Biznes Ludzie Pieniądze

Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz

Katarzyna Klukowska
2009-12-09 , aktualizacja: 09.12.2009 15:26
A A A Drukuj
Z socjologiem Krzysztofem Prendeckim rozmawia Katarzyna Klukowska

Fot. Robert Kowalewski / AG
Katarzyna Klukowska: Eksperci straszą, że systemowi emerytalnemu grozi katastrofa. Dzisiejsi 30- czy 40-latkowie będą dostawać dziadowskie emerytury.

Krzysztof Prendecki: Wina leży w braku dzieci, w braku wymiany międzypokoleniowej. Państwo opiekuńcze zabiło rodzinę, bo zwolniło ludzi z obowiązku posiadania dzieci. Powstał spory problem, jak to wszystko pogodzić, tzn. opłacać składki, utrzymać siebie i jeszcze łożyć na dzieci. Pamiętam, jak kiedyś Stanisław Steczkowski, ojciec piosenkarki Justyny, powiedział, że nie martwi się o emeryturę, bo ma dziewięcioro dzieci. Jeśli każde opodatkuje się na jego rzecz kwotą 100 zł, to mu wystarczy.

I pewnie by tak było, gdyby nie umarł przedwcześnie

- Niewielu z nas tak myśli. Większość powie: "emeryturę załatwi mi państwo". Zapomniano o inwestowaniu w kapitał ludzki. Dopiero teraz podnoszą się głosy o młodych egoistach, samotnych z wyboru, braku solidaryzmu międzypokoleniowego, konsumpcyjnym sposobie życia. Krytykuje się młodych, którzy żyją dniem dzisiejszym, nie myślą o starości. Pokoleniu iPoda, zafascynowanemu modnymi błahostkami, trudno wytłumaczyć, że stanie się pokoleniem ZUS-u. O ile ten do tego czasu nie zbankrutuje.

Na razie słyszą, że będą musieli pracować dłużej, kto wie, czy nie do siedemdziesiątki!

- Z badań wynika, że 87 proc. emerytów chce podjąć pracę. Na własnej skórze przekonali się, że państwo, zamiast godziwej emerytury, która wystarcza na spokojne życie, oferuje zasiłek socjalny. Jak słusznie zauważył Jacek Fedorowicz, powinniśmy mówić o niskości emerytury, a nie jej wysokości. Dzięki rozwojowi medycyny ludzie żyją dłużej, lepiej się odżywiają, dbają o kondycję fizyczną. Kult ciała i urody zaczyna obejmować wszystkich. Po co siedzieć w domu bezczynnie, jeśli można pracować i zarabiać? Pogląd, że emeryci nie powinni pracować, bo zabierają pracę młodym, włóżmy między bajki.

Rynek pracy się zmienia. Stawia wyższe wymagania. Wykształcenia zdobytego w młodości nie starcza na starość.

- Trzeba więc się uczyć. Koniec z jedną, pewną pracą na całe życie, tak miłą ludziom rodem z PRL-u. Już nawet młode pokolenie Japończyków, znanych kiedyś z wielkiego przywiązania do firmy, odchodzi do innej korporacji, gdy ta oferuje prężniejszy rozwój, lepsze pieniądze. U nas ciężko się przestawić. Ludzi, którzy często zmieniają pracę, określa się pogardliwie mianem skoczków. Zarzuca im się brak lojalności, odpowiedzialności. A to nic innego jak mobilność. Musimy czerpać z kultury anglosaskiej. Przeciętny Amerykanin zmienia pracę siedem razy w życiu, nawet gdy wiąże się to z przeprowadzką. Ponad 13 mln Brytyjczyków deklaruje, iż nie chce pracować całe życie w jednym zawodzie. Tu nawet nie chodzi o zarobki, ale o satysfakcję zawodową, o uniknięcie wypalenia. Anglosasi biorą kilka fuch naraz, ale nie należy ich mylić z naszym chałturnictwem. Przyszłość rynku to pracownik elastyczny, taki, który ma wiele umiejętności, liczne rekomendacje byłych pracodawców, może się pochwalić różnymi kursami.

U nas to jeszcze pieśń przyszłości.

- Przypomina mi się rysunek Sawki z początku lat 90. Delegacja oficjeli z ministerstwa przyjeżdża pod fabrykę, gdzie czeka tłum robotników w berecikach z antenką. "A teraz przestawicie się na produkcję mikroprocesorów" - mówi jeden z oficjeli.

Jedni się przestawią, a inni nie. Na linii młodzi - starzy rodzi się coraz więcej konfliktów. Starszym się wydaje, że nadrobią doświadczeniem, rzetelnością, lojalnością. Młodzi wypierają leciwych nie tylko tupetem, bezczelnością i większą siłą przebicia, ale też tym, że komputer i internet mają w jednym palcu. W takiej Dolinie Krzemowej w Kalifornii 40-letni pracownik to już dinozaur. Nowe pokolenie uczy się języków obcych. Starszym się wydaje, że jak znają kilka rosyjskich słówek, które wynieśli z podstawówki, to już są poliglotami. Nie są.

Eksperci obliczyli, że edukacja wystarcza człowiekowi tylko na 20 lat. Czyli do emerytury nie starczy. Dzisiejsze 40-latki muszą się uczyć od nowa. Inaczej zostaną wypchnięci na emeryturę, bo już do niczego się nie będą nadawali.

- Chodzi o to, by - dajmy na to - polonista w szkole nie zatrzymał się na Marii Konopnickiej. Musi się dokształcać, rozumieć treść podręczników, z których naucza, szukać sposobów na ciekawsze prowadzenie zajęć, stosować techniki multimedialne. Powinien poznać gwarę uczniowską, inaczej nie zrozumie, o czym młodzież mówi. Każdego dnia będzie w pośpiechu popijał kawę i myślał, że musi wejść do klasy, gdzie czeka na niego stado bestii. Jak taki nauczyciel ma zarazić młodych pasją, chęcią uczenia się?

Powinien rzucić pracę, której nie lubi, przekwalifikować się?

- Nie może dogadać się z młodymi? Niech spróbuje sił w komunikacji z osobami w podeszłym wieku. Takich ludzi przybywa i trzeba się nimi opiekować w starzejącej się Europie. Rośnie zapotrzebowanie na pracowników socjalnych, terapeutów, psychologów. To zawody przyszłości.

A jakieś prostsze sposoby przetrwania do emerytury?

- Oszczędzać. To piękna, lecz niemal całkowicie zapomniana cnota. Stany Zjednoczone i północno-zachodnia Europa zbudowały swą potęgę na oszczędzaniu, nie wydawaniu. Gdy do głosu doszło życie na kredyt, zafundowaliśmy sobie światowy kryzys. Gdzie się podziała nasza odpowiedzialność? Czas skończyć z myśleniem, że państwo nam da. Szwedzi jeszcze próbują - dają emerytury za "pracę" w charakterze alkoholika i narkomana, Anglicy - otyłym. Amerykanie chcieli dawać mieszkanie każdej samotnej matce. Gdy zaczęło się rodzić coraz więcej "dzieci bez ojców" - szybko się z tego pomysłu wycofali. Gdy jest się nadopiekuńczym, można zagłaskać na śmierć.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów