, ostatnia aktualizacja 2011-07-19 09:03:13.0
Samorządy próbują wypchnąć TIR-y poza miasta - Kraków ustawia znaki zakazu wjazdu, Trójmiasto chce dla TIR-ów zamknąć Sopot, Wrocław waży ciężarówki
Po wprowadzeniu elektronicznego systemu poboru opłat na autostradach i drogach krajowych kierowcy ciężarówek na wszystkie sposoby próbują obejść nowe przepisy. Stawki za przejechany kilometr wahają się od 0,20 zł do 0,53 zł w przypadku autostrad i dróg ekspresowych oraz od 0,16 zł do 0,42 zł dla pozostałych dróg krajowych. Zamiast płatnych odcinków kierowcy wybierają więc drogi równoległe.
- Nie widziałam jeszcze na naszych drogach tylu ciężarówek co teraz - mówi Elżbieta Burtan, wójt podkrakowskiego Zabierzowa. - Kierowcy TIR-ów zaraz po wprowadzeniu nowych przepisów zaczęli masowo przejeżdżać przez naszą gminę, przez co kompletnie zatykają nasze drogi.
Podobnie jest również większych miastach. Krakowscy urzędnicy wyliczyli, że od początku lipca ruch ciężarówek wzrósł w mieście o ok. 30 proc. Dlatego w tym tygodniu zdecydowano się na wprowadzenie ograniczeń dopuszczalnej masy pojazdów na drogach w sąsiedztwie obwodnicy miasta. Zakazy wynoszą 7 lub 16 ton (zależnie od klasy drogi).
Wrocław przed TIR-ami broni się za pomocą tzw. wag preselekcyjnych zatopionych w jezdniach na obrzeżach miasta. Kiedy przejeżdża przez nie ciężarówka, jest automatycznie ważona. Jeśli okaże się, że jest cięższa niż 18 ton, kamera przesyła jej numery rejestracyjne do Inspekcji Transportu Drogowego, która raz jeszcze waży pojazd. Najcięższe ciężarówki nie mogą wjechać do Wrocławia w godzinach szczytu, czyli między godz. 6 a 9 oraz 13 a 19, a także w nocy pomiędzy 22 a 4. Nad wprowadzeniem wag zastanawiają się u siebie władze Gliwic.
- Jesienią kończą się u nas remonty największych arterii i kierowcy ciężarówek mogą zacząć przejeżdżać przez miasto, by ominąć płatne odcinki - uważa Tomasz Wawrzonek z Zarządu Dróg i Zieleni w Gdańsku. - Zastanawiamy się nad wprowadzeniem ograniczenia masy pojazdów, które wjeżdżają do miasta. Nad ograniczeniem ruchu TIR-ów pracujemy wspólnie jako Trójmiasto. Rozważamy np. objęcie Sopotu, który jest uzdrowiskiem, całkowitym zakazem ruchu ciężarówek. W ten sposób częściowo odcięlibyśmy najcięższym pojazdom możliwość wjazdu także do Gdańska czy Gdyni.
Zdaniem ekspertów to samorządy znalazły się w najtrudniejszej sytuacji. Kierowcy ciężarówek, którzy unikają płacenia za korzystanie z autostrad i dróg krajowych przejeżdżają bowiem przez drogi lokalne. - Przepisy nie przewidują objęcia nowym systemem dróg samorządowych. Dlatego mieszkańcom nie pozostaje chyba nic innego, jak tylko blokować przejazdy ciężarówek, chodząc po pasach - uważa Adrian Furgalski, dyrektor Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. - Można oczywiście wprowadzać ograniczenia tonażowe i ustawiać odpowiednie znaki, ale bez zwiększonej liczby patroli policji będzie to jedynie martwy przepis. Wiadomo jednak, że funkcjonariusze będą mieli największy zapał do kontrolowania jedynie na początku. Poza tym kierowcy będą się nawzajem ostrzegali przed kontrolami przez CB radia - dodaje.
Zdaniem Furgalskiego kierowcy prędzej czy później wrócą na płatne drogi. - Część przedsiębiorców prędzej czy później dojdzie do wniosku, że kierowcy spędzają zbyt dużo czasu, stojąc na zatkanych drogach równoległych i mimo wszystko bardziej opłaca się przejechać płatnymi odcinkami - argumentuje.
Do przejazdu płatnymi odcinkami kierowców może skłonić wyłącznie oszczędność czasu. Dopóki ich samochody nie przekraczają dozwolonej masy, mogą bez przeszkód korzystać z równoległych dróg.
- Przejazd bezpłatnymi odcinkami jest dozwolony, o ile tylko pozwalają na to parametry drogi - mówi Alvin Gajahdhur, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. - Jeśli nacisk na oś pojazdu lub dopuszczalna masa całkowita są jednak większe niż dozwolone, to nakładamy kary. Nie ma górnej granicy. W Wielkopolsce ukaraliśmy jak dotąd kilkunastu przewoźników, którzy w sumie zapłacą ok. 50 tys. zł.
W ciągu siedmiu lat skarb państwa chce zarobić na elektronicznym systemie poboru opłat 14 mld zł. Docelowo ma on objąć ok. 9 tys. km dróg.
- Nie widziałam jeszcze na naszych drogach tylu ciężarówek co teraz - mówi Elżbieta Burtan, wójt podkrakowskiego Zabierzowa. - Kierowcy TIR-ów zaraz po wprowadzeniu nowych przepisów zaczęli masowo przejeżdżać przez naszą gminę, przez co kompletnie zatykają nasze drogi.
Podobnie jest również większych miastach. Krakowscy urzędnicy wyliczyli, że od początku lipca ruch ciężarówek wzrósł w mieście o ok. 30 proc. Dlatego w tym tygodniu zdecydowano się na wprowadzenie ograniczeń dopuszczalnej masy pojazdów na drogach w sąsiedztwie obwodnicy miasta. Zakazy wynoszą 7 lub 16 ton (zależnie od klasy drogi).
Wrocław przed TIR-ami broni się za pomocą tzw. wag preselekcyjnych zatopionych w jezdniach na obrzeżach miasta. Kiedy przejeżdża przez nie ciężarówka, jest automatycznie ważona. Jeśli okaże się, że jest cięższa niż 18 ton, kamera przesyła jej numery rejestracyjne do Inspekcji Transportu Drogowego, która raz jeszcze waży pojazd. Najcięższe ciężarówki nie mogą wjechać do Wrocławia w godzinach szczytu, czyli między godz. 6 a 9 oraz 13 a 19, a także w nocy pomiędzy 22 a 4. Nad wprowadzeniem wag zastanawiają się u siebie władze Gliwic.
- Jesienią kończą się u nas remonty największych arterii i kierowcy ciężarówek mogą zacząć przejeżdżać przez miasto, by ominąć płatne odcinki - uważa Tomasz Wawrzonek z Zarządu Dróg i Zieleni w Gdańsku. - Zastanawiamy się nad wprowadzeniem ograniczenia masy pojazdów, które wjeżdżają do miasta. Nad ograniczeniem ruchu TIR-ów pracujemy wspólnie jako Trójmiasto. Rozważamy np. objęcie Sopotu, który jest uzdrowiskiem, całkowitym zakazem ruchu ciężarówek. W ten sposób częściowo odcięlibyśmy najcięższym pojazdom możliwość wjazdu także do Gdańska czy Gdyni.
Zdaniem ekspertów to samorządy znalazły się w najtrudniejszej sytuacji. Kierowcy ciężarówek, którzy unikają płacenia za korzystanie z autostrad i dróg krajowych przejeżdżają bowiem przez drogi lokalne. - Przepisy nie przewidują objęcia nowym systemem dróg samorządowych. Dlatego mieszkańcom nie pozostaje chyba nic innego, jak tylko blokować przejazdy ciężarówek, chodząc po pasach - uważa Adrian Furgalski, dyrektor Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. - Można oczywiście wprowadzać ograniczenia tonażowe i ustawiać odpowiednie znaki, ale bez zwiększonej liczby patroli policji będzie to jedynie martwy przepis. Wiadomo jednak, że funkcjonariusze będą mieli największy zapał do kontrolowania jedynie na początku. Poza tym kierowcy będą się nawzajem ostrzegali przed kontrolami przez CB radia - dodaje.
Zdaniem Furgalskiego kierowcy prędzej czy później wrócą na płatne drogi. - Część przedsiębiorców prędzej czy później dojdzie do wniosku, że kierowcy spędzają zbyt dużo czasu, stojąc na zatkanych drogach równoległych i mimo wszystko bardziej opłaca się przejechać płatnymi odcinkami - argumentuje.
Do przejazdu płatnymi odcinkami kierowców może skłonić wyłącznie oszczędność czasu. Dopóki ich samochody nie przekraczają dozwolonej masy, mogą bez przeszkód korzystać z równoległych dróg.
- Przejazd bezpłatnymi odcinkami jest dozwolony, o ile tylko pozwalają na to parametry drogi - mówi Alvin Gajahdhur, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. - Jeśli nacisk na oś pojazdu lub dopuszczalna masa całkowita są jednak większe niż dozwolone, to nakładamy kary. Nie ma górnej granicy. W Wielkopolsce ukaraliśmy jak dotąd kilkunastu przewoźników, którzy w sumie zapłacą ok. 50 tys. zł.
W ciągu siedmiu lat skarb państwa chce zarobić na elektronicznym systemie poboru opłat 14 mld zł. Docelowo ma on objąć ok. 9 tys. km dróg.
