E-zwolnienia pojawiły się w 2016 r., ale do końca listopada 2018 r. były wydawane razem z papierowymi. Teraz te ostatnie znikają.

Organizacje pracodawców zwracały uwagę, że praktycznie nie można skontrolować krótkoterminowego zwolnienia, bo pracownik miał aż siedem dni na dostarczenie go w papierowej formie. W tym czasie trudno było wykazać, że nie stosuje się do zaleceń lekarza albo że zwolnienie było wydane nieprawidłowo. Tymczasem około 8 mln zwolnień rocznie to właśnie zwolnienia do siedmiu dni.

Łatwiejsze kontrole ZUS-u

Po wprowadzeniu wyłącznie e-zwolnień problem ma zniknąć. Pracownik nie będzie już dostarczał zwolnienia do zakładu pracy, bo wiadomość o wystawieniu dokumentu wraz z informacją o stanie pacjenta – a więc kodem choroby i okresem niezdolności do pracy – dzięki systemowi komputerowemu jest od razu przekazywana do ZUS i pracodawcy.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej