Firmy lub, jak mówią inni, kancelarie odszkodowawcze, powstały „z winy” ubezpieczycieli zaniżających wysokość rent i odszkodowań. Początkowo firmy te miały pomagać poszkodowanym, ale szybko okazało się, że to świetny interes i by coraz więcej zarabiać, wiele z nich zaczęło bezprawnie pozyskiwać dane osobowe poszkodowanych. Jak? Przekupując lekarzy, pielęgniarki i policjantów lub opłacając pracowników pomocy drogowej czy zakładów pogrzebowych.

Przedstawiciele firm podtykali pacjentom oddziałów ratunkowych,  chirurgii urazowej czy neurologii umowy na usługi i pełnomocnictwa dające pośrednikom nieograniczone uprawnienia. Firmy brały nawet 40-procentowe prowizje, a odszkodowania wpływały na konta pośredników i tylko od nich zależało, ile pieniędzy i kiedy otrzyma ofiara wypadku. Firmy nie były ubezpieczone od błędów i trudno było, w przypadku gdy źle prowadziły sprawę klienta, uzyskać rekompensatę.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej