W ubiegłym roku wszystkie największe spółki kolejowe zanotowały pokaźne straty (stosunkowo najmniejsze - przewoźnicy lokalni tacy jak Koleje Mazowieckie), zarówno pod względem przychodów,jak i liczby pasażerów. Zdaniem Adriana Furgalskiego z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR, winą za ten stan rzeczy należy obarczyć kryzys, pogodę i coraz większy rozwój
motoryzacji na biedniejszych terenach. Ale nie bez winy są sami przewoźnicy redukujący liczbę kursów w rozkładach jazdy.
- Można było pójść przykładem Niemiec. Tam, aby nie dopuścić do zmniejszenia liczby pasażerów, zwiększono liczbę pociągów i odniosło to pożądany skutek - dodawał.
Dużą część panelu zajęła rozmowa na temat wstrzymania pociągów InterRegio przez zarządcę torów - spółkę PKP Polskie Linie Kolejowe. Oficjalnym powodem jest to, że
PLK nie może wyegzekwować opłat za korzystanie z torów od Przewozów Regionalnych (udziały w spółce mają wszystkie województwa), do których należą składy InterRegio. PLK liczyła, że po zatrzymaniu części pociągów odzyska od przewoźnika pieniądze. Tak się jednak nie stało.
- Mamy tylko 40 proc. akcji w PLK, a nawet jako większościowy udziałowiec nasze możliwości wpływania na politykę spółki są ograniczone. Duży wpływ na sytuację w PLK ma poziom państwowych dotacji - mówiła Maria Wasiak z zarządu PKP SA. Przy okazji skrytykowała PKP InterCity, uznając, że decyzja sprzed miesiąca o zablokowaniu części połączeń InterRegio była słuszna. - Zaległości Przewozów za dostęp do torów to 220 mln zł, a ten dług będzie miał ogromne znaczenie w przyszłości. Nie możemy się cieszyć z tego, że Przewozy Regionalne obniżyły ceny, ponieważ jest to obniżka za cenę niewypłacalności podmiotu - dowodziła.
Śląskie będzie konkurować same ze sobą - Czy PKP wstydzi się swoich udziałów w PLK? Tak samo jest przecież z samorządami, które sprawiają wrażenie, jakby nie przyznawały się do swoich udziałów w Przewozach Regionalnych i otwarcie mówią, że swoje udziały mogą sprzedać albo nawet oddać - stwierdził moderujący dyskusję Henryk Klimkiewicz, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR, wywołując tym samym do tablicy marszałka śląskiego sejmiku Bogusława Śmigielskiego. To z jego inicjatywy doszło w kwietniu do powołania spółki Koleje Śląskie, która w praktyce stała się konkurencją dla należących do samorządu Przewozów.
Kiedy w kwietniu podpisywano akt założycielski spółki, Śmigielski powiedział, że KŚ mają na celu wsparcie działań PR. - Ale w przypadku gdyby wyniki ekonomiczne powodowały, że Przewozy Regionalne nie mogą realizować przewozów na terenie województwa, będzie to dla nas alternatywne rozwiązanie - powiedział wtedy.
- Naszym celem i obowiązkiem jest zapewnienie przewozów na terenie województwa. Chciałbym mieć partnerów ze strony PKP, chciałbym, aby doprowadzono do restrukturyzacji długów spółki, chciałbym, aby PKP zaczęło wreszcie przekazywać majątek samorządom, które są niezwykle zainteresowane przejęciem i gruntownym wyremontowaniem dworców kolejowych - powiedział marszałek, a po chwili dodał: - Jeżeli nie zdarzy się cud, będę dążył do tego, aby wydzielić samorząd ze spółki Przewozy Regionalne, aby nie ponosić dodatkowych kosztów. Kłóci się to z moimi poglądami, ale jako współwłaściciel mam coraz mniejszy wpływ na funkcjonowanie samej spółki, więc będę zmuszony podejmować wobec niej działania konkurencyjne - powiedział.
Sytuacji w Przewozach broniła Danuta Bodzek, członek zarządu Przewozów Regionalnych. - Odnaleźliśmy się w nowej rzeczywistości, a nasz personel udowodnił dzięki wyrzeczeniom swój wysoki potencjał. Pokazaliśmy, że można coś zrobić, i cały czas udoskonalamy naszą ofertę, pokazujemy, że potrafimy współpracować z innymi przewoźnikami, ale właściciele chcieliby, aby spółka modernizowała się szybciej - powiedziała.