, ostatnia aktualizacja 2009-10-30 13:01:29.0
Im więcej masz tym więcej dostajesz. Ta reguła sprawdza się w podejściu banków do najbogatszych klientów
Zamykasz oczy i widzisz dom, nie, starą winnicę gdzieś w Toskanii. Albo jeszcze lepiej stylową willę w Hiszpanii z widokiem na morze. Upał doskwiera, cykady przygrywają, a ty wchodzisz do obszernego salonu, rozkoszując się jego chłodem. Z dumą spoglądasz na cenną kolekcję obrazów, mijasz hol, drzwiczki, schodki i oto jesteś w piwnicy. Na półkach w równych rządkach leżakują butelki przednich win, obok w beczkach mocy nabiera single malt, najwyborniejsza whisky. Dla jednych to sen, dla innych jawa. Przymiarki do wielkiej fortuny i przejaw pomysłowości ich doradców.
Dziś bankowcy muszą być bardziej wszechstronni. Niektórym klientom nie wystarczy już rynek akcji czy nieruchomości. Oczekują czegoś ekstra. Eksperta, który pomoże zainwestować im w dzieła sztuki czy trunki klasy kolekcjonerskiej. Rola klienta ograniczać się może "tylko" do posiadania pieniędzy, często zresztą mniejszych, niżby się to mogło wydawać. Choć w Polsce mamy tylko 13 tys. tych prawdziwych (dolarowych) milionerów, to z private bankingu korzysta grubo ponad 100 tys. osób.
Dla ambitnych - personal banking
Aśka ma 34 lata. Zaraz po studiach zatrudniła się w polskiej centrali dużej międzynarodowej korporacji. Szybko awansowała na kierownika oddziału. Zaczęła więcej pracować, ale i więcej zarabiać. Przyzwyczajona do skromnego życia nawet nie zauważyła, że na jej rachunku urosła spora sumka. Któregoś dnia zadzwonił telefon z banku i tak została klientką personal bankingu. Dostała droższe konto, ale z szerszą ofertą - dostępem przez internet i telefon, z limitem kredytowym w wysokości jej kilkumiesięcznej pensji, możliwością lokowania środków na wyżej oprocentowanym koncie oszczędnościowym.
Otrzymała także bardziej prestiżową kartę kredytową z wyższym limitem oraz całym pakietem usług dodatkowych - zniżkami na zakupy, hotele i wynajem samochodów oraz pakietem ubezpieczeniowym od następstw nieszczęśliwych wypadków i assistance. Ale przede wszystkim dostała opiekę swojego doradcy pomagającego w lokowaniu nadwyżek oszczędności nie tylko na lokatach, ale także w jednostkach funduszy inwestycyjnych. On ostatecznie przekonał ją do zakupu mieszkania na kredyt, którego raty były niższe niż czynsz za dotychczas wynajmowany lokal. Tak właśnie banki łowią najbardziej perspektywicznych klientów. Programy komputerowe analizują stany kont i wyłapują właścicieli tych, na które wpływy znacznie wzrosły. Najlepszych przejmują doradcy.
Niemal każda instytucja finansowa posiada ofertę dla bogatszych klientów. Standardem dla takich osób jest bardziej prestiżowa karta kredytowa, w zależności od instytucji finansowej nazwana złotą, platynową lub - jak to zrobił np. Raiffeisen - nazwą własną (Class & Club).
Najważniejsze jest to, że oprócz kredytu dołączone są do nich bogate pakiety ubezpieczeniowe obejmujące ochroną właściciela i jego bliskich oraz bagaż w podróży przed następstwami nieszczęśliwych wypadków, a także assistance, dzięki któremu można liczyć na pomoc zarówno wówczas, gdy w drodze zepsuje się auto, jak i wtedy, gdy wichura wyrwie niedomknięte okno. Do kart przypisany jest również cały szereg dodatkowych usług, w tym zniżki na hotele, wynajem samochodów, zakupy, karnety do salonów odnowy biologicznej i klubów sportowych etc.
Klient personal bankingu dostaje także własnego doradcę. Aśka już nie stoi w oddziale przy okienku, ale albo omawia swoje potrzeby finansowe przez telefon, albo w placówce przyjmowana jest w osobnym pokoju, gdzie w ciszy i w miarę komfortowych warunkach może zdecydować o zainwestowaniu oszczędności. Na wiele jeszcze nie może liczyć. Doradca proponuje jej przeważnie podręczne konto oszczędnościowe, na którym nadwyżki gotówki będą przynosiły niewielki dochód (obecnie standardem jest 4-5 proc.), jednostki funduszy inwestycyjnych TFI z własnej grupy, pakiety ubezpieczeń, zwykle także tylko spółki z grupy.
Choć są wyjątki - MultiBank w ramach konta Aquarius proponowanego osobom o dochodach od 5 tys. zł w górę oferuje jednostki ponad 200 funduszy zarządzanych przez 14 towarzystw. Noble Bank ma także ofertę funduszy spoza własnej grupy, tyle że aby z niej skorzystać, należy zarabiać przynajmniej 20 tys. zł miesięcznie lub powierzyć w zarządzanie 200 tys. zł. Dokładnie tyle, ile potrzeba by skorzystać z usług nazwanych private banking.
Dla aktywnych - private banking
Paweł (42 lata) rok temu został członkiem zarządu pewnej spółki giełdowej. Zarabia 60 tys. zł miesięcznie, ale nie ma czasu na aktywne zarządzanie własnymi pieniędzmi. Skorzystał z oferty bankowego doradcy i został klientem private bankingu.
Żyjąc w jakimkolwiek innym kraju starej Unii, nasz bohater musiałby jeszcze uzbierać milion euro, by zasłużyć na specjalne traktowanie w banku. W Polsce klientami private bankingu zostają osoby posiadające oszczędności w wysokości 500 tys. zł, a są banki, które akceptują niższe kwoty.
- Przy tej wysokości aktywów nie jesteśmy w stanie zaoferować klientom inwestycji w fundusze zagraniczne, zamknięte czy w nieruchomości za granicą. Proponujemy zwykle lokowanie kapitału w Polsce - mówi Daniel Ścigała, dyrektor departamentu private bankingu i prezes BRE Wealth Management. Kreśli też profil polskiego klienta private bankingu - to zwykle menedżer w firmie, który duże pieniądze czerpie z pracy najemnej. Ma pieniądze w gotówce, które chce zainwestować w aktywa płynne, czyli takie, które w każdej chwili będzie można spieniężyć: akcje, obligacje, papiery dłużne, jednostki funduszy inwestycyjnych. Czasem myśli o zakupie ziemi lub nieruchomości.
Ustronny, klimatyzowany salonik w pastelowych barwach, gruby dywan, i wygodne fotele. Tego właśnie potrzebuje Paweł. Ze swoim doradcą spotyka się kilka godzin po zamknięciu oddziałów banku. Wchodzi do placówki przeznaczonej specjalnie dla VIP-ów. Portier otwiera mu drzwi, po marmurowych schodach wchodzi do przytulnego, luksusowo wyposażonego saloniku. Tu czeka na niego doradca, sekretarka częstuje kawą. W spokoju, przez nikogo niepoganiany Paweł decyduje, jak ulokować oszczędności. Zresztą nie musiał tu przyjeżdżać, bo doradca chętnie odwiedziłby go w biurze czy w domu.
Ale wielu biznesmenów ceni sobie możliwość podejmowania takich decyzji poza firmą, gdzie przeszkadzają telefony. Dlatego wszystkie banki przynajmniej przy tradycyjnych oddziałach posiadają specjalne pokoje dla zamożnych klientów.
Dla osób korzystających z private bankingu Millennium ma specjalnie dedykowane oddziały Prestige, podobnie BRE. Natomiast Noble Bank z grupy Getin Holdingu powstawał już z myślą o obsłudze najzamożniejszych osób.
W Millennium już 100 tys. zł oszczędności wystarczy, by zasłużyć na specjalne traktowanie. Citi Handlowy i DZ Bank oczekują 200 tys. zł, Kredyt Bank niewiele więcej, Alior i Raiffeisen - 400 tys. zł, PKO BP, Noble, BRE, DB PBC po pół miliona, a Fortis, ING BSK i Pekao SA po okrągłym milionie.
W zamian za powierzenie takich kwot klient otrzymuje doradztwo przy lokowaniu nadwyżek kapitału. Przed kryzysem opiekunowie zwykle proponowali lokowanie ich w produkty ryzykowne, ale przynoszące wyższy dochód, np. fundusze akcyjne. Po załamaniu giełd wiele się zmieniło. Teraz proponowane są inwestycje bardziej bezpieczne - fundusze obligacji i papierów dłużnych.
Coraz większą popularnością cieszą się także inwestycje w surowce, których cena rośnie, nieruchomości, które dla odmiany zostały mocno przecenione, czy inwestycje alternatywne, np. wino.
- Gdy ponad dwa lata temu rozpoczęły się spadki na giełdach, część klientów bankowości prywatnej zdecydowała się zrealizować zyski i przeniosła środki w bezpieczniejsze instrumenty - mówi Barbara Stęchły, dyr. departamentu bankowości prywatnej Raiffeisen Bank Polska. - W czasie bessy widać też zwiększony popyt na złoto, określane jako tzw. bezpieczna przystań - dodaje.
Od kilku miesięcy Raiffeisen obserwuje również stopniowy powrót inwestorów na rynek - chodzi przede wszystkim o zakupy jednostek funduszy akcyjnych i zrównoważonych. Wśród nich przeważają krajowe fundusze, a z zagranicznych - fundusze rynków wschodzących. Powraca też zainteresowanie produktami ustrukturyzowanymi (z gwarancją kapitału), tworzonymi bardzo często na zamówienie pojedynczych klientów, ze względu na gwarancję kapitału. Nowym trendem jest także rosnące zainteresowanie wśród klientów private bankingu funduszami zamkniętymi skierowanymi do wąskiej grupy inwestorów, które pozwalają grać zarówno na spadki, jak i na wzrosty kursów akcji, surowców czy walut.
Eksperci mówią, że choć wiele fortun stopniało podczas kryzysu, to jest także wielu inwestorów, którzy weszli w niego z dużym kapitałem i teraz wykorzystują spadki cen. - Kupują akcje, są zainteresowani nieruchomościami, nabywają apartamenty, często z myślą o czerpaniu korzyści z wynajmu. Chętnie kredytujemy takie inwestycje, bo zwykle wynajem spokojnie pokrywa miesięczne raty - opisuje Daniel Ścigała. Jest przekonany, że wkrótce pojawią się nowi milionerzy.
Klienci private bankingu jak wszyscy ulegają modom. Teraz myślą o inwestycjach w dzieła sztuki czy trunki klasy kolekcjonerskiej. Tyle że banki przy tych inwestycjach wymagają znacznych środków. Dlatego powstają wyspecjalizowane firmy zajmujące się tego typu lokatami. To np. Wealth Solutions czy Stilnovisti. Oferują zakupy skrzynek wina (6 lub 12 butelek), np. Bordeaux-Medoc, Saint-Emilion czy burgundzkiego. Próg wejścia zaczyna się tu od 5 tys. zł, choć eksperci zalecają lokowanie wyższych kwot - od 10 tys. zł w górę. Trunek przechowywany jest następnie w piwnicach w Wielkiej Brytanii (najwięcej jest w okolicach Londynu) w optymalnych warunkach, a po trzech-pięciu latach sprzedawany.
Wealth Solutions zachęcony sukcesem winnych inwestycji przygotowuje teraz ofertę lokowania kapitału w szkockie whisky typu single malt i single cask. Krzysztof Maruszewski, dyr. działu inwestycji alternatywnych Wealth Solutions, wyjaśnia, że kupowane będą beczki trunku z lat 60. Koszt zakupu w przeliczeniu na butelkę wyniesie 100-150 euro. Po rozlaniu cena whisky powinna wzrosnąć do 200-250 euro. Minimalny próg wejścia do inwestycji w tym przypadku wyniesie ok. 5 tys. euro, czyli ponad 20 tys. zł.
