Biznes Ludzie Pieniądze

Nauka i przemysł - jak to się robi w Europie

Katarzyna Zachariasz
18.05.2011 , aktualizacja: 18.05.2011 12:22
A A A Drukuj
Mentalność, za małe zaangażowanie przemysłu i niedostateczny udział w dużych projektach unijnych to powody, dla których Polska jest w ogonie Europy pod względem sektora badań i rozwoju - taki wniosek płynie z panelu poświęconego unijnym inicjatywom technologicznym. Ale są też dziedziny, w których mamy pełne predyspozycje, aby być liderami.
Rozwój kadr naukowych i dydaktycznych będzie jednym z najważniejszych zadań, które resort nauki i informatyzacji chce realizować za unijne pieniądze
Rozwój kadr naukowych i dydaktycznych będzie jednym z najważniejszych zadań, które resort nauki i informatyzacji chce realizować za unijne pieniądze
- Czujemy, że jesteśmy świetni, że rozwijamy się w dynamicznym tempie. W kontekście europejskim to wygląda inaczej - od takiego pesymistycznego akcentu Andrzej Siemaszko, dyrektor Krajowego Punktu Kontaktowego Programów Badawczych UE, rozpoczął panel dyskusyjny poświęcony unijnym inicjatywom technologicznym. Potem było jeszcze gorzej. Jak zauważył Siemaszko, Unia Europejska stawia na joint innovation technologies - olbrzymie programy badawcze o wartości setek milionów euro oparte na partnerstwie publiczno-prywatnym. - Polska praktycznie w nich nie uczestniczy albo uczestniczy w małym stopniu. Kiedy Europa się integruje i buduje strategie rozwoju, my zajmujemy się swoim grajdołkiem - mówił Siemaszko. - Jeśli nie wejdziemy teraz w duże przedsięwzięcia, za chwilę będziemy członkiem drugiej albo trzeciej kategorii - straszył. Jak podkreślał, w Europie funkcjonują platformy technologicznie, którymi zarządza przemysł. Jeśli firmy z danej branży osiągną porozumienie i zlecą badania, Unia je sfinansuje.

Wtórował mu Andrzej Podsadowski z unijnego projektu Clean Sky. - To nie działa na zasadzie: ja mam dobry pomysł, ale czy znajdą się pieniądze. Jest na odwrót. Jeśli Unia chce badać daną dziedzinę, a projekt jest dobry, to wtedy pieniądze na pewno się znajdą - powiedział Podsadowski. Dziedziny badawcze, w które inwestuje UE, są wybierane na podstawie strategicznej agendy i wcześniejszych analiz wpływu na sektor. W wypadku projektu "clean sky" analizy pokazały, że po zainwestowaniu 800 mln euro wkładu Unii i 800 mln wkładu przemysłu w perspektywie 30 lat otrzymamy 800 mld zysku. Na brak dużych projektów badawczych uwagę zwrócił też Krzysztof Meissner, dyrektor naukowy Instytutu Problemów Jądrowych. - Duże infrastruktury przyciągają badania. Taki CERN, choćby sam nic nie wykrył, to przecież w nim wynaleziono internet - dodał Meissner. Szef Instytutu Problemów Jądrowych apelował, aby polskie firmy aktywnie włączyły się w program rozwoju energetyki jądrowej, nie tylko jako wykonawca prac zleconych, ale jako projektanci nowoczesnych technologii. Z kolei Krzysztof Krystowski z konsorcjum Avio Polska zwrócił uwagę na złe wydawanie pieniędzy przeznaczonych na badania. - Bardzo mało pieniędzy na badania wydaje przemysł. W zbyt dużym stopniu dajemy pieniądze do instytutów badawczych. W ten sposób tworzy się zamknięty obieg i przemysł nie jest zachęcany, aby dołączyć do badań - tłumaczył.



Wiceminister gospodarki Grażyna Hanclewska nie zgodziła się z tezą o bierności Polski. Jak podkreślała, Polska w miarę swoich możliwości realizuje cele strategii "Europa 2020", m.in. wydatki na badania wzrosną do 1,7 PKB. - Pieniądze powinny posłużyć aktywizacji środków prywatnych, aby w projekty angażowali się partnerzy prywatni, którzy są zainteresowani końcowymi wdrożeniami - mówiła wiceminister. Jak podkreślała, ministerstwo pracuje nad strategią innowacyjności i efektywności gospodarki. - Program rozwoju przedsiębiorstw będzie oparty na wynikach foresightu przemysłu. Przeprowadzamy go, aby zidentyfikować obszary rozwoju przemysłu i kluczowe technologie - mówiła Hanclewska. Na razie wyodrębniono 10 obszarów badawczych - od nanotechnologii, poprzez fotonikę, aż po czyste technologie węglowe - które potencjalnie mogą być polską specjalnością. Wyniki badania poznamy w grudniu.

Po części równie optymistyczna co wiceminister była Teresa Kamińska z Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. - Proza życia wcale nie jest taka smutna. Mamy fantastyczne instytucje, mamy programy powrotu dla naukowców, zaczęliśmy poprawiać infrastrukturę - mówiła. Ale w tej beczce miodu znalazły się dwie łyżki dziegciu. Po pierwsze, mentalność administracji publicznej, która nie rozumie, że w partnerstwie publiczno-prywatnym korzyść ma odnieść też prywatny inwestor. - Dlaczego w Polsce samorządy nie chcą wchodzić w partnerstwo publiczno-prywatne? Bo sądzą, że tam jest jeszcze czwarte "p" - prokurator - mówiła Kamińska. Po drugie, ustawa o zamówieniach publicznych, która skutecznie eliminuje z rynku młode innowacyjne polskie firmy. - Firmy sprzedają za grosze swój produkt innym zagranicznym firmom. Potem Polska kupuje od nich ten sam produkt za duże pieniądze - dodała Kamińska.

Wydajemy dużo na badania i rozwój, ale wydajemy horyzontalnie - podsumował dyskusję Siemaszko. - Mamy trzy lokomotywy, w których jesteśmy skazani na bycie liderem - to energetyka, zaawansowane technologie materiałowe i lotnictwo - optymistycznie zakończył Siemaszko.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 1
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów