E-sąd ma już dziewięć lat. Zaczął działać 1 stycznia 2010 r. i w założeniach miał rozstrzygać należności bezsporne, np. zaległe faktury, czynsze, niespłacone chwilówki, mandaty za jazdę bez biletu. W pierwszych latach działalności wierzyciel (banki, parabanki, firmy windykacyjne, operatorzy telefonii komórkowej, zakłady transportu miejskiego) nie musiał przedstawiać dowodów, że Kowalski jest mu coś winien, a sąd nie miał obowiązku tego badać. Na podstawie twierdzeń wierzyciela wydawał nakaz zapłaty, a gdy Kowalski nie odwołał się w terminie, nakazowi nadawana była klauzula wykonalności i do gry wkraczał komornik.

Wykorzystywały to zwłaszcza firmy windykacyjne, które skupowały wierzytelności w ciemno. Część z nich była już dawno spłacona albo przedawniona, często kwoty domniemanej wierzytelności były mocno zawyżone. Firmy windykacyjne zakładały bowiem, że zdecydowana większość pozwanych o zapłatę nie będzie umiała odpowiedzieć na pozew (lub pozwu nie odbierze). I że większość z nich nie słyszała o przedawnieniu.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej