Ponad 4 tys. gości, 600 ekspertów i trzy dni intensywnych obrad oraz konferencji. Kongres, nad którym patronat objął Jose Manuel Barroso, przewodniczący Komisji Europejskiej, otworzył w poniedziałek marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. Stwierdził, że trzeba zrobić wszystko, aby Polska była najlepszym miejscem do inwestowania w Europie. - Byłem właśnie w dawnej Hucie Katowice. Tam widać wprowadzanie nowych technologii, widać budowanie z myślą o biznesie, o pracownikach i regionie - przywitał gości marszałek, dodając, że będzie opowiadał się za kontynuowaniem reformy finansów publicznych i wspieraniem prywatyzacji.
Wśród zaproszonych gości nie zabrakło też Jerzego Buzka, przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, który podkreślał, że podczas kongresu najważniejsza będzie odpowiedź na pytanie, jak powinna w przyszłym roku wyglądać polska prezydencja w Unii Europejskiej, a także Lecha Wałęsy, który w swoim stylu "rewolucjonisty", jak sam go określił, zaapelował o zmianę myślenia. - Tak, by Unia nie była nastawiona tylko na najlepszych, ale też średniaków i spóźnionych - mówił Wałęsa.
Wystąpienia inauguracyjne mieli również: Michał Boni, członek Rady Ministrów, Johannes Hahn, komisarz UE ds. polityki regionalnej, Janusz Lewandowski, unijny komisarz ds. budżetu, oraz ministrowie gospodarki Waldemar Pawlak i finansów Jacek Rostowski.
Już sama lista VIP-ów, którzy dotarli do Katowic, spowodowała, że zaczęto zastanawiać się, czy aby nasz kongres nie odbierze Krynicy-Zdrój, gdzie od 19 lat odbywają się spotkania gospodarcze, miana "polskiego Davos"? - Nie zamierzamy rywalizować z Krynicą, bo tamtejsze spotkania mają nieco inny, bardziej ekonomiczny charakter - uśmiecha się Wojciech Kuśpik, prezes Polskiego Towarzystwa Wspierania Przedsiębiorczości, współorganizatora katowickiego kongresu. Przyznaje jednak, że już w zeszłym roku - po pierwszym kongresie zorganizowanym w Katowicach - biznesmeni zaczęli zapewniać go, że w Polsce są już tylko dwa spotkania gospodarcze wielkiego kalibru. Pierwsze to Krynica, drugie Katowice! - Nie da się już ignorować Śląska, bo po Warszawie to wciąż najważniejszy gospodarczo region w kraju - mówi prezes Kuśpik.
Jednocześnie przypomina, że spośród 4 tys. gości zaproszonych do Katowic przynajmniej połowa to przedsiębiorcy, menedżerowie i politycy, którzy naprawdę decydują o inwestycjach i gospodarce. - To od nich zależy, gdzie powstanie jakaś fabryka, i jeżeli przekonają się do nas, to możemy tylko na tym skorzystać - mówi prezes Kuśpik.
Jan Olbrycht, kiedyś marszałek województwa, dziś eurodeputowany, mówi, że Katowicom trudno będzie walczyć z Krynicą pod względem pięknego krajobrazu i walorów turystycznych. Dodaje, że dzięki temu unikniemy przynajmniej podejrzeń, że goście przyjeżdżają do nas na wakacje, a nie po to, by naprawdę dyskutować o gospodarce i Unii Europejskiej. - Ten kongres pokazuje, że mają sens takie inwestycje jak budowa w Katowicach centrum kongresowego z prawdziwego zdarzenia - mówi Olbrycht i dodaje, że impreza może też poprawić samoocenę mieszkańców regionu. - Trudno, żebyśmy nie byli dumni z faktu, że to właśnie do nas, a nie gdzie indziej przyjeżdżają takie osobowości - mówi Olbrycht.
Choć kongres nastawiony jest na wielką politykę i gospodarkę, to podczas trzech dni obrad nie zabraknie też tematów dotyczących bezpośrednio Śląska i Zagłębia. Zaplanowano bowiem dyskusje o metropolii, transporcie, górnictwie czy problemach energetyki i hutnictwa. - Bardzo zmieniamy wizerunek naszego regionu, choć - jak wszystko - ten proces też potrzebuje czasu. Ale pamiętam, jak jeszcze 10 lat temu pojechaliśmy na Expo do Hanoweru. Tamtejsza Polonia, ale i Niemcy spodziewali się, że będziemy prezentować tradycyjnego chłopa z furmanką, a my przywieźliśmy ze sobą Camerę Silesia, studentów ASP i uliczne happeningi. Zrobiliśmy ogromne wrażenie, które trwa tak naprawdę do dziś - mówi Tadeusz Donocik, szef Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach.