roku 2020 zwiększy nakłady na innowacyjność do 1,5-1,7 proc. PKB. W ten sposób kwota wydawana na ten cel miałaby sukcesywnie rosnąć z 8-9 mld do dwudziestu kilku miliardów złotych. - Kryzys trochę to pomieszał, ale nie ma powodów, żebyśmy nie dążyli w tym kierunku - stwierdził szef doradców premiera. Mówił też, że rząd zastanawia się nad przepisami, które umożliwią firmom szeroki dostęp do wyników badań. - Będzie to szczególnie istotne dla mniejszych firm, które nie mogą sobie pozwolić na samodzielne badania - mówił minister. Przyznał, że sprawa jest trudna, bo w grę wchodzi ochrona własności intelektualnych, ale zapowiedział, że w ciągu kilku miesięcy rząd powinien mieć gotowy projekt odpowiedniej ustawy.
Boni stwierdził też, że do poprawy innowacyjności potrzebna jest kooperacja biznesu z ośrodkami naukowymi. Na koniec wrzucił kamyczek do ogródka zagranicznych inwestorów. - Tylko 0,05 proc. waszych inwestycji idzie na badania i rozwój. To nie jest przesadnie dużo. Zachęcam do większych wydatków na inwestycje - mówił.
Wywołał tym Sławomira Majmana, prezesa Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. - Firmy zagraniczne są dwukrotnie bardziej skłonne do inwestowania w innowacyjność niż firmy z wyłącznie polskim kapitałem - przekonywał on. - Centra badawczo-rozwojowe otworzyło w Polsce ponad 50 koncernów zagranicznych - dodał.
Zdradził też, że w pierwszym półroczu nastąpił przyrost zagranicznych inwestycji o ponad 80 proc. "w stosunku do nie najgorszego 2009 r.". PAIiIZ liczy na to, że inwestorzy zagraniczni utworzą w tym roku w Polsce 40 tys. nowych miejsc pracy. - Inwestorzy przychodzą do Polski, bo Polska jest w tym sezonie sexy - przekonywał Sławomir Majman. Polska szybko awansuje w rankingach atrakcyjności inwestycyjnej. - W Europie jesteśmy pod tym względem drudzy po Niemczech. Czegoś takiego jeszcze nie było - cieszył się prezes Majman. Jego zdaniem dzieje się tak m.in. dlatego, że dostarczamy zagranicznym inwestorom poczucie stabilności ekonomicznej, a to jest dziś towar deficytowy. - Co dziesiąty student w Europie jest Polakiem. Pod względem liczby uczelni niedługo dogonimy chyba Chiny - śmiał się prezes PAIiIZ.
- Seksapil Polski odkryliśmy jakiś czas temu. Od tego czasu nasze uczucia się nie zmieniły - zdradził Philippe Castanet, prezes EDF Polska. - Jesteśmy jedną z największych firm energetycznych na świecie. Mamy wielki ośrodek badawczy zatrudniający dwa tysiące osób. Prowadzimy badania nad wytwarzaniem energii, jej wykorzystaniem i dystrybucją. Jesteśmy liderem w Polsce we współspalaniu biomasy z węglem. Pracowaliśmy nad tym z polskimi naukowcami. Teraz wdrażamy tę metodę we wszystkich naszych elektrowniach - mówił. EDF stara się o prawo do budowy elektrowni atomowej w Polsce. - Przy tym projekcie będą pracowali polscy inżynierowie . Będą jego siłą napędową, bo to są osoby o najwyższych kwalifikacjach - zapewnił.
Także szefowie BASF Polska, kancelarii prawnej Gide Loyrette Nouel, Mazars, Gras Savoye Polska i Telekomunikacji Polskiej chwalili polskich naukowców. Zapewniali, że współpracują z polskimi uczelniami i dbają też o rozwój polskich studentów, którzy potem stają się ich pracownikami.
- W Polsce powstają centra nowoczesnych usług. To dobrze. Ale powstają one w dużych miastach:
Warszawie,
Wrocławiu,
Łodzi... Chcielibyśmy zachęcić inwestorów do tego, by otwierali centra także w mniejszych miastach, jak Lublin czy
Rzeszów - mówił minister Boni. Inwestorzy zagraniczni odpowiedzieli na to, że chętnie działaliby także w tych miastach, ale - Wrocław czy
Poznań mają dobre połączenia drogowe z Europą. A np. Lublinowi ich brakuje - tłumaczyli.