Skazani na dłuuugą starość
Dr Piotr Szukalski jest demografem, pracuje w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego Rozmawiała Aleksandra Klich
2009-12-11, ostatnia aktualizacja 2009-12-11 16:51
Większość moich znajomych czterdziestolatków mówi: Co tam starość, i tak nie dożyję! Nic bardziej mylnego. Większość z nas jedną czwartą życia przeżyje po sześćdziesiątce - mówi Piotr Szukalski
ZOBACZ TAKŻE
- Polacy lubią być na emeryturze (28-12-09, 16:00)
- Emerytury: Żyjąc dłużej wykańczamy ekonomicznie ZUS (28-12-09, 14:00)
Aleksandra Klich: Już wiadomo, że dzisiejsi 30-, 40-latkowie dostaną nędzne emerytury. Na konto kobiety, która dziś zarabia ok. 5 tys. zł, wpłynie 2 tys. Ciężko będzie opłacić mieszkanie, wyremontować samochód, nie mówiąc o wakacjach czy nowej pralce. Długo tak będziemy cierpieć?
Piotr Szukalski: Na pewno znacznie dłużej będziemy emerytami niż nasi rodzice czy dziadkowie. Dzisiaj mężczyzna, który kończy karierę zawodową w wieku 60 lat, ma średnio przed sobą prawie 18 lat życia, kobieta w tym samym wieku - prawie 24 lata. Tyle statystycznie żyją w Polsce ludzie, którzy dożywają emerytury. Biorąc pod uwagę, że w ciągu ostatnich 17 lat umieralność się obniżyła, za 25 lat Polak na emeryturze ma szansę żyć o dwa, trzy lata dłużej niż dziś, a wykształceni nawet dłużej o kolejne trzy lata.
Czyli kobieta przechodząca na emeryturę w 2030 roku może dożyć 90 lat! Z tego 30 lat spędzi na emeryturze?
- Nie zdajemy sobie sprawy, jak duże mamy szanse doczekania starości i jak długo będziemy starzy. Większość moich znajomych czterdziestolatków mówi: "Co tam starość, i tak nie dociągnę! Na pewno umrę wcześnie". Nic bardziej mylnego. 40-letni mężczyzna ma dziś 75 proc. szans, że dożyje 65. roku życia, a 40-latka - 85 proc.
To oznacza, że większość z nas jedną czwartą życia przeżyje po sześćdziesiątce. Największe szanse mają wykształceni, którzy dbają o zdrowie, uprawiają sport, trzymają zdrową dietę. To zachowania, które wydłużają nasze życie. Obecni czterdziestolatkowie będą żyć tak długo, że jeszcze będą sobie pluli w brodę, że tak o siebie dbali (śmiech).
Nie mamy świadomości, że jesteśmy skazani na starość, choć przecież wszyscy zauważamy, że jeszcze kilkanaście lat temu rzadko się zdarzały pogrzeby 80-, 90-latków. Dziś są często, niedługo staną się normą.
Podczas tej długiej emerytury staniemy przed problemem: skąd wziąć pieniądze na nową pralkę, bo stara się zepsuła. Jedna wystarcza średnio na 10 lat, na emeryturze potrzebne nam więc będą przynajmniej dwie.
- Rozwiązanie jest zawsze takie samo: jak najdłużej pracować, bo wtedy odłożymy więcej pieniędzy na koncie emerytalnym. Być przezornym i oszczędzać. To, co zaoszczędziłeś, jest twoje i będziesz mógł z tego żyć, gdy będziesz stary. Problem w tym, że nie każdego stać na oszczędzanie. No bo z czego ma odkładać człowiek, który zarabia 1300 zł i musi z tego utrzymać rodzinę?
Może wyjściem będzie praca na emeryturze?
- Oczywiście, aktywność zawodowa to czwarty filar naszej emerytury. Przyniesie nam dodatkowe pieniądze i utrzyma w większej sprawności nasz organizm, niż gdybyśmy siedzieli bezczynnie. Problem w tym, że do pracy na emeryturze też trzeba się przygotować, np. systematycznie podnosząc kwalifikacje. Wielu z nas wydaje się, że jak skończyliśmy szkołę średnią albo uczelnię, to nauczyliśmy się wszystkiego - tak jak było w przypadku naszych dziadków, którym wystarczała wiedza nabyta w młodości. Tymczasem w dzisiejszych czasach, gdy nowe Windowsy wchodzą na rynek co trzy lata, trzeba uczyć się przez całe życie. Ci, którzy tego nie robią, nawet jeśli będą chcieli dłużej pracować albo dorobić sobie na emeryturze, nie dadzą rady, bo nie będą mieli kwalifikacji.
Trzeba też pogodzić się z tym, że nie wszystkie prace będą miały cokolwiek wspólnego z tym, co dotychczas robiliśmy, i będą to zajęcia o niższym statusie społecznym niż te, które wykonywaliśmy do tej pory.
Na przykład nauczycielka na emeryturze będzie zmuszona schować dumę i pójść do pracy w hipermarkecie?
- Tak, ale to będzie praca o charakterze pomocniczym: przez kilka godzin dziennie, w szczycie, gdy klientów jest najwięcej.
Jedna czwarta życia na emeryturze to bardzo dużo. Co zrobić z tym podarowanym czasem, jeśli nie pracujemy?
- Większość emerytów, szczególnie w małych miastach i w wioskach, po prostu szykuje się do pogrzebu. Nawet jeśli mają pieniądze, to brakuje im pomysłu, jak je na starość wykorzystać. Przeciwnie uważają, że nie warto na siebie wydawać, bo są już nad grobem. Mówią: po co mi ta sukienka, jestem na nią za stara. Albo: mógłbym wyremontować łazienkę, ale po co, przecież już nie warto.
W ostatnich latach coś się jednak zmienia, starość się staje dla ludzi wyzwaniem, o czym świadczą choćby powstające w dużych miastach uniwersytety trzeciego wieku. Na zajęcia chodzi co prawda niewielki odsetek polskich emerytów, ale mówię o tym, bo to symboliczna zmiana podejścia do starości. Takie ośrodki powstają prawie wyłącznie z oddolnych inicjatyw, tworzą je ludzie, którzy przeszli na emeryturę i chcą zachować aktywny styl życia. Gdy takich inicjatyw przybędzie, emeryci będą mogli przebierać w ofertach. Decydować, czy wolą wykład w uniwersytecie trzeciego wieku, czy wycieczkę. Tyle że wtedy staniemy przed problemem, skąd wziąć pieniądze na konsumpcję na emeryturze.
Może ta armia emerytów, która nam przybędzie za 30 lat, powinna zająć się wnukami? Wtedy ich rodzice mogliby poświęcić się pracy i zarabialiby m.in. na utrzymanie emerytów.
- Pomysł teoretycznie dobry, ale w praktyce się nie sprawdzi. Po pierwsze dlatego, że 60-latek, który doczekał się wnuka, musiałby zrezygnować z pracy, żeby się nim zająć. To nie byłoby dobre. Po drugie, dziecko wychowywane w rodzinie pozbawionej innych dzieci - a przybywa nam przecież jedynaków - nie nauczyłoby się życia w grupie. W sytuacji gdy nie ma rodzin wielodzietnych, jesteśmy skazani na przedszkola i żłobki.
Lepszym rozwiązaniem jest wolontariat. Np. 60-latek zajmuje się 90-latkiem albo dwa razy w tygodniu prowadzi zajęcia z dziećmi w przedszkolu. Emeryt pracuje, ale nie jest przeciążony obowiązkami, jak to często bywa w przypadku zajmowania się wnukami, a państwo zaoszczędzone dzięki temu pieniądze może przeznaczyć na inne cele.
Piotr Szukalski: Na pewno znacznie dłużej będziemy emerytami niż nasi rodzice czy dziadkowie. Dzisiaj mężczyzna, który kończy karierę zawodową w wieku 60 lat, ma średnio przed sobą prawie 18 lat życia, kobieta w tym samym wieku - prawie 24 lata. Tyle statystycznie żyją w Polsce ludzie, którzy dożywają emerytury. Biorąc pod uwagę, że w ciągu ostatnich 17 lat umieralność się obniżyła, za 25 lat Polak na emeryturze ma szansę żyć o dwa, trzy lata dłużej niż dziś, a wykształceni nawet dłużej o kolejne trzy lata.
Czyli kobieta przechodząca na emeryturę w 2030 roku może dożyć 90 lat! Z tego 30 lat spędzi na emeryturze?
- Nie zdajemy sobie sprawy, jak duże mamy szanse doczekania starości i jak długo będziemy starzy. Większość moich znajomych czterdziestolatków mówi: "Co tam starość, i tak nie dociągnę! Na pewno umrę wcześnie". Nic bardziej mylnego. 40-letni mężczyzna ma dziś 75 proc. szans, że dożyje 65. roku życia, a 40-latka - 85 proc.
To oznacza, że większość z nas jedną czwartą życia przeżyje po sześćdziesiątce. Największe szanse mają wykształceni, którzy dbają o zdrowie, uprawiają sport, trzymają zdrową dietę. To zachowania, które wydłużają nasze życie. Obecni czterdziestolatkowie będą żyć tak długo, że jeszcze będą sobie pluli w brodę, że tak o siebie dbali (śmiech).
Nie mamy świadomości, że jesteśmy skazani na starość, choć przecież wszyscy zauważamy, że jeszcze kilkanaście lat temu rzadko się zdarzały pogrzeby 80-, 90-latków. Dziś są często, niedługo staną się normą.
Podczas tej długiej emerytury staniemy przed problemem: skąd wziąć pieniądze na nową pralkę, bo stara się zepsuła. Jedna wystarcza średnio na 10 lat, na emeryturze potrzebne nam więc będą przynajmniej dwie.
- Rozwiązanie jest zawsze takie samo: jak najdłużej pracować, bo wtedy odłożymy więcej pieniędzy na koncie emerytalnym. Być przezornym i oszczędzać. To, co zaoszczędziłeś, jest twoje i będziesz mógł z tego żyć, gdy będziesz stary. Problem w tym, że nie każdego stać na oszczędzanie. No bo z czego ma odkładać człowiek, który zarabia 1300 zł i musi z tego utrzymać rodzinę?
Może wyjściem będzie praca na emeryturze?
- Oczywiście, aktywność zawodowa to czwarty filar naszej emerytury. Przyniesie nam dodatkowe pieniądze i utrzyma w większej sprawności nasz organizm, niż gdybyśmy siedzieli bezczynnie. Problem w tym, że do pracy na emeryturze też trzeba się przygotować, np. systematycznie podnosząc kwalifikacje. Wielu z nas wydaje się, że jak skończyliśmy szkołę średnią albo uczelnię, to nauczyliśmy się wszystkiego - tak jak było w przypadku naszych dziadków, którym wystarczała wiedza nabyta w młodości. Tymczasem w dzisiejszych czasach, gdy nowe Windowsy wchodzą na rynek co trzy lata, trzeba uczyć się przez całe życie. Ci, którzy tego nie robią, nawet jeśli będą chcieli dłużej pracować albo dorobić sobie na emeryturze, nie dadzą rady, bo nie będą mieli kwalifikacji.
Trzeba też pogodzić się z tym, że nie wszystkie prace będą miały cokolwiek wspólnego z tym, co dotychczas robiliśmy, i będą to zajęcia o niższym statusie społecznym niż te, które wykonywaliśmy do tej pory.
Na przykład nauczycielka na emeryturze będzie zmuszona schować dumę i pójść do pracy w hipermarkecie?
- Tak, ale to będzie praca o charakterze pomocniczym: przez kilka godzin dziennie, w szczycie, gdy klientów jest najwięcej.
Jedna czwarta życia na emeryturze to bardzo dużo. Co zrobić z tym podarowanym czasem, jeśli nie pracujemy?
- Większość emerytów, szczególnie w małych miastach i w wioskach, po prostu szykuje się do pogrzebu. Nawet jeśli mają pieniądze, to brakuje im pomysłu, jak je na starość wykorzystać. Przeciwnie uważają, że nie warto na siebie wydawać, bo są już nad grobem. Mówią: po co mi ta sukienka, jestem na nią za stara. Albo: mógłbym wyremontować łazienkę, ale po co, przecież już nie warto.
W ostatnich latach coś się jednak zmienia, starość się staje dla ludzi wyzwaniem, o czym świadczą choćby powstające w dużych miastach uniwersytety trzeciego wieku. Na zajęcia chodzi co prawda niewielki odsetek polskich emerytów, ale mówię o tym, bo to symboliczna zmiana podejścia do starości. Takie ośrodki powstają prawie wyłącznie z oddolnych inicjatyw, tworzą je ludzie, którzy przeszli na emeryturę i chcą zachować aktywny styl życia. Gdy takich inicjatyw przybędzie, emeryci będą mogli przebierać w ofertach. Decydować, czy wolą wykład w uniwersytecie trzeciego wieku, czy wycieczkę. Tyle że wtedy staniemy przed problemem, skąd wziąć pieniądze na konsumpcję na emeryturze.
Może ta armia emerytów, która nam przybędzie za 30 lat, powinna zająć się wnukami? Wtedy ich rodzice mogliby poświęcić się pracy i zarabialiby m.in. na utrzymanie emerytów.
- Pomysł teoretycznie dobry, ale w praktyce się nie sprawdzi. Po pierwsze dlatego, że 60-latek, który doczekał się wnuka, musiałby zrezygnować z pracy, żeby się nim zająć. To nie byłoby dobre. Po drugie, dziecko wychowywane w rodzinie pozbawionej innych dzieci - a przybywa nam przecież jedynaków - nie nauczyłoby się życia w grupie. W sytuacji gdy nie ma rodzin wielodzietnych, jesteśmy skazani na przedszkola i żłobki.
Lepszym rozwiązaniem jest wolontariat. Np. 60-latek zajmuje się 90-latkiem albo dwa razy w tygodniu prowadzi zajęcia z dziećmi w przedszkolu. Emeryt pracuje, ale nie jest przeciążony obowiązkami, jak to często bywa w przypadku zajmowania się wnukami, a państwo zaoszczędzone dzięki temu pieniądze może przeznaczyć na inne cele.
Czy grozi nam gerontokracja?
- Rzeczywiście, skoro przybywa starych ludzi, może być takie zagrożenie. Niemcy już rozważają, czy nie zmienić sposobu głosowania tak, by oddać głos wyborczy dzieciom, by zrównoważyć interesy wielkich grup starych ludzi i dużo mniejszych - młodych. Również po to w niemieckiej konstytucji zapisano nawet konieczność działania państwa dla dobra przyszłych pokoleń.
Winą za starzenie się społeczeństwa obarcza się ludzi, którzy nie mają dzieci. Jak Pan ocenia pomysły "bykowego" i "jałówkowego"?
- Choć sam musiałbym płacić taki podatek, to nie buntowałbym się. Ludzie, którzy wychowują dzieci, muszą z wielu rzeczy rezygnować: matka, która idzie na urlop macierzyński, dostaje niższe wynagrodzenie, często ma zablokowany awans zawodowy, konsumpcja w rodzinach z dzieckiem jest niższa niż bezdzietnych. Tymczasem gdy dziecko dorasta, idzie swoją drogą, a korzyść materialną z tego, że pracuje i płaci podatki, ma całe społeczeństwo.
Ale jeśli ktoś sądzi, że dzięki "bykowemu" wzrośnie w Polsce liczba dzieci, myli się. Nie wierzę, że ktoś, chcąc zaoszczędzić niewielką sumę, jaką trzeba byłoby płacić, zrezygnuje z bycia bezdzietnym.
- Rzeczywiście, skoro przybywa starych ludzi, może być takie zagrożenie. Niemcy już rozważają, czy nie zmienić sposobu głosowania tak, by oddać głos wyborczy dzieciom, by zrównoważyć interesy wielkich grup starych ludzi i dużo mniejszych - młodych. Również po to w niemieckiej konstytucji zapisano nawet konieczność działania państwa dla dobra przyszłych pokoleń.
Winą za starzenie się społeczeństwa obarcza się ludzi, którzy nie mają dzieci. Jak Pan ocenia pomysły "bykowego" i "jałówkowego"?
- Choć sam musiałbym płacić taki podatek, to nie buntowałbym się. Ludzie, którzy wychowują dzieci, muszą z wielu rzeczy rezygnować: matka, która idzie na urlop macierzyński, dostaje niższe wynagrodzenie, często ma zablokowany awans zawodowy, konsumpcja w rodzinach z dzieckiem jest niższa niż bezdzietnych. Tymczasem gdy dziecko dorasta, idzie swoją drogą, a korzyść materialną z tego, że pracuje i płaci podatki, ma całe społeczeństwo.
Ale jeśli ktoś sądzi, że dzięki "bykowemu" wzrośnie w Polsce liczba dzieci, myli się. Nie wierzę, że ktoś, chcąc zaoszczędzić niewielką sumę, jaką trzeba byłoby płacić, zrezygnuje z bycia bezdzietnym.
Już dziś PRACA dla Ciebie -
Internetowe Targi Pracy
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
4
3 głosy
Wyborcza.biz poleca
BIZNES LUDZIE PIENIĄDZE

Jeśli buty to za 50 zł. Polacy kupują tanio, ale się nie przyznają
WYWIAD Z CEGIELSKIM

W Azji biznes robi się od kuchni. Od frontu wchodzą giganty
PRZEŚWIETLAMY REKLAMY

W Play Fresh stan darmowy... nie jest darmowy
Edukacja w finansach






