Francuscy handlowcy mają poważny problem. Klienci zamiast kupować, oglądają wystawy, a obroty największych galerii handlowych spadają. A jak jest w Polsce? - Polacy to zupełnie inni klienci niż np. Brytyjczycy. Nawet kiedy wiedzie im się gorzej nie odmawiają sobie zakupów, a zwłaszcza związanych z wyglądem zewnętrznym. Mam tutaj na myśli nową parę butów, słoiczek ulubionego kremu czy tusz do rzęs. Ale to tylko jeden z powodów, dla którego odwiedzają centra handlowe. Polacy są rodzinni, więc w galeriach spędzają czas całymi rodzinami - nie tylko kupują, ale jedzą obiady, chodzą do kina czy grają w kręgle. Wciąż jednak oferta dostępnych tam atrakcji jest dość ograniczona w porównaniu z Zachodem.
Co ma Pan na myśli? - Przede wszystkim w polskich centrach handlowych za dużo jest sklepów. Inaczej jest w Berlinie czy Paryżu. Tam centrum handlowe to nie tylko miejsce zakupów, ale rozrywki i aktywnego wypoczynku, a jednocześnie biurowiec i centrum wystawowo- konferencyjne. U nas w przeciętnej galerii jest co najwyżej siłownia i fiteness club, a wystawy urządza się sporadycznie. Kiedy otworzyliśmy w Blue City korty do squasha, okazało się, że popyt jest ogromny i szybko musieliśmy dobudować kolejne. Ale i to nie wystarcza bo teraz, żeby zagrać trzeba czekać nawet pół roku na wolny kort.
Marzy się Panu otwarcie w Blue City małego muzeum? - Tak, ale nie wiem czy w Polsce taka formuła się przyjmie. Słynne muzeum figur woskowych Madame Tussaud znajduje się w centrum Blue Water i nikogo nie dziwi chodzenie na wystawy właśnie tam. W Polsce ogromny sukces wystawy The Body Exibition pokazał, że z biegiem czasu właściciele innych centrów zaczną robić takie wystawy u siebie. I to będzie dla nas znak, że czas zacząć budować centra handlowe V generacji.
Co to takiego? - Nowoczesne centrum handlowe, wbrew swojej nazwie, tylko w 40 proc. zajęte jest przez sklepy. Pozostałe 60 proc. zajmują punkty usługowe takie jak przychodnie, salony piękności, siłownie, boiska, centra wystawowe, biura, urzędy czy powierzchnie udostępniane do organizacji konferencji i bankietów. Do tego dążymy w Blue City. Bo nowoczesne centrum V generacji to małe miasteczko, gdzie poza biurami, sklepami i usługami mieszkają ludzie. W planach mamy budowę takiego apartamentowca połączonego z galerią handlową i centrum rozrywkowym. Mamy już nawet ziemię, którą planujemy w przyszłości zabudować.
Kiedy to nastąpi? - W dużej mierze zależy to od urzędów, a nie od inwestora. Myślę, że uzyskanie wszystkich pozwoleń związanych z budową nowego obiektu, bądź rozbudową i modernizacją już istniejącego, zajmie nam kilka lat.
Czy kryzys wpłynie na rozwój centrów handlowych w Polsce? - Ponad rok temu zastanawialiśmy się czy nie zacząć inwestować w centra handlowe w mniejszych miastach. Nawet szukaliśmy lokalizacji, ale polska gospodarka zaczęła wyhamowywać i zmieniliśmy plany. Inwestowanie w małe obiekty przestało się opłacać. Ci, którzy już weszli na lokalne rynki, teraz zapowiadają powrót do dużych miast, zwłaszcza do Warszawy. Duże aglomeracje są bardziej odporne na zawirowania gospodarcze, a ich mieszkańcy mniej ograniczają wydatki.
Czy najemcy nie skarżą się, że w obecnej sytuacji czynsze w centrach są wysokie? - Ten problem obecnie jest mniej zauważalny, niż jeszcze pół roku temu. Powód? Kursy walut powoli się stabilizują. Kilka miesięcy temu rzeczywiście najemcy byli zszokowani, bo ich czynsze urosły z miesiąca na miesiąc nawet o jedną trzecią. Większość umów na wynajem podpisywali kiedy dolar kosztował nieco ponad 2 zł. Ale z Blue City przez ostanie pół roku zniknęły tylko te sklepy, którzy właściciele mieli poważne problemy finansowe.
Czy na ich miejsce pojawiają się nowe firmy? - Tak, bo zagraniczne koncerny wciąż widzą potencjał polskiego rynku. Ostatnio w Blue City otwarte zostały sklepy
Zara i Gery Weber. Nie najgorzej wygląda sytuacja w sektorze usługowym i biurowym, bo ponad 90 proc. powierzchni przeznaczonej na ten cel jest wynajęta. Ciekawym przykładem jest
szkoła tańca Agustina Eguroli, która powstaje w BC. Jeszcze zanim została otwarta zapisało się do niej 1,5 tys. osób. Gdzie więc ten straszny kryzys?
Moda na spędzanie weekendów w centrach handlowych wygrała z kryzysem? - Tak myślę. To zjawisko w Polsce nowe, bo do tej pory brakowało obiektów z prawdziwego zdarzenia, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Nie tylko sklepy. Dlatego zależy nam, aby jak najszybciej wybudować centrum piątej generacji.
Co stoi na przeszkodzie by zacząć już dziś? - Biurokracja. Przez wiele lat w Polsce, jak nigdzie indziej w Europie, prawo stało po stronie drobnych kupców. Co prawda przepisy się zmieniły, ale biurokracja wciąż hamuje biznes. Gdybym dzisiaj chciał budować kolejne centrum handlowe w stolicy, minie około 5 lat zanim pierwszy klient zrobi tam zakupy.