Kilkanaście tysięcy frankowiczów walczy w procesach indywidualnych i zbiorowych o unieważnienie bądź odwalutowanie ich kredytów hipotecznych. Kolejni czekają na wyrok, który miałby charakter jasnego i oczywistego precedensu. Wyrok, po którym żaden sąd w Polsce nie miałby wątpliwości, jak orzec w sytuacji, gdy przychodzi frankowicz i twierdzi, że został "ubrany” w nieuczciwy kredyt.

Takim precedensem (choć w polskim prawie oficjalnie nie obowiązuje zasada precedensu) byłby wyrok Sądu Najwyższego w jakiejś oczywistej, typowej sprawie. Na razie sprawy, które trafiają do Najwyższego, albo są nietypowe (dotyczą np. nie tyle odwalutowania samego kredytu, ile unieważnienia tytułu egzekucyjnego), albo sędziowie orzekają w nich w stylu "na dwoje babka wróżyła”. Najbardziej klarowny wyrok Sądu Najwyższego w sprawie franków to wciąż ten z 2015 r., który uznał, że abuzywność klauzuli w umowie powoduje bardzo ograniczone skutki, a już na pewno nie odwalutowanie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej