BIZNES LUDZIE PIENIADZE

Piłka nożna i biznes: Bez zysku, bez sensu?

Piotr Skwirowski, Krynica
09.09.2010 , aktualizacja: 09.09.2010 19:04
A A A Drukuj
Czy piłka nożna to biznes jak każdy inny? Czy klub piłkarski może zarabiać? - zastanawiali się w czwartek w czasie Forum Ekonomicznego w Krynicy eksperci od zarządzania piłką kopaną
Górnik - Ruch, 4. kolejka ekstraklasy 2010/11
Fot. Przemysław Jendroska / Agen
Górnik - Ruch, 4. kolejka ekstraklasy 2010/11
- Polski futbol jest w początkowej fazie rozwoju. Przychody polskiej ekstraklasy to 60 mln euro. We Francji najwyższa liga generuje 1 mld euro przychodów rocznie. W Anglii - 2,5 mld. Mamy więc szanse rozwoju. Mamy szansę dogonić średnie ligi europejskie - mówił Ireneusz Trąbiński, dyrektor zarządzający Ekstraklasy SA. Przypomniał, że w Polsce buduje się 20 nowych stadionów. A nowe stadiony to więcej kibiców. Kluby zaczną więcej zarabiać na sprzedaży biletów, reklam, praw do transmisji telewizyjnych. - U nas na stadiony piłkarskie chodzi 0,1 proc. społeczności. W Anglii - 0,66, a w Hiszpanii - ponad 0,5 proc. Mamy potencjał - przekonywał Ireneusz Trąbiński.

Ale na razie nasze kluby nie mają wielkich pieniędzy. - Największy polski klub ma budżet w wysokości 15 mln euro. Są takie, które mają po 2 mln euro budżetu rocznie. Przy takich kwotach biznesu nie da się zrobić. Ale polska piłka to biznes o potencjale wzrostowym. Kamieniem milowym będzie Euro 2012. Wiele osób zobaczy, że oglądanie meczów na stadionach to świetny sposób spędzania czasu - mówił Łukasz Mazur, prezes Górnika Zabrze. Jego zdaniem, jeśli klub będzie dobrze zarządzany przez ludzi biznesu, to jako biznes da się obronić. - Nie przyniesie wielkich zysków, ale kluby nie muszą zarabiać. Muszą i będą się bilansować - dodał prezes Górnika.

- Jestem zadziwiony takim podejściem. Jeśli biznes nie generuje profitu, to nie ma sensu - stwierdził Edward Freedman, były dyrektor zarządzający Manchesteru United. Jego zdaniem słowa "futbol" i "biznes" nie powinny być wymieniane w jednym zdaniu. - Widzę smutną przyszłość futbolu w Europie i na świecie. Wystarczy spojrzeć na pogrążające się w gigantycznych długach największe kluby - mówił Edward Freedman.

- Kluby zaczęły się zatracać - poparł go Brendan Kenneally, poseł, były minister sportu w Irlandii. Wydatki na transfery i pensje zawodników osiągnęły monstrualne rozmiary. -Tego nie da się utrzymać w przyszłości. Coś trzeba z tym zrobić - mówił irlandzki poseł.

I tonował nastroje przedstawicieli polskiej piłki:- Euro nie zachęci ludzi do chodzenia na stadiony. Nie łudźcie się. - Jeśli zespół przegrywa, ludzie nie przyjdą nawet na nowy stadion - dodał Edward Freedman.

- Inwestowanie w futbol rzadko opiera się na biznesowych przesłankach - mówił tymczasem minister sportu Adam Giersz. Tłumaczył, że klub piłkarski jest zwykle narzędziem marketingowym dla właściwego biznesu, który prowadzi właściciel klubu. Czasami inwestycja w klub jest kaprysem biznesmena. - Stąd wynik finansowy jest sprawą drugorzędną - stwierdził min. Giersz.

Przyznał, że zadłużenie klubów piłkarskich jest poważnym problemem. Kluby ligi angielskiej są zadłużone w sumie na 3 mld funtów. Te największe najmocniej. Podobnie jest w wielu innych ligach. - Sukces sportowy można dziś kupić. Na kredyt, który nie wiadomo, jak ma być potem spłacony. To zabija istotę sportu. Dlatego UEFA myśli o tym, żeby tę sytuację uzdrowić, postawić na nogi. Choćby poprzez wprowadzenie ograniczenia możliwości zadłużania się klubów oraz nałożenie limitów na wysokość wynagrodzeń piłkarzy - mówił Adam Giersz.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów