Część osób sporządza testamenty własnoręcznie, bez udziału notariusza, i przechowuje je w sobie tylko znanym miejscu. Ot, choćby w dziupli w drzewie za domem, w skrytce za deskami boazerii w przedpokoju albo w butelce zakopanej w ogrodzie. Tak ukryty testament może nigdy nie zostać odnaleziony. To tak, jakby nigdy nie istniał, choć rodzina wie, że testament powstał. Ale może być i tak, że niezadowoleni z zapisów w testamencie pominięci w nim spadkobiercy zniszczą ten dokument. Licząc na to, że jeśli testamentu nie będzie, więcej im skapnie z majątku spadkodawcy. W obu przypadkach wola spadkobiercy nie zostanie spełniona.

Inaczej jest w sytuacji, gdy testament sporządzony jest w obecności notariusza. Tu zniszczenie mu nie grozi. Ale nadal, jeśli spadkobiercy nie wiedzą, gdzie testament został sporządzony, może być kłopot z jego odnalezieniem. Jeszcze nie tak dawno poszukiwanie testamentów było zmorą wiedzących o nich spadkobierców.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej