Przemysław Poznański: Rozmawialiśmy o e-administracji dwa lata temu. Wtedy diagnoza czytelników była następująca: to nie działa! A jak jest dziś? Tomasz Kulisiewicz*: - Niestety, niewiele się zmieniło.
Po latach obietnic rząd uruchomił w końcu tzw. profil zaufany służący obywatelowi do kontaktów z urzędami. Założył pan już takie konto? - Teraz nie. Na ePUAP-ie [Elektroniczna Platforma Usług Administracji Publicznej, gdzie zakładamy profil zaufany - red.] rejestrowałem się kilka razy w różnych fazach jego rozwoju i za każdym razem znikałem po jakimś czasie jako użytkownik, bo system po raz kolejny przerabiano. Teraz więc wolę poczekać, aż platforma się uspokoi i okrzepnie.
Jest też inny powód, dla którego nie palę się do tego. Profil zaufany to w założeniu dobre rozwiązanie. Ale jak to wygląda w praktyce? Kto się tam zaloguje, znajdzie różne wyrwane z kontekstu usługi w różnych rozrzuconych po Polsce miejscach - w niektórych gminach, powiatach, miastach, urzędach centralnych.
Akurat pechowo się składa, że żadnej z prawie 360 usług nie mogę elektronicznie zrealizować, np. w mojej gminie - jednej z najbogatszych w Polsce. Np. o wtórnik dowodu rejestracyjnego pojazdu można przez ePUAP złożyć wniosek tylko w jednym starostwie powiatowym w całym kraju, o dopisanie do listy wyborców (przy całkowicie zinformatyzowanym rejestrze wyborców) można wystąpić tylko w 156 miejscowościach. A przecież terytorialnych komisji wyborczych mamy ponad 2,8 tys., nie mówiąc o 25 tys. obwodów wyborczych.
Jak zatem powinien wyglądać idealny ePUAP? - Był w Polsce w 2006 r. projekt o nazwie "Wrota Polski". "Wrota" miały działać tak, jak tego oczekujemy od e-administracji - powstanie jedno miejsce, w którym obywatel się loguje, i z tego miejsca ma możliwość dotarcia do wszystkich urzędów: samorządowych, państwowych, podatkowych. Ale "Wrota Polski" ostatecznie nie powstały. Tymczasem w takich krajach jak
Czechy czy
Węgry budowanie podobnego systemu powiodło się - tam przez jeden portal administracji publicznej można załatwić wszystkie usługi administracyjne, które są potrzebne człowiekowi. Nie widać nawet osobnego systemu podatkowego - PIT składa się poprzez ten sam portal. Pozwolenie budowlane kierowane jest do urzędu gminy, PIT - do urzędu skarbowego. A w Polsce? Od 2009 r. przez dwa lata czytałem w "e-urzędzie" miasta stołecznego, w zakładce mającej służyć np. do wymiany dowodu rejestracyjnego pojazdu z powodu braku miejsca na kolejny wpis, że system składania wniosku przez internet jest "chwilowo nieczynny".
Dlaczego tworzenie e-administracji idzie nam tak opornie? - Bo nasza administracja jest "papierowa" także w mentalności urzędników. Dlatego zamiast myśleć o nowoczesnej administracji, próbujemy internetyzować dokumentocentryczny, papierocentryczny model, w którym szafy w urzędzie i szuflady biurka zastępujemy "szafami i szufladami" w komputerach. Widać to choćby po tym, jak trudno było wprowadzić oświadczenia zamiast zaświadczeń. Trzeba było zapisać to w ustawie o dumnej nazwie "O ograniczaniu barier administracyjnych dla obywateli i przedsiębiorców", która weszła w życie 1 lipca. A przecież od 2001 r. mamy art. 220 kpa, w którym jest wyraźnie zapisane, że jeżeli administracja chce coś o mnie wiedzieć, to niech sobie najpierw sprawdzi sama u siebie, a nie żąda za każdym razem zaświadczenia. Od czerwca 2010 r. miała to sprawdzać także elektronicznie w innych urzędach. Taki przepis istnieje!
Ale nie działa. Sam musiałem jakiś czas temu złożyć w urzędzie gminy dokument, który dwa dni wcześniej w tym samym urzędzie odebrałem. - Bo administracja tego przepisu albo nie zna, albo nie chce go stosować. Przez niemal sto lat, od czasów cara Mikołaja II, kanclerza Bismarcka i miłościwie nam panującego cesarza Franciszka Józefa, przyzwyczaiła się, że musi być bumaga z pieczątką, nawet jeśli ma ją wystawiać sama sobie. A może nie ma pieniędzy, by połączyć systemy komputerowe w różnych urzędach? Dlatego po dwóch latach od naszej poprzedniej rozmowy ciągle robimy za bioniczną sieć między biurkami urzędników.
Nawet na ePUAP-ie mamy taką procedurę e-administracji: wniosek o wydanie zaświadczenia potwierdzającego dokonanie opłaty za korzystanie z zezwoleń na sprzedaż napojów alkoholowych. Udostępnia ją pięć urzędów w Polsce, wymagane dokumenty to wniosek oraz dowód wniesienia opłaty. Ktoś by naiwnie pomyślał, że obowiązuje prawo bankowe i urzędom nie trzeba odrębnego "zaświadczenia potwierdzającego dokonanie opłaty".
A spis powszechny? W tym roku po raz pierwszy przez internet! - Doceniam wysiłek GUS-u, ale nie czuję się oszołomiony nowoczesnością. Dziewięć krajów w Europie - m.in.
Słowenia i
Austria - robi tzw. rejestrowe spisy powszechne. Po prostu Wielki Statystyk Kraju mówi: "A teraz nadchodzi czas spisu", wciska guzik enter i na ten dzień ściąga dane o obywatelach z rejestrów administracji.
Wracamy do tego samego - administracja ma 95 proc. danych o nas: urząd wie, że kupujemy mieszkanie, płacimy podatki, kupiliśmy samochód, że rodzi nam się dziecko. Dania pierwszy spis rejestrowy zrobiła w 1981 r.! I już nie zawracają obywatelom głowy, robiąc tylko dodatkowe badania na próbach reprezentatywnych. Według GUS-u ostatni tradycyjny spis w Finlandii w 1980 r. kosztował równowartość 6 euro na osobę, a "rejestrowy" spis w 2000 r. - tylko 20 eurocentów. U nas - mimo że administracja ma dane - każe się obywatelom wypełniać formularze przez internet i nazywamy to nowoczesnością.
Dlaczego u nas nie można zrobić spisu rejestrowego? - Podstawowy powód to niska jakość danych w rejestrach. Urzędy zbierają o nas pełno niepotrzebnych im do niczego danych - np. dopiero w 2014 r. zniknie obowiązek zgłoszenia czasowego miejsca pobytu. A wraz z obowiązkiem zniknie jeden z najbardziej absurdalnych formularzy zawierający m.in. rubrykę "wykształcenie". Po co? Jeśli będę za słabo wykształcony, to gmina mnie nie zamelduje?
Na wszystkich formularzach urzędowych jest też obowiązek podania kodu pocztowego, bo jest to część adresu stałego lub czasowego zameldowania. Na jakiej podstawie kod pocztowy znalazł się w ustawach? Przecież to wewnętrzny, techniczny parametr firmy pocztowej służący wyłącznie jej samej do sprawnej logistyki przesyłek. Po co techniczne oznaczenia systemu sortowania przesyłek pocztowych znajdują się w dowodzie osobistym, prawie jazdy, dowodzie rejestracyjnym pojazdu?
Teraz dochodzimy do sedna: administracja zbiera miliony niepotrzebnych danych, a przez to ma z nimi bałagan i dodatkowy kłopot, bo jak już je niepotrzebnie zebrała, to teraz musi ich pilnować, np. na podstawie ustawy o ochronie danych osobowych. A w dodatku zbierając zbyt wiele danych, zwiększa szanse zrobienia pomyłki. A gdy są pomyłki, to z takich danych nie może skorzystać inny system. A zatem nie zrobimy spisu rejestrowego.