Wealth Solutions na zamówienie klientów pomaga im także w tworzeniu kolekcji dzieł stuki. W ich imieniu wyszukuje dzieła, negocjuje ceny, a później także dba o wzrost ich wartości, m.in. wysyłając prace na wystawy. Stilnovisti proponuje natomiast kilka programów inwestycyjnych, w których próg wejścia wynosi już od 3 tys. zł. Natomiast najbogatszych zachęca do zainwestowania w fundusze zamknięte, co wymaga zaangażowania już 400 tys. zł.
Dla bogatych - wealth management
Jeszcze zamożniejszym klientom zamożniejszym osobom banki proponują inwestycje alternatywne. Np. BRE zawiesiło poprzeczkę na poziomie 2 mln zł., Citi Handlowy - 1,5 mln zł, ale dopiero osoba dysponująca 10 mln dol. dostanie dostęp do najbardziej wysublimowanych produktów Citi Private Bank London. W Polsce oferta dla najbogatszych, gotowych oddać w zarządzanie kilka milionów złotych, określana jest mianem wealth management. Korzysta z niej 50-letni Bogdan. Pierwszych pieniędzy zarobił na handlu na początku lat 90. Zainwestował je w rozwój odziedziczonego po ojcu zakładu wytwarzającego elementy wykończenia wnętrz.
Dzięki intratnym kontraktom na wyposażenie prywatnych pensjonatów i hoteli w miejscowościach turystycznych dorobił się marki i sporej fortuny. Kilka lat temu zaczął korzystać z pomocy doradców bankowych w ramach wealth management. Teraz to oni przejmują na siebie obowiązek lokowania nadwyżek kapitału Bogdana. Wyszukali także dla niego atrakcyjne apartamenty na południu Europy, które teraz przynoszą zysk z wynajmu. Pomogli mu także przebudować strategię firmy, dzięki czemu jego dochody nie zależą już tylko od jednego rodzaju działalności, a jego przedsiębiorstwo przez kryzys przechodzi bez większego szwanku. I na tym właśnie polega specyfika doradztwa w ramach wealth management - nie ogranicza się do inwestowania kapitału klienta, lecz pomaga również przy zarządzaniu przedsiębiorstwem.
Dziś bankowcy muszą być bardziej wszechstronni. Niektórym klientom nie wystarczy już rynek akcji czy nieruchomości. Oczekują czegoś ekstra. Eksperta, który pomoże zainwestować im w dzieła sztuki czy trunki klasy kolekcjonerskiej. Rola klienta ograniczać się może "tylko" do posiadania pieniędzy, często zresztą mniejszych, niżby się to mogło wydawać. Choć w Polsce mamy tylko 13 tys. tych prawdziwych (dolarowych) milionerów, to z private bankingu korzysta grubo ponad 100 tys. osób.
Dla ambitnych - personal banking
Aśka ma 34 lata. Zaraz po studiach zatrudniła się w polskiej centrali dużej międzynarodowej korporacji. Szybko awansowała na kierownika oddziału. Zaczęła więcej pracować, ale i więcej zarabiać. Przyzwyczajona do skromnego życia nawet nie zauważyła, że na jej rachunku urosła spora sumka. Któregoś dnia zadzwonił telefon z banku i tak została klientką personal bankingu. Dostała droższe konto, ale z szerszą ofertą - dostępem przez internet i telefon, z limitem kredytowym w wysokości jej kilkumiesięcznej pensji, możliwością lokowania środków na wyżej oprocentowanym koncie oszczędnościowym.
Otrzymała także bardziej prestiżową kartę kredytową z wyższym limitem oraz całym pakietem usług dodatkowych - zniżkami na zakupy, hotele i wynajem samochodów oraz pakietem ubezpieczeniowym od następstw nieszczęśliwych wypadków i assistance. Ale przede wszystkim dostała opiekę swojego doradcy pomagającego w lokowaniu nadwyżek oszczędności nie tylko na lokatach, ale także w jednostkach funduszy inwestycyjnych. On ostatecznie przekonał ją do zakupu mieszkania na kredyt, którego raty były niższe niż czynsz za dotychczas wynajmowany lokal. Tak właśnie banki łowią najbardziej perspektywicznych klientów. Programy komputerowe analizują stany kont i wyłapują właścicieli tych, na które wpływy znacznie wzrosły. Najlepszych przejmują doradcy.
Niemal każda instytucja finansowa posiada ofertę dla bogatszych klientów. Standardem dla takich osób jest bardziej prestiżowa karta kredytowa, w zależności od instytucji finansowej nazwana złotą, platynową lub - jak to zrobił np. Raiffeisen - nazwą własną (Class & Club).
Najważniejsze jest to, że oprócz kredytu dołączone są do nich bogate pakiety ubezpieczeniowe obejmujące ochroną właściciela i jego bliskich oraz bagaż w podróży przed następstwami nieszczęśliwych wypadków, a także assistance, dzięki któremu można liczyć na pomoc zarówno wówczas, gdy w drodze zepsuje się auto, jak i wtedy, gdy wichura wyrwie niedomknięte okno. Do kart przypisany jest również cały szereg dodatkowych usług, w tym zniżki na hotele, wynajem samochodów, zakupy, karnety do salonów odnowy biologicznej i klubów sportowych etc.
Klient personal bankingu dostaje także własnego doradcę. Aśka już nie stoi w oddziale przy okienku, ale albo omawia swoje potrzeby finansowe przez telefon, albo w placówce przyjmowana jest w osobnym pokoju, gdzie w ciszy i w miarę komfortowych warunkach może zdecydować o zainwestowaniu oszczędności. Na wiele jeszcze nie może liczyć. Doradca proponuje jej przeważnie podręczne konto oszczędnościowe, na którym nadwyżki gotówki będą przynosiły niewielki dochód (obecnie standardem jest 4-5 proc.), jednostki funduszy inwestycyjnych TFI z własnej grupy, pakiety ubezpieczeń, zwykle także tylko spółki z grupy.
Choć są wyjątki - MultiBank w ramach konta Aquarius proponowanego osobom o dochodach od 5 tys. zł w górę oferuje jednostki ponad 200 funduszy zarządzanych przez 14 towarzystw. Noble Bank ma także ofertę funduszy spoza własnej grupy, tyle że aby z niej skorzystać, należy zarabiać przynajmniej 20 tys. zł miesięcznie lub powierzyć w zarządzanie 200 tys. zł. Dokładnie tyle, ile potrzeba by skorzystać z usług nazwanych private banking.
Dla aktywnych - private banking
Paweł (42 lata) rok temu został członkiem zarządu pewnej spółki giełdowej. Zarabia 60 tys. zł miesięcznie, ale nie ma czasu na aktywne zarządzanie własnymi pieniędzmi. Skorzystał z oferty bankowego doradcy i został klientem private bankingu.
Żyjąc w jakimkolwiek innym kraju starej Unii, nasz bohater musiałby jeszcze uzbierać milion euro, by zasłużyć na specjalne traktowanie w banku. W Polsce klientami private bankingu zostają osoby posiadające oszczędności w wysokości 500 tys. zł, a są banki, które akceptują niższe kwoty.
- Przy tej wysokości aktywów nie jesteśmy w stanie zaoferować klientom inwestycji w fundusze zagraniczne, zamknięte czy w nieruchomości za granicą. Proponujemy zwykle lokowanie kapitału w Polsce - mówi Daniel Ścigała, dyrektor departamentu private bankingu i prezes BRE Wealth Management. Kreśli też profil polskiego klienta private bankingu - to zwykle menedżer w firmie, który duże pieniądze czerpie z pracy najemnej. Ma pieniądze w gotówce, które chce zainwestować w aktywa płynne, czyli takie, które w każdej chwili będzie można spieniężyć: akcje, obligacje, papiery dłużne, jednostki funduszy inwestycyjnych. Czasem myśli o zakupie ziemi lub nieruchomości.
Ustronny, klimatyzowany salonik w pastelowych barwach, gruby dywan, i wygodne fotele. Tego właśnie potrzebuje Paweł. Ze swoim doradcą spotyka się kilka godzin po zamknięciu oddziałów banku. Wchodzi do placówki przeznaczonej specjalnie dla VIP-ów. Portier otwiera mu drzwi, po marmurowych schodach wchodzi do przytulnego, luksusowo wyposażonego saloniku. Tu czeka na niego doradca, sekretarka częstuje kawą. W spokoju, przez nikogo niepoganiany Paweł decyduje, jak ulokować oszczędności. Zresztą nie musiał tu przyjeżdżać, bo doradca chętnie odwiedziłby go w biurze czy w domu.
Ale wielu biznesmenów ceni sobie możliwość podejmowania takich decyzji poza firmą, gdzie przeszkadzają telefony. Dlatego wszystkie banki przynajmniej przy tradycyjnych oddziałach posiadają specjalne pokoje dla zamożnych klientów.
Dla osób korzystających z private bankingu Millennium ma specjalnie dedykowane oddziały Prestige, podobnie BRE. Natomiast Noble Bank z grupy Getin Holdingu powstawał już z myślą o obsłudze najzamożniejszych osób.
W Millennium już 100 tys. zł oszczędności wystarczy, by zasłużyć na specjalne traktowanie. Citi Handlowy i DZ Bank oczekują 200 tys. zł, Kredyt Bank niewiele więcej, Alior i Raiffeisen - 400 tys. zł, PKO BP, Noble, BRE, DB PBC po pół miliona, a Fortis, ING BSK i Pekao SA po okrągłym milionie.
W zamian za powierzenie takich kwot klient otrzymuje doradztwo przy lokowaniu nadwyżek kapitału. Przed kryzysem opiekunowie zwykle proponowali lokowanie ich w produkty ryzykowne, ale przynoszące wyższy dochód, np. fundusze akcyjne. Po załamaniu giełd wiele się zmieniło. Teraz proponowane są inwestycje bardziej bezpieczne - fundusze obligacji i papierów dłużnych.
Coraz większą popularnością cieszą się także inwestycje w surowce, których cena rośnie, nieruchomości, które dla odmiany zostały mocno przecenione, czy inwestycje alternatywne, np. wino.
- Gdy ponad dwa lata temu rozpoczęły się spadki na giełdach, część klientów bankowości prywatnej zdecydowała się zrealizować zyski i przeniosła środki w bezpieczniejsze instrumenty - mówi Barbara Stęchły, dyr. departamentu bankowości prywatnej Raiffeisen Bank Polska. - W czasie bessy widać też zwiększony popyt na złoto, określane jako tzw. bezpieczna przystań - dodaje.
Od kilku miesięcy Raiffeisen obserwuje również stopniowy powrót inwestorów na rynek - chodzi przede wszystkim o zakupy jednostek funduszy akcyjnych i zrównoważonych. Wśród nich przeważają krajowe fundusze, a z zagranicznych - fundusze rynków wschodzących. Powraca też zainteresowanie produktami ustrukturyzowanymi (z gwarancją kapitału), tworzonymi bardzo często na zamówienie pojedynczych klientów, ze względu na gwarancję kapitału. Nowym trendem jest także rosnące zainteresowanie wśród klientów private bankingu funduszami zamkniętymi skierowanymi do wąskiej grupy inwestorów, które pozwalają grać zarówno na spadki, jak i na wzrosty kursów akcji, surowców czy walut.
Eksperci mówią, że choć wiele fortun stopniało podczas kryzysu, to jest także wielu inwestorów, którzy weszli w niego z dużym kapitałem i teraz wykorzystują spadki cen. - Kupują akcje, są zainteresowani nieruchomościami, nabywają apartamenty, często z myślą o czerpaniu korzyści z wynajmu. Chętnie kredytujemy takie inwestycje, bo zwykle wynajem spokojnie pokrywa miesięczne raty - opisuje Daniel Ścigała. Jest przekonany, że wkrótce pojawią się nowi milionerzy.
Klienci private bankingu jak wszyscy ulegają modom. Teraz myślą o inwestycjach w dzieła sztuki czy trunki klasy kolekcjonerskiej. Tyle że banki przy tych inwestycjach wymagają znacznych środków. Dlatego powstają wyspecjalizowane firmy zajmujące się tego typu lokatami. To np. Wealth Solutions czy Stilnovisti. Oferują zakupy skrzynek wina (6 lub 12 butelek), np. Bordeaux-Medoc, Saint-Emilion czy burgundzkiego. Próg wejścia zaczyna się tu od 5 tys. zł, choć eksperci zalecają lokowanie wyższych kwot - od 10 tys. zł w górę. Trunek przechowywany jest następnie w piwnicach w Wielkiej Brytanii (najwięcej jest w okolicach Londynu) w optymalnych warunkach, a po trzech-pięciu latach sprzedawany.
Wealth Solutions zachęcony sukcesem winnych inwestycji przygotowuje teraz ofertę lokowania kapitału w szkockie whisky typu single malt i single cask. Krzysztof Maruszewski, dyr. działu inwestycji alternatywnych Wealth Solutions, wyjaśnia, że kupowane będą beczki trunku z lat 60. Koszt zakupu w przeliczeniu na butelkę wyniesie 100-150 euro. Po rozlaniu cena whisky powinna wzrosnąć do 200-250 euro. Minimalny próg wejścia do inwestycji w tym przypadku wyniesie ok. 5 tys. euro, czyli ponad 20 tys. zł.
Wealth Solutions na zamówienie klientów pomaga im także w tworzeniu kolekcji dzieł stuki. W ich imieniu wyszukuje dzieła, negocjuje ceny, a później także dba o wzrost ich wartości, m.in. wysyłając prace na wystawy. Stilnovisti proponuje natomiast kilka programów inwestycyjnych, w których próg wejścia wynosi już od 3 tys. zł. Natomiast najbogatszych zachęca do zainwestowania w fundusze zamknięte, co wymaga zaangażowania już 400 tys. zł.
Dla bogatych - wealth management
Jeszcze zamożniejszym klientom zamożniejszym osobom banki proponują inwestycje alternatywne. Np. BRE zawiesiło poprzeczkę na poziomie 2 mln zł., Citi Handlowy - 1,5 mln zł, ale dopiero osoba dysponująca 10 mln dol. dostanie dostęp do najbardziej wysublimowanych produktów Citi Private Bank London. W Polsce oferta dla najbogatszych, gotowych oddać w zarządzanie kilka milionów złotych, określana jest mianem wealth management. Korzysta z niej 50-letni Bogdan. Pierwszych pieniędzy zarobił na handlu na początku lat 90. Zainwestował je w rozwój odziedziczonego po ojcu zakładu wytwarzającego elementy wykończenia wnętrz.
Dzięki intratnym kontraktom na wyposażenie prywatnych pensjonatów i hoteli w miejscowościach turystycznych dorobił się marki i sporej fortuny. Kilka lat temu zaczął korzystać z pomocy doradców bankowych w ramach wealth management. Teraz to oni przejmują na siebie obowiązek lokowania nadwyżek kapitału Bogdana. Wyszukali także dla niego atrakcyjne apartamenty na południu Europy, które teraz przynoszą zysk z wynajmu. Pomogli mu także przebudować strategię firmy, dzięki czemu jego dochody nie zależą już tylko od jednego rodzaju działalności, a jego przedsiębiorstwo przez kryzys przechodzi bez większego szwanku. I na tym właśnie polega specyfika doradztwa w ramach wealth management - nie ogranicza się do inwestowania kapitału klienta, lecz pomaga również przy zarządzaniu przedsiębiorstwem.